wtorek, 20 lutego 2018

Od Cathy

  Nie chcialam o tym z nim gadac. To nie jego zasrany interes! Jednak nie pokazywalam irytacji, staralam sie opanowac. Gdy pojechalismy do miejsca do ktorego Alex mnie chcial doprowadzic sciagnelam kask z glowy i spojrzalam na niego.
-O co chodzi? I tak poza tym sama bym sobie poradzila z wyjsciem stamtad.
-To wszystko prawda?
-Co cie to obchodzi?
-Gadaj.
-Tak. Kokaina, kradziez... jednak kradzieze byly przez Adriena. Nie chcialam tego robic, jednak... robilam.
-Czyli cpalas?
-Tak. Jestem uzalezniona. - przyznalam.













-Nie wierze...
-Co cie to iteresuje? Z tego co wiem masz kogos, a interesujesz sie mna dosyc podejrzanie. Nie jestem odpowiednia osoba do zwiazkow... masz pewnie fajna dziewczyne. - usmiechnelam sie. - Ja po przemianie nie jestem soba, nie jestem mila, jestem po prostu... skomplikowana. Odwiez mnie do domu. Po jutrze wyjezdzam. Musze sie spakowac.

  Droga powrotna jak i pozegnanie... trwalo w ciszy. Nie odpowiedzialam mu na pozegnanie. Weszlam powoli do domu nie ogladajac sie. Ja mu komplikuje zycie. Niech sobie je ulozy beze mnie.
-Jestes! Co to za policja? - spytal ojciec.
-Gdzie mama?
-Jest w pracy...
-To wszystko to pomylka tato. - odparlam swobodnie. - Dlatego mnie wypuscili. Ale... nie chce isc do tej nowej szkoly... Moje zycie sie juz zmienilo... nie chce kolejnych zmian... Ile ich jeszcze przejde w zyciu...
-Wrocisz na przerwe swiateczna skarbie. - odparl spokojnie tata widzac lzy w moich oczach. - Chodz tutaj...
  Przytulilam go mocno. Kochalam go. Najbardziej na swiecie...

poniedziałek, 19 lutego 2018

Od Alexa

Przez kilka ostatnich dni borykałem się ze swoimi problemami. Udało nam się pozbyć wampira. No i wróciła Mia.
Właśnie siedziałem z nią i chłopakami kiedy przyszedł Jacob.
-Alex nie spodoba Ci się to..
-Co? O czym mówisz?-zapytałem.
-Mają Cathy.
-Kto?-zerwałem się czując na sobie zaskoczony i rozgniewany wzrok Mii.
-Policja. Właśnie tata mi powiedział.
-Ale jak to?
-Jest w coś wrobiona, sprawa śmierdzi na kilometr. Wrobiono ja w śmierć Adriena.
-Ale to by go zabiliśmy..
-Znaleźli przy niej też narkotyki. Sporo..
-Mówiłem że ćpunka!-zaśmiał się Carl.
-Daj sobie spokój z tą wiedźmą..-pociągnęła mnie za rękę Mia.
Odtrąciłem ją mimowolnie.
-Jacob idziemy do twojego taty.
Nie czekając przemieniłem się i pobiegłem. Przyjaciel pobiegł za mną.
Słyszałem oburzone krzyki Mii. Wiedziałem że nie jestem jej obojętny i że była zazdrosna o Cathy ale nie mogłem teraz po prostu olać tej sprawy.

***

W domu Jacoba od razu zacząłem rozmowę z jego tatą.
-Musicie ją wypuścić.
-Dlaczego? Są dowody przeciwko niej..
-Ale to nie ona. To znaczy to morderstwo Adriena i te narkotyki.
-A jubiler?
-Ten wampir ją omotał.-stanąłem w jej obronie mimo iż intuicja podpowiadała mi że nie mam racji.
-Masz na to dowody?
-A jak udowodnię to że ten wampir nią manipulował toją wypuścisz?
-Tak, policjant który zajmuje się tą sprawą jest pod moimi rządami.
-To super.
-Ale będę musiał dać dowody na jej niewinność.
-Wymyślisz coś tato. Wiesz że to sprawa naszej kategorii. -powiedział Jacob.

***

Wieczorem czekałem pod komisariatem oparty o swój motocykl kiedy otworzyły się drzwi i wyszła Cathy.
-Wiedziałam że maczałeś w tym łapska.-odparła.
-Wsiadaj. Musimy porozmawiać.-odparłem sucho.
-My? O czym? Ostatnio w ogóle się nie odzywasz a teraz nagle znów chcesz pomóc? Za trzy dni wyjeżdżam.
-Właśnie musimy o tym też porozmawiać a nie odzywałem się bo miałem kilka pilnych spraw do załatwienia. Wsiadaj tu nie będziemy rozmawiać.
Niechętnie wzięła ode mnie kask i usiadła za mną na motocyklu. Pojechałem do mojego ulubionego miejsca. Tutaj nikt nas nie znajdzie. A przynajmniej nie za szybko..

Od Cathy

  Pare dni pozniej
 
  Adrien wiecej sie nie pokazal. Wilkolaki nie odzywaly sie do mnie a po czasie rodzice odzyskali do mnie zaufanie. Jednak ksiegi sie pozbylam, nie czulam checi zaklec. Porzucilam to i staralam sie zyc normalnie. Po swojemu.
  Gdy juz czulam chec siegniecia po kokaine szlam do pokoju i robilam kreski i wciagalam... Jednak co blizej to blizej wyjazdu do Hogwartu. Zostaly trzy dni.
  Czesto chodzilam do barow z Lucy i dziewczynami by sie pozegnac i rozerwac. Jednak ostatnio zaczelam przesadzac z kokaina...
   Spalam na lozku, w samej bieliznie. Beztrosko, Sama w domu. Uslyszalam jedynie Jakis trzask,jednak nie zareagowalam na niego. Spalam dalej. Po chwili jakis mezczyzna zaczal krzyczec,poderwalam sie.
-Rece do gory!!!
  Swiecili na mnie swiatlami, ktos znalazl worek kokainy lezacy na stoliku.
-No,no, mamy Cie. - powiedzial ten Sam facet.
   Facet szarpnal mnie za kant koszuli nonej i wyprowadzili z domu. Rodzicow nie bylo. Nie przejmowalam sie za bardzo cala sytuacja, smialam sie do nich pod nosem gdy tylko do mnie cos mowili. 
  Siedzialam w radiowozie, sasiedzi zrobili zbiegowisko a ja tylko sie smialam. 
  
  Na komendzie przesluchiwal mnie komisarz, ktory nie nalezal do najmilszych. 
-Znaleziono cialo Adriena Smitha, byly tam twoje odciski palcow. W twoim domu kopalnia kokainy, trzy wielkie worki, dwa kilogramy. Wiesz ile to warte? PATRZ NA MNIE KIEDY DO CIEBIE MOWIE!
  Spojrzalam na niego niewinnie. 
-To nie moje.
  Bo to prawda. Moj byl jeden maly ostatni woreczek, widocznie Adrien wczesniej zrobil mi wizyte i ktos mnie wydal. 
-Kradziez bizuterii, znalezlismy pieniadze i skradzione rzeczy od jubilera. 
  Przekrzywilam glowe i zasmialam sie.
  Podszedl do mnie i pociagnal za reke bym wstala. Spojrzal mi w oczy.
-Jestes kompletnie scpana. - parsknal - Ale niesamowicie atrakcyjna. Szkoda, ze cpunka i kryminalistka. 
-Mysle, ze pan przesadza... - spojrzalam na niego uwodzicielsko.
  Musial mnie stad wypuscic. Widac, ze mial slabosc do kobiet... a ja to wykorzystam. 

środa, 7 lutego 2018

Od Cathy

   Siedzialam w pobliskim barze. Mialam zle przeczucia, ze cos zaraz sie wydarzy. I mialam swieta racje. Gawedzilam z barmanem, swietnie sie bawiac. Nie bylam pijana, ja po prostu bylam trudna do zrozumienia. Tym bardziej... po tej zmianie.
-Wczesniej Cie tu nie widzialem, skad jestes?
-Stad i stamad... nalejesz? - pomachalam szklanka z usmiechem.











-Jasne... wiesz co? Jestes naprawde sliczna...
   Zasmialam sie.
-Dziekuje.
  Zlapalam whisky i wyzerowalam po czym skierowalam sie do wyjscia.
   Przede mna stanal Adrien. Usmiechnelam sie. Od przemiany zaczelam zachowywac sie Jak nie ja... Przed powolny naplyw mocy ktora mnie ogarniala przestalam sie bac. Czulam sie przez to w jakis sposob chroniona.
 -Witaj Adrien.
-Wiedzialem, ze to ty. - blysnal zebami.
  Zlapal mnie za reke i scisnal mocno. Teraz nad soba nie panowalam. Zaczelam sprawiac mu bol. Nie wiem jak, nie wiem co robilam. W srodku krzyczalam, jednak na zewnatrz... podobalo mi sie to. Zwijal sie z bolu, ludzie nas obserwowali. Nagle sprawilam, ze uniosl sie nad ziemie o doslownie centymetry, jednak wcale nie chcialam przestac.
-Jesli jeszcze raz sie do mnie zblizysz to nie recze za siebie.

-Cathy! - uslyszalam glos Alexa i jego kumpli. 
















-Cathy! - uslyszalam glos Alexa.
-Co ty... - spytal jeden z jego kolegow.
  Nagle Adrien upadl.
-Mam dla was wampira. Nie dziekujcie. - odparlam i ruszylam w strone drzwi wyjsciowych.
-Zabrac go. Cathy! Czekaj. - zawolal Alex.
  Odwrocilam sie do niego.
















-Ty dokad? Zrobilas zamieszanie... ludzie...
  Nagle przestalam widziec, stracilam swiadomosc tego, co robie.
  Po wszystkim wrocil mi wzrok a wszyscy patrzyli sie na mnie w samohodzie.
-Gdzie jestem?
-Wszystkim wyczyscilas pamiec...
-Co takiego..?
  Bylam w szoku... Moje moce byly zbyt silne...


Od Alexa

Byłem na polowaniu z chłopakami. Jak co dzień patrolowaliśmy nasze tereny. Akurat z Jacob'em patrolowaliśmy teren przy zachodniej granicy kiedy wyczułem wampira. Nie wszedł na nasz teren jednak kręcił się przy granicy.
-Był sam..-zawarczałem.
-Szkoda że go jeszcze nie ma.. mam ochotę na jakąś akcję.
-Dawno nic się nie działo.
-Ty z tą dziewczyną to coś poważnego?
-Ale o co chodzi?
-No czy między wami..
-Nawet jej nie znam.. przynajmniej dobrze a poza tym wiesz..
-Noo.. Mia nie będzie zadowolona że kręci się przy tobie inna.
-Kiedy Mia wraca?
-Jakoś za dwa dni. Oby się nie pożarły.
-Co ty.. Cathy to tylko koleżanka a Mia..
-Mia jest jedną z nas-przerwał mi.
-I co?
-Wiesz że tacy jak my nie wiążą się z innymi gatunkami?
-Jest wiele przypadków mieszańców.
-Ale są wykluczone. Nie chciałbyś być samotną omegą przecież?
-W ogóle o czym my rozmawiamy? -przerwałem.-Mieliśmy patrolowa teren.
Minąłem przyjaciela i pobiegłem dalej.

Znalezione obrazy dla zapytania wilki gif

Chwile później Jacob dołączył do mnie.
-Nie gniewaj się. Po prostu się martwię. Po za tym Carl podobno widział tą Cathy jak była naćpana.
-Co? Jak to ją widział? Śledził ją?-wkurzyłem się.
-Jechał do miasta i podrzucił ją do jej koleżanki przy okazji. Podobno była tak naćpana że masakra..
-Nie wiem czy w to wierzyć.. Wiesz że Carl lubi koloryzować historię?
-Tym razem nie wiem co mógłby zyskać kłamiąc..
W sumie fakt-ale tego już nie powiedziałem. Z chłopakami znam się od zawsze, byliśmy rodzinom. Jednak nie wiem dlaczego obchodziło mnie to co Cathy robi..

wtorek, 6 lutego 2018

Od Cathy

   Siedzieliśmy tak w dłuższej ciszy i nikt nie mógł nic wykombinować. Gdy jednak w końcu odezwała się ta cała Ewa, której swoją drogą nie ufałam, pojawił się promyk nadziei. Spojrzała na mnie a potem na Alexa oczekując jakichkolwiek wyjaśnień na temat dziwnej magii która odmieniła moje życie.
-Jak brzmiało to zaklęcie? - spytała kolejny raz.
-Już mówiłam, że nie pamiętam. - odparłam znudzona i wyczerpana. - Ojciec nic nie chce mi powiedzieć a więc to co wiecie tyle ja wiem. Coś w języku moich przodków, to jeden z wielu języków afrykańskich. Nie chcę mówić kolejny raz tego co wtedy... Słyszałam z niej głos, męski, który mówił, że jeśli chcę zmienić życie, zmień czary na zło.... jakoś tak.  - ciągnęłam obojętnie.
-Jesteś z Afryki? 
-Tak. Byłam czarną, piękną murzynką, a teraz jestem... zwykła... zwyczajna. Cholerny ojciec, nic mi nie wspomniał... a ta szkoła? Wiesz coś o niej? Hogwart?
-To szkoła dla uczniów tylko i wyłącznie czarodziejów. Czystej krwi lub pół krwi. Na teren szkoły mają zakaz wszelkie inne stworzenia i miejsce chronione jest pod okiem silnych czarodziejów. 
-Na ile mam się tam przenieść? 
-Masz tam coś jak semestry, taki sam system jednak... no wiesz, przygotowanie się w różdżkę i takie tam... niezbędne.Wiem tyle, że twoje zdolności nie są wygórowane, ale masz naprawdę w sobie siłę. Dlatego między innymi oni chcą mieć cię na oku. Był kiedyś, bardzo dawno temu... pewien czarodziej. Tom Marvolo-Riddle znany jako Voldemort. Jako chłopiec, również miał wielką moc, jednak on trafił od początku do szkoły. Jednak był bardzo złym człowiekiem, robił niewiarygodne rzeczy i prawde mówiąc, nikt nie ma pojęcia gdzie ukrył swój dziennik, zapiski, które dla każdego początkującego czy zaawansowanego czarodzieja są niebezpieczne. A nikt, tym bardziej dyrektor szkoły - James McWhite - z ministerstwa Magii nie dopuści do opcji, byś tam nie trafiła. Wszystkich mają pod kontrolą. Nie uciekniesz od tego. 
-Mam to w nosie, mogę uciekać i z nimi walczyć, nie? Mogę się doskonalić... w czarach.
-Pokaż mi tą księgę. 
  Wyjęłam ją z torby i podałam jej. 
-To jedna z czterech ksiąg czarnej magii. Zostały rozmieszczone po całym świecie. I ty trafiłaś na jedną z nich. 
  Spojrzała na mnie. Szczerze? Gówno mnie to obchodziło. Nie chcę być w tej sytuacji, mogę nawet spalić tą księgę, nie ma dla mnie znaczenia. Chce swoje dawne życie. 
-Zabiorą ci ją, tak podejrzewam. Jeśli odkryją co tak naprawdę zrobiłaś, będę dociekać jak, skąd i dlaczego. Ich nie okłamiesz. 
-Ja nie chcę tam iść... - odparłam cicho. 
  Nie należałam do osób nieśmiałych, wręcz przeciwnie. Miałam często gęsto głupie, szalone pomysły, byłam w środku taka jaki naprawdę jest mój lud - dziki i nieokiełznany, walczący do końca, nie chcący podporządkować się nikomu z zewnątrz. Nie pozwolę na to, by ktoś mną rządził. 
    Poczułam nagłą chęć, mały głosik bombardował mi myśli tworząc co chwilę niezrozumiałe echo. Nałóg. Nachyliłam się nad głową Alexa i spojrzałam na niego.
-Ja muszę spadać... Nagła sprawa. 
-Jaka nagła sprawa? Znowu coś głupiego chcesz robić?
-Nie. Mam nagłą sprawę i idę. 
  Wstał i stanął obok mnie. 
-Nie wiem, czy to dobry pomysł. Wracasz obok granicy, a ta pijawka...
-Wiem. - ucięłam. 
-Odprowadzę cię.
  Ewa nagle spojrzała na Alexa niepokojąco. Jakby... zaskoczona? Ale czym? Jakby miała coś przeciwko temu, że on aż tak się kręci dookoła mnie... Osobiście? Podobało mi się to, że się mną interesuje. Mimo tego jaka jestem... chociaż tak naprawdę mnie nie zna. 
  Wyszłam i minęłam w przejściu grupę roznegliżowanych do pasa chłopaków. Od razu zrobił się szum, a oni już zaczęli gadać.
-Ona tak dziwnie pachnie? Matko... ale żeś sobie wyrwał laskę... 
-To ta nowa? Ładna... codziennie masz nowe... najpierw ta czarna... teraz ta ślicznotka? - zaśmiał się drugi.
-Ja tu stoję. - uśmiechnęłam się chamsko i pomachałam ręką w ich stronę. - Jednak to prawda, że faceci rozwijają się umysłowo do 3 roku życia... a potem tylko rosną... - zrobiłam kwaśną minę. - Jestem Cathy. - przedstawiłam im się. 
-Nie będę odbijał Alexowi dziewczyny ale wiesz, jakbyś była wolna... 
-Jasne, wtedy wrócę. - mrugnęłam do kolegi Alexa.
  Nie wiem, czy podobałam się Alexowi czy on tak po prostu mi pomagał. Wydaje mi się, że tylko pomagał i wolałam nie pokazywać złej i zazdrosnej, zagorączkowanej laski. Dopiero się poznaliśmy... a to  dopiero początki. Poza tym... niedługo wyjadę. Na długo.
  Poszłam przed siebie wraz z Alexem. 
-Świetni koledzy. - parsknęłam śmiechem. 
-Masz specyficzne poczucie humoru. 
  Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Wiem. 

  Gdy byliśmy pod domem praktycznie wparowałam do środka. W pokoju odpakowałam ostatni schowany woreczek z kokainą. Dwie kreski za mną... a teraz zabrałam się za czytanie zapisków które były w kufrze. Księgę oczywiście zabrałam ze sobą, ona również poszła w ruch. Tak jak nie mogłam spokojnie usiedzieć na miejscu tak zaczęłam uczyć się kolejnych zaklęć, jednak bez ich używania. Studiowałam zaklęcia, sposoby i techniki. Jednak... zaraz... skoro użyłam zaklęć bez różdżki...to chyba nie należy do normalnej czynności zwykłego czarodzieja...? 
  Co się będę przejmowała! 
  Pod wieczór dostałam wiadomość od swojej przyjaciółki. Lucy widocznie miała wolną chwilę, napisała do mnie a więc... ruszyłam na spotkanie z nią. Nie obchodziło mnie w tym momencie co sobie pomyśli. Z rezerwatu był spory kawałek, jednak transport znalazł się szybko. 
-A więc... jesteś tu na stałe? - spytał kumpel Alexa jadąc z czarnym volvo. 
-Ta, powiedzmy. 
  Chyba ten kolega był bardziej takim podrywaczem, odniosłam wrażenie,że działa Alexowi na nerwy. Jednak... podwózka była mi potrzebna... a akurat okazja była taka, że jedzie w centrum. 
-A z Alexem to co?
-To sprawa jak sam zauważyłeś Alexa... i przede wszystkim moja. 
-Jak on może z tobą kręcić.
  Spojrzałam na niego wściekła.
-Uważaj na słowa, bo nie ręczę za siebie. 
-Nie powinien mówić, kim jesteśmy. 
-I tak was widziałam. Ukrywacie się jak nie wiadomo kto!
  Spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, niby rozbawiony, a jakby... coć wyczuwał?
  Gdy nasze spojrzenia się spotkały... przeklnął pod nosem.
-Cholera. Ty jesteś naćpana?! - parsknął. - O cie k.... 
-Jesteś chyba niepoważny! - udałam oburzoną.
-Chyba raczej on o tym nie wie...
-To nie wasz zasrany interes. Zatrzymaj się. 
  Zatrzymał się obok miejsca gdzie miałam spotkać się z Lucy. 
-Jeszcze jedno... wpieprzasz się w moje sprawy to źle się dla ciebie skończy! - trzasnęłam drzwiami.
-Jak dla kogo! - odparł i odjechał. 
  Chyba się nie polubimy. 
  Niczym nie wzruszona weszłam do kawiarni gdzie siedziała Lucy. Usiadłam naprzeciwko niej a ona... nie była wcale zaskoczona.
-Wiedziałam... 
-Co? 
-Że coś jest nie tak... 
-Co masz na...
-Jestem czarodziejem od podstawówki. Szkoła licealna to tylko przykrywka... do tego semestru. Będziesz chodziła ze mną na semestr, jednak... cały świat czarodziejów o tobie gada... - szepnęła.
-Jak to, do cholery, jesteś czarodziejem. 
-Moja rodzina to mugole... czyli ja też. To ktoś pół krwi, ktoś kto pochodzi z poza magicznej rodziny. Takiej jak właśnie moja. Musisz przyznać się jakiego czaru użyłaś... twoi rodzice będą mieli łagodniejszą karę... Poza tym... zaraz... jesteś naćpana?! - wybuchnęła.
  Spuściłam znudzona wzrok.
  Wszystko zaczęło mnie przerastać...


poniedziałek, 5 lutego 2018

Od Alexa

Nie mogłem odebrać kiedy dzwoniła bo akurat rozmawiałem ze starszyzną. A konkretnie z Ewą i Paulem.
Przybiegłem w postaci wilka na urwisko. Zobaczyłem ją. Przemieniłem się.
-Przepraszam ale w postaci wilka biegam jeszcze szybciej.
-Nie szkodzi..-odparła ocierając łzy.
-Co się stało???
-Dostałem list. Chcą mnie zabrać do jakiejś szkoły dla czarownic czy coś takiego... -zaczęła znowu płakać.
-Nie płacz-otarłem łzy z jej policzka.-Czy to coś złego??? Nauczysz się być tym kim jesteś.
-Ale ja nie chce! Nie wiem czy chce być tym kim jestem.. W dodatku rodzice poniosą konsekwencje tego ze uzyłam magii aby zmienić wygląd..
-Właśnie? Dlaczego to zrobiłaś??
-Ten wampir.. On po mnie wróci.. Musiałam coś zrobić by mnie tak szybko nie znalazł.
-Tu nie wróci a jak tylko przekroczy granicę rezerwatu od razu go zabijemy. To nasz teren i wampiry nie mogą tu polować. Tego tolerowaliśmy jednak do czasu. Jak nie polował na naszym terenie było dobrze ale kiedy Cię zaatakował skończyła mu się taryfa ulgowa. Zginie jeśli tu wróci.
-On jest silny..
-A my silniejsi od niego. Nas jest o wiele więcej. Zabijemy go bez problemów.
-A jak nie?
-Nie masz się o co martwić.
-Ale nadal pozostaje sprawa rodziców i tej szkoły..
-Nie martw się. Jakoś sobie z tym poradzimy. Nie zostawię Cię samą.
Sam nie wiem czemu chciałem tak bardzo jej w tym wszystkim pomóc. Była dla mnie... ważna?? Nie wiem.
-Chciałbym byś poznała Ewę. Należy do starszyzny jednak jest bardzo wyrozumiała i pomaga nam. Wie troche o takich jak ty i mogłaby pomóc.
-Na prawdę?-przestała płakać.
-Chodź.-odparłem.
Poszliśmy do chaty Ewy.

Od Cathy

   Nie sadzilam, ze cos zdziwi mnie jeszcze bardziej. Parzylam na niego pelna obaw i pierwszy raz od dawna poczulam przerazenie. Jednak gdy wielki wilk podszedl blizej mnie i tracil lbem polozylam dlon ostroznie na jego ciemnym grzbiecie. W tym momencie przestalam sie bac, siebie jak i wszystkiego dookola. Nie moglam jednak wyluzowac, ciagle w glowie mialam moment w ktorym zmienilam swoje zycie.
   Alex zmienil sie w czlowieka i patrzyl na mnie oczekujac jakichkolwiek slow z mojej strony,jednak nie umialam nic z siebie wydusic.
-Wszystko dobrze? - spytal ostroznie.
-Tak... Po prostu... Nie wiem kim jestem... Ty wiesz. Ja zmienam I zniszczylam rodzicom zycie. Sobie rowniez.
-Moze to wyglada zle, ale spojrz na to z innej strony...
-Ta ksiega... Wiesz... Uznasz, ze to glupie... Ale jesli nie uzywam jej chocby dzien to slysze jak do mnie mowi... Slysze glos... W jezyku mojego prawdziwego pochodzenia... Wlasciwie... Czy wilkolaki nie cenia sobie egzystencjalnej tajemnicy?
-Chyba wataha nie bedzie miala nic przeciwko. - odparl spokojnie.
  Westchnelam ciezko.
-Musze wiedziec kim jestem... Ta cala sytuacja mnie stresuje... Mama sie do mnie nie odzywa... Ojciec... Jest dziwny, odebral mi ksiege... Nie rozumiem dlaczego.
-Gdy nie ma jej przy Tobie to stajesz sie agresywna? - spytal nagle co mnie zdziwilo.
-Tak... A... Skad wiesz?
-Dowiem sie czegos na ten temat i dam Ci znac do czego doszedlem.
  Przegryzlam warge. Ojciec zabronil mi kontaktu z kimkolwiek z poprzedniej szkoly I otoczenia. Na moje szczescie nikt mnie tam nie lubil ze wzgledu mojego koloru skory. Teraz? Jak przyzwyczaic sie do tej sytuacji?

  Po powrocie do domu zabarykadowalam sie w pokoju i gdy tylko zasneli rodzice wyjelam kufer z pieniedzmi. Adrien bedzie szukal forsy... I towaru. Dowie sie z czasem ze zmienilam miejsce zamieszkania I pozna mnie po zapachu krwi. Na odstresowanie rozerwalam wkreczek z kokaina i zrobilam kreske na biurku. Nowe zycie nie oznacza calkowite jego porzucenie...
   Gdy wciagnelam przez dolara jedna kreske nic nie poczulam... Jednak po kolejnych czulam sie dobrze... Dobrze? To zle okreslenie tego w jakim stanie sie znalazlam. Tak, bylam uzalezniona. I tak, bylo mi z tym dobrze...
  Gdy lezalam na lozku wiercac sie niesamowicie uslyszalam glos. Te same slowa ktore wypowiada ksiega. Ruszylam za glosem nie zwazajac na to czy obudze rodzicow. Gdy schodzilam na dol pojawil sie w drzwiach do kuchni moj brat. Spojrzalam na niego w szoku a on gdy zobaczyl jak wygladam wsciekl sie I ruszyl na gore w strone mojego pokoju.
-Gdzie to kurwa masz? - warknal przewracajac moj pokoj do gory nogami.
-Co Ty robisz?! - krzyknelam wsciekla.
-Masz szczescie ze rodzicow nie ma...
-Przeciez spia...
-Jestes tak zcpana ze nie wiesz nawet kiedy rodzice wychodza. Gdzie to kurwa jest?
-Nie twoj interes! - krzyknelam.
  Gdy wyjal worek z resztka kokainy ruszyl do lazienki. Zaczelam sie smiac gdy to robil. Zwijalam sie ze smiechu, a on wkurzal sie jeszcze bardziej. Gdy wrocil do pokoju wraz ze mna zobaczyl kase. W tym momencie spowaznialam. Spojrzal na mnie i rzucil we mnie torba pelna forsy.
-Skad to masz? To Ty obrabowalas tego jubilera?!
  Wybuchnelam smiechem.
-Ale Ty jestes glupi!
  Zlapal mnie za ramiona I potrzasn mna.
-Jestes chora. Musisz sie leczyc.
-Odwal sie. - odepchnelam go.
-Wynos sie.
  Moj brat nie nalezal do opanowanych osob. W gruncie rzeczy byl hybryda... Wampir I wilkolak. Jak to mozliwe? Ugyzl go wampir gdy mial 10 lat, potem stoczyl walke z mlodym wilkolakiem, ktory bronil terytorium. Nigdy nie wierzylam w te bajki, jednak gdy tyle sie zaczelo dziac w moim zyciu powinnam wierzyc nawet w jednorozce.
   Agresywnie zareagowal i nie mogac sie uspokoic wyszedl. Z tego co wiem nie nalezal do watahy ani nie przepadal za wampirami. Sam za soba nie przepadal. Za tym, kim jest.
  
   Rano dostalam list. Ojciec usiadl naprzeciwko mnie gdy zbieralam sie do szkoly. Wreczyl mi list z dziwna mina.
-Zanim go przeczytasz musisz zrozumiec,ze to dla twojego dobra.
   Serce mi stanelo. Co to za list? Dla mojego dobra? Nawet w filmach nie brzmi to dobrze i nigdy nie wrozylo nic dobrego.
   Otworzylam. I nie moglam uwierzyc.

   Ayo Lessedi

  Jestesmy zmuszeni zaprosic, o Ile nie zabrac pania do Szkoly Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Jako mloda osoba ktora weszla do swiata magii I ma umiejetnosci magiczne uznajemy to za pozny objaw, ktory niestety jest niedopuszczalny. Rodzice beda odpowiadac za to w Ministerstwie Magii i Czarodziejstwa. Zaklecie zmiennoksztaltne jest zaliczane do czarnej magii, co wiaze sie z wielkimi konsekwencjami rodzicow. Zapraszamy o stawienie sie Pani Ayo Lessedi w dniu 23.04.18
                           
         Z powazaniem
                Miranda Hopkins

   Spojrzalam na ojca. To juz za poltora tygodnia...!Co Ja najlepszego zrobilam?! I jaka szkola!? Hogwart?! Co do cholery...?!  Rzucilam list i wybieglam z domu kieruja sie przed siebie. Wyjelam telefon gdy zatrzymalam sie na chwile I zadzwonilam do Alexa. Nie odbieral. Wsciekla rzucilam telefonem, jednak zaraz go podnioslam. Scisnelam go mocno w dloni i przeklnelam pod nosem.
   Gdy szlam w strone plazy w ogole nie znajac okolicy uslyszalam dzwonek telefonu. Alex.
-Cholera, po co Ci ten telefon co?! Gluchy jestes?!
-Gdzie jestes? - spytal slyszac ze placze I jestem cala roztrzęsiona.
-Nie wiem... Na jakiejs plazy... Jest tu niedaleko jakies urwisko..
-Stoj tam. 
   Rozlaczyl sie.
   Co ja teraz zrobie?!

niedziela, 4 lutego 2018

Od Alexa

Byłem w szoku. Czyżby Ato była zmiennokształtną?? Ale wtedy nie powinna jej być potrzebna księga. Zmiana ciała przychodziłaby sama z siebie, z głowy a nie z zaklęcia. A więc może czarownica???
Musiałem troche o tym poczytać. Cały dzień i większość nocy spędziłem u Ewy na strychu czytając nasze księgi. Nic nie znalazłem na temat przypadku Ayo. Chodź może.. Sam nie wiem... Raczej nie...
Wszystko pasowało pod czarownicę. Księga zaklęć i przeróżne czary. Ale czy aby na pewno to było to???
Musiałem porozmawiać z kimś ze starszyzny.
Poszedłem do Ewy.
-Ewa.. Mam dziwną sprawę. Czyczarownice od początku wiedzą kim są?
-Raczej tak, jeśli wychowują się w szabacie. Jeśli nie, rodzina mogła to ukrywać.
Nie dało mi to odpowiedzi..
-A dlaczego to Cię interesuje? W naszych okolicach dawno nie było czarownic.
-Tak jakoś..
Nie za bardzo chciałem o tym wszystkim opowiadać. Przynajmniej nie teraz. Musiałem najpierw się o wszystkim dowiedzieć.

***

Wieczorem następnego dnia wytropiłem Ayo. Przenieśli się już do mieszkania w rezerwacie.
Rzuciłem małym kamyczkiem w okno jej nowego pokoju. Nic. Musiała nie usłyszeć. Ja jednak ją słyszałem. Rozpakowywała pudła.
Rzuciłem jeszcze raz.
Nic.
Zdeterminowany wskoczyłem na balkon od jej pokoju. Podeszłem do drzwi i zapukałem. Przestraszyła się.
-Co ty tu robisz??
-Chciałem porozmawiać..
-Ale jak ty tu..-spojrzała w dół.
-Umiem się wspinać.-skłamałem.
-Aa..
Chyba mi nie do końca uwierzyła.
-Wejdźmy do środka może.-zaproponowała.
Weszliśmy. Usiadłem u niej na łóżku i spojrzałem na wielkie pudła.
-Udana przeprowadzka?
-Weź.. Pierwszy raz jestem w rezerwacie.. Dziwnie tu.
No jeśli wziąść pod uwage że większość mieszkańców rezerwatu to wilkołaki to można stwierdzić że bywa tu dziwnie..
-Ale bezpiecznie. Ten wampir ci nic tu nie zrobi.
I właśnie popełniłem błąd.
-Kto??? Skąd ty wiesz..
-Em wiem sporo rzeczy
-Ale ty przecież bie jesteś wampirem..
-Nie-zaśmiałem się-Sam bym przebił się kołkiem jakbym był jednym z tych krwiopijców.
-Kim ty jesteś???
-Alex już się przedstawiałem.
-Nie o to pytam.
Nie wiedziałem czy mogę jej na tyle ufać. W końcu nie wiedziałem do końca czym ona jest oraz co ją łączy z tamtym wampirem. Jednak coś mi mówiło że jej mogę zaufać.
-Chodź.
Wyszedłem na balkon i zeskoczyłem.
-Skacz złapę Cię.
-Nie.. Nie zrobie tego!
-Dawaj. Chcesz wiedzieć kim jestem???
To ją przekonało bo zeskoczyła, prosto w moje ramiona. Spojrzałem jej w oczy poczym odstawiłem ją na ziemię.
Złapałem ją za rękę i pociągnąłem ją w strone lasu.
Kiedy już nikt nas nie mógł zobaczyć zatrzymałem się.
-Co jest??? Czemu jesteśmy w lesie??
-Bo to mój dom.. Tak jakby..
-Kim ty jesteś???
Zdjąłem koszulkę i buty. Nie przeskadzały by mi ale jakoś lepiej się czułem bez nich.
-Co ty robisz?!
-Spokojnie.
Przemieniłem się. Opadłem na cztery łapy obok niej. Między moim pyskiem a jej twarzą było zaledwie kilka centymetrów. Patrzyłem w jej przerażone oczy.

Od Ayo

  W szkole nie robilam zupelnie nic... myslalam i zajelam sie rysowaniem marginesu. Na lekcjach praktycznie nic nie robilam, ignorowalam zaczepki innych. Myslalam o tym co sie stalo w lesie. Adrien lubi miec wladze, a gdy ktos sie mu sprzeciwia... Moze obawiac sie przez jakis czas jego odwetu.
  Nie przejmowalam sie tym, jednak myslalam o tym czy nie zniknac na jakis czas z miasta... Tylko... Gdzie...?
  Wyszlam z polowy lekcji, nudzily mnie. Gdy minelam nauczycielke biologii nawet sie nie nie zawahalam. Zaczela mnie wolac,jednak ja pchnelam drzwi i ruszylam prosto do domu.
   Musialam zmienic wizerunek,tylko jak skoro wszyscy w miescie mnie znaja,nawet z wygladu. Jestem czarna, nie zmienie koloru skory, koloru wlosow rowniez. Zestresowana sytuacja ruszylam na strych,gdzie byly rzeczy moich rodzicow, tych biologicznych. Dostalam rzeczy ktore nalezaly do nich, jednak mialam je otrzymac do rak gdy bedzie odpowiednia pora. Tak mowili rodzice...
  Gay w koncu po poszukiwaniach znalazlam skrzynie pomalowana recznie,palcami moich przodkow z ciezkim sercem zajrzalam do srodka. Sterty papierow, zapiski, ksiega... Niestety nie bylo to napisane po angielsku... Tylko w jezyku amba (bantu). Ten jezyk jest praktycznie na wyginieciu, nikt w cywilizowanym swiecie nawet o nim nie slyszal. Tak jak malo osob slyszalo o Republice Konga, ktora slynie z legendy o wielkiej malpie King Kong. A dlaczego niby ludzie z mojej szkoly od dziecka mnie wysmiewaja? King Kong? Te wyzwiska Sa ze mna odkad ojciec mnie Tu sprowadzil.
  Jednak na moje szczescie pamietalam cos z tego jezyka i przebrnelam przez pare stron dziwnej ksiegi. Na jednej ze stron bylo napisane, ze nikt nie moze wiedziec o tej ksiedze. Jest to jedyna taka na swiecie I jest niebezpieczna.
  Musialam czytac slowa uwaznie, jednak nie wiedzialam co to dokladnie jest. Ze slow nic nie rozumialam... Jednak potem bylo coraz gorzej...
 
   Wyszlam do lasu poznym wieczorem I usiadlam pod tym samym drzewem. Czytalam ksiege z coraz wiekszym zainteresowaniem.Moja cywilizacja jest na wyginieciu, a nasza historia jest fantastyczna.
   Nagle ksiega zaczela przewracac sama kartki, rzucilam ja na trawe, wstalam I rozgladalam sie dookola przestraszona.
   Ksiega ukazala mi kartke z obrazkiem a na srodku bylo napisane Ukushintsha komzimba czyli wymiana cial. Nie sadzilam,czy nawet dobrze to przetlumaczylam. Jednak jesli zapiski mamy i ojca mowia prawde... Powinnam z tego cos zaczerpnac...
  Znam wampira, nie jestem sceptykiem... Moze i to nie okaze sie bujda. Czytajac i cwiczac cala noc ta ksiege nie stalo sie nic... Jednak... Kolejnej nocy...
  Po wypowiedzeniu slow ktore sprawily ze moje zycie sie kompletnie zmienilo...
  Popelnilam najwiekszy blad w zyciu. Zmienilam sie, przybralam wyglad kogos innego. Moj wyglad odszedl w zapmnienie... A co najgorsze... Gdy moje cialo sie zmienilo... Eh... Cala przemiane widzial ten chlopak... Ktory jest tu zbyt czesto... Alex...
-Co do... 
  Spojrzalam na niego i ze lzami w oczach nie wiedzialam co zrobic.  Podnioslam ksiege z ziemi i wzielam ja pod pache. Musialam go minac,poniewaz stal na drodze w strone mojego domu.
  Chociaz... Jak ja tam wroce??? Przeciez wygladam inaczej!!!
   Alex zatrzymal mnie rowniez w szoku.
 -Co to bylo? Kim Ty jestes ?
-Ja...n...nie wiem... Nie wiem co zrobilam... To... Przez to...
-Pokazalam mu ksiege.
-Co to jest? 
-Nie moge powiedziec... Ale ona mnie zmienila... Myslalam ze to sie nie stanie... Boze...!
-Uspokoj sie... Odprowadze cie...
-Cholera... Ale wygladam inaczej... Jak rodzice zareaguja?!
   
   Odprowadzil mnie do domu. Gdy wpuscil mnie ojciec... jakby wiedzial co moglam zrobic... Usiadlam na kanapie i patrzylam na niego zaplakana.
-Uzylas tego? - spytal wsciekly. - Mowilem Ci cos pare lat temu...
-Mam 18 lat! Mam prawo...
-I co? Warto bylo? Teraz musimy sie przeprowadzic... Do rezerwatu bedzie najlepiej... I tam jest szkola w ktorej nic ci sie nie stanie...
-Co masz na mysli? Co ma mi sie stac?!
-Marsz do pokoju, Ayo. Musze zalatwic nam nowe dokumenty... I pomowic z matka...

   Rano widzialam powoli plusy. Mialam zmienic wizerunek... i zmienilam... jednak... co dalej? Tak po prostu zmienie swoje zycie...? Ubralam sie w nowe ubrania od mamy ktore lezaly na dole w salonie i przebralam sie. Wygladalam... jak nowa zupelnie osoba... Zatracilam sie w tym przez chwile...
    Wygladalam naprawde dobrze... jednak... komu odebralam cialo? Nie doczytalam efektow tego zaklecia...
  Gdy podziwialam siebie w lustrze i w aparacie telefonu ktos zaczal pukac w okno.
   Odwrocilam sie przestraszona i obudzilam sie w koncu z wrazenia o nowym ciele. Alex. Stal pod oknem. Ile on mnie tak obserwowal...?
  Otworzylam drzwi ogrodowe do pokoju i wpuscilam go.
-Co twoi rodzice na zmiane?
-Oni... Tata podjal kroki... zmiany dokumentow, miejsca zamieszkania... dowody osobiste... Wyglad... Wszystko... mial swiadomosc, ze moglo sie to zdarzyc...
   Znow zaczelam plakac.
-I nowa szkola... do rezerwatu...
-Czyli do mojej szkoly... Przynajmniej bedziesz bezpieczna...
-Obchodzi cie to w ogole? - spowaznialam.
-Tak... wiesz... - nagle zamilkl, gdy podszedl blizej mnie by mnie objac.
   Nagle powiedzial, ze musi wyjsc...
  Odwrocilam sie do lustra i spojrzalam na siebie. Juz wiem... wiem, co sobie o mnie pomyslal... ze sie tym nie przejmuje... ale... z jednej strony... nic mi sie nie stanie z rak Adriena...
  Poszlam do swojego pokoju. Kasa lezala gdzie zawsze. Spakowalam to do torbz dla niepoznaki. Forsa nalezy do mnie. Nie do Adriena. Tak samo jak towar ktory do niego dostalam. Juz mnie nikt nie pozna ani nie znajdzie...
  Nagle pojawilo sie w mojej glowie pytanie... Kim ja do cholery tak naprawde jestem...?

czwartek, 1 lutego 2018

Od Ayo

  Nie ufalam obcym. Nie rozmawialam z obcymi tym bardziej gdy nawet nie kojarzylam twarzy. Dziwne bylo dla mnie to, ze Akurat dziwny trafem ten koles był tutaj chwile po dziwnym zdarzeniu ktore mialo miejsce pare minut temu, tym bardziej z byl bez koszulki... Nie byl to codzienny widok.
   Odskoczylam od niego jak oparzona i spojrzalam na niego. Nie byl lodowaty jak wampir - czyli nim nie byl. Nie mogl byc,prawda...?
-Spiesze sie do szkoly...
-To ja chetnie Cie odprowadze,widac, ze chyba zle sie czujesz...
-Sorry,ale dam sobie rade. Nie chce byc ofiara jakiegos zboka.
   Tak,Jestem chamska. Moze dlatego ze Nigdy nie nawiazywalam kontaktow Sama z siebie. Ktos musial byc taki jak ja albo... Byc taki jak Adrien. Nie zwazalam tez na slowa, zwykle najpierw mowilam a potem myslalam... W robieniu rzeczy bylo na odwrot... Jak np kradzieze i lecenie w kulki z policja.
-Przepraszam. - odezwalam sie po chwili.- Zdarza mi sie byc czasem zimna suka. Ayo. - przedstawilam mu sie bez zmiany wyrazu twarzy.
-
   Nie nalezalam do najwyzszych,mimo tego ze bylam murzynka mialam 165 wzrostu. Nalezalam do tej nizszej rasy. Dlatego tez bylam w szkole gnebiona I wyzywana. Jednak nikt nie robil tego w twarz, wszyscy znali moje niepochamowanie i szczerosc jak i swego rodzaju dzikosc... Ktora co jak co we mnie siedzi... I moze sie objawic agresja...
-Slyszalam ze ze obrabowali jubilera. Gowniana sprawa... Male miasto a dzieja sie takie rzeczy?
-Skad slyszalas?
-Przeciez cale miasto o tym trabi... W telewizji lokalnej tez nie ominelam zaczerpniecia informacji na ten temat... Ciekawe... Przeciez był tam kasjer... Kamery... Nic nie ma?
-E tam, pewnie profesjonalisci.
  Zasmialam si.w duchu. Dzieki, Alex. Pierwsze mile slowa.
-Spadam. Dzieki za zainteresowanie I odprowadzenie mnie. - powoli ruszylam na lekcje biologii.
   Bolaly mnie zebra, obejrzalam he w toalecie jednak widoczny był tylko siniak. Musialam przez Jakis czas nie wychodzic domu... Z trudem...

Od Alexa







Akurat patrolowaliśmy lasy z chłopakami kiedy wyczuliśmy zapach tego wampira. Czułem też człowieka. Skręciłem w ich stronę a chłopaki pobiegli od razu za mną. Biegliśmy bardzo szybko. Czułem że chłopaki są jednocześnie wściekli że wampir zaczął polować na naszych terenach a jednocześnie byli podnieceni na myśl o walce.
Ja Miałem tylko nadzieję że zdążymy przed tym jak wampir zrobi krzywdę temu człowiekowi oraz że damy mu nauczkę. Szczególnie że zapach tego wampira był nam znany. Był to jedyny wampir który mieszkał w mieście. Jako że dotychczas nie polował na naszych terenach musieliśmy go "tolerować". Na szczęście dał nam powód aby się go pozbyć, raz na zawsze.
Podobny obrazWybiegliśmy zza drzew akurat kiedy miał ugryźć tę bezbronną dziewczynę. Kiedy nas zobaczył puścił ją i zaczął uciekać. Gdyby nie to że my nie mogliśmy wskoczyć na drzewa to byśmy go od razu złapali. Goniliśmy go aż do granicy naszego terytorium. Przeskoczył przez nawet wąski "kanion" i zniknął wśród drzew. Nie goniliśmy go dalej bo już nie był na naszym terytorium jednak oficjalnie stał się poszukiwany. Nie miał już bezpiecznego wstępu na nasze terytorium.
~znajdę tę dziewczynę-zawiadomiłem chłopakom mentalnie
~my będziemy patrolować zachodnią granicę-oznajmił Jacob. 


Podobny obrazWróciłem tą samą drogą. Odkąd tylko umiałem chodzić spacerowałem po tych lasach więc znałem je na pamięć. Wróciłem na polanę i zobaczyłem ją. Odeszła kilkanaście metrów ale teraz stała i opierała się o drzewo. Stała do mnie plecami więc mnie ni widziała. To dobrze. Mogłaby się przestraszyć.
Bałem się że coś jej zrobił ten wampir. Nie czułem jednak krwi. Poobijała się tylko. Całe szczęście. Jednak martwiłem się o ten jej zawrót głowy który najwyraźniej dostała przez co nie poszła dalej tylko opierała się o drzewo drugą ręką trzymając się w pasie.
Wahałem się ale jednak przemieniłem się i podszedłem do niej.
Wilkołaki po przemianie w człowieka zachowują swój ubiór z przed przemiany więc nie byłem nagi.
Miałem na sobie jednak tylko buty i spodnie.
-Hallo?-zawołałem.
Wzdrygnęła się i szybko odwróciła przez co straciła równowagę.
Szybko złapałem ją dzięki czemu nie zaliczyła upadku.
-Wybacz że Cię przestraszyłem, nie to było moim zamiarem.
Wpatrywała się mi w oczy tak jakby chciała zobaczyć moją dusze,
-Stało się coś?-zapytałem stawiając ją znowu na nogi.
-Niee..
Oczywiście nie powie mi ze została zaatakowana przez wampira a potem z lasu wybiegła wataha ogromnych wilków no ale..

Od Ayo

  Z kasa udalam sie do domu, schowalam ja pod lokiem i wzielam pare stowek do portfela po czym poszlam na zakupy. Umililam sobie czas na kupowaniu ciuchow i innych rzeczy. Czulam sie calkowicie bezkarna, bezpiecznie i pewnie kroczylam przez miasto. Nie czulam obaw, to nie moj pierwszy skok na jubilera, zawsze mialam mocne plecy i unikalam policji. Czulam sie bezpiecznie.
  Gdy nadszedl dzien szkoly ruszylam krotsza droga przez las. Napotkalam tam Adriena, westchnelam ciezko i szlam dalej.
  Zlapal mnie mocno za reke i scisnal, po czym przyciagnal do siebie.
-Nie interesuje mnie, ze nie masz ochoty na brniecie w to dalej. Ale masz talent do tego. Cpunka tez zostanie cpunka. Sama to wiesz. Nie unikaj mnie.
   Rozesmialam sie.
-Po pierwsze, nie unikam. Nikogo nie unikam. Nigdy. A po drugie to byl jeden raz, chcialam poczuc znow adrenaline i...
-Jestes zwykla zlodziejka, ale masz w sobie cos co mnie intryguje. Zawsze bylas taka. Jestes mi potrzebna do moich celow. Ale jako czlowiek nie przydasz mi sie...
-Nie chce byc kims jak Ty... - wyrwalam swoja dlon z jego uscisku.
-To ja Cie wprowadzilem w ten swiat, nie ignoruj mnie bo pozalujesz...
-Nikt mi nie bedzie rozkazywal, szczegolnie taki ktos jak ty. - naplulam na niego.
  Usmiechnal sie i pokiwal glowa, nastepnie odepchnal mnie az uderzylam o drzewo plecami.
  Jego oczy przybraly kolor krwistej czerwieni a ja probowalam sie podniesc.
-No, prosze. Zabij mnie. - smialam sie kaszlac. - Twoje korzenie nie wzbudzaja we mnie szacunku do ciebie, zawsze mnie wykorzystywales.
  Gdy ruszyl we mnie i zlapal mnie za szmaty by skonczyc ze mna z krzakow wzbiegly wielkie wilki. Ogromne. Adrien rzucil mnie na ziemie a ja upadlam na brzuch.
  Adrien byl niewiarygodnie szybki, wilki jednak go doganialy. Aczkolwiek poruszal sie po drzewach, jakby mial wczesniej z nimi stycznosc.
  Wstalam i ruszylam w strone szkoly.