Opuściłem ją po chwili spojrzeń pełnych pytań i tajemnic, po czym lekko się zachwiała. Chciałem ją podtrzymać, jednak ona o krok w tył się odsunęła.
-Jak...? - ponowiła pytanie a ja starałem zachować zimną krew.
-Po prostu jesteś dla mnie ważna, byłaś przed wypadkiem od chwili gdy cię ujrzałem. Teraz... staram się powoli pomóc ci odzyskać pamięć, nie spieszy nam się, chcę byś była szczęśliwa i odzyskała co twoje. Obiecałem sobie, że nie dopuszczę by stała ci się krzywda i dotrzymam słowa.
Zamilkła, zatkało ją.
Uśmiechnąłem się i rozładowałem emocje.
-To co? Już ciemno, brat się będzie niepokoić. Odwiozę cię do domu.
-Czy ty... jesteś zły? Albo...
-Nie. - spojrzałem jej w oczy.
-No dobrze, wierzę ci... i...
-Nie przepraszaj. - wyprzedziłem. - Nigdzie się nikomu nie spieszy, prawda?
-Zawsze wiesz, co chcę powiedzieć...
Nie umiałem i nie mogłem kontrolować mojego daru. Słyszałem myśli gdy tylko patrzyłem na osobę i po tym zastanawiałem się z automatu, co ta osoba sobie tam roi w głowie... z czystej ciekawości. Jedynie do głów reptilianów nie miałem wstępu, ich rasa miała zablokowane umysły. Dlatego byłem wściekły, nie mogłem przewidzieć tak naprawdę co planuje Lilith.
Wsiedliśmy do samochodu... i znów zamyśliłem się poważnie nad tą suką. Czyżby miała nas załatwić po kolei jak Christiana, czy po prostu jej wadził a ja tylko panikuję? Byłem pewny, że coś się stanie, dlatego wolałem mieć na oku Alyssę ile mogę a rodzeństwo powinno zająć się problemem, jeśli tylko ona się gdzieś pojawi. Sporadycznie ją widywano, pewnie nie raz mnie śledziła jednak nie czułem jej... to kolejny minus, wilkołaki, wampiry i czarownice jej nie wyczuwają. Dlatego nawet wilkołaki nie mogły nam pomóc, ponad to nie chciałem ich angażować. Alex ma swoje problemy a jako potencjalny alfa i świeży ojciec co prawda dwójki dzieci... nie chciałem robić mu kłopotów.
Zatrzymałem się pod jej domem, nawet wjechałem na podjazd. W oknie poruszyła się firanka, usłyszałem w domu kroki znajome do Alexa.
-Niecierpliwi się. - odparłem nagle bez opamiętania.
-Skąd możesz wiedzieć?
-Też mam młodszą siostrę i też się o nią tak martwiłem całkiem niedawno.
-Zobaczymy się jeszcze, tak?
Zaśmiałem się.
-Oczywiście, Al.
Nagle zrobiła nagły ruch w moją stronę, jednak zawahała się. Ja odsunąłem się lekko, nie chciałem, by uległa emocjom i nie chciałem robić jej zawodu gdy wszystkiego się dowie i będzie miała inne spojrzenie na wampiry, w tym oczywiście na mnie.
Wyszła bez słowa, ja to samo bez wahania odjechałem z piskiem opon. Prowadziłem szybko do domu, gdy tylko wszedłem do środka... była cisza jak makiem zasiał. Słyszałem tylko trzask w kominku palonego drewna i stuk szklanki.
Wszedłem do salonu a zastałem tam Klausa, który sączył whisky.
-Nie gorączkuj się tak, bracie. - rzucił i napił się.
-Musisz ją załatwić. - oznajmiłem a on spojrzał na mnie.
-Nie licz na to. Ona jest silniejsza...
-Silniejsza od ciebie? - spytałem łapiąc go za słówko.
Spojrzałem na niego wściekły. Jego argumenty były solidnym inwalidą, jednak chciałem dziś mieć spokój od denerwującego starszego brata dupka. Westchnąłem i do środka weszła właśnie Jane. Zasłoniła mi oczy, a ja uśmiechnąłem się lekko.
-Przecież, wiem, że to ty, Jane.
Stanęła przede mną dumna.
-Widziałam się z pijaną Lilith.
Klaus spoważniał, przestał się głupkowato uśmiechać i sączyć beztrosko alkohol.
-Jak to się z nią widziałaś? - spytałem zirytowany. Martwiłem się o nią, była drobna, jednak akurat zachowaniem i posturą dorównywała Lilith, choć wampir a łowca to duża przepaść rasowa. Gdyby ona była dobrze przygotowana moja siostra nawet nie miałaby szans.
-Spokojnie - zaśmiała się. - Poturbowałyśmy się lekko, ale myślę, że na jakiś czas mamy spokój. A ty, Klaus, mógłbyś się za nią wziąć.
-Dajcie mi spokój i chyba w trójkę sami dacie radę. Macie jeszcze Cath.
-Jakbyś nie wiedział na nią też poluje i ma dziecko. - warknąłem.
Jane spojrzała na nas zauważając wyraźny konflikt który się rodził. Nie dogadywałem się nigdy z Klausem jak żadne z nas. Olałem sprawę i postanowiłem skonsultować się z Lucy. Jane poszła za mną a gdy zatrzymała mnie podejrzewała, co chcę zrobić.
-Lucy, potrzebuję cię. - odezwałem się jako pierwszy.
-Coś pilnego, tak?
-Przyjedź do nas do domu. - rozłączyłem się i gdy tylko Lu się zjawiła ja i Jane, nawet Klaus do nas dołączył.
-O co chodzi?
Weszliśmy do grobowca. Ugryzłem Lu wpuszczając trochę jadu by mogła wejść do środka. Nie skakała z radości, jednak ciekawość jej była silniejsza od bólu. Podeszliśmy do ciała Christiana w trumnie.
-Mogłabyś utworzyć przejście żebym mógł się z nim zobaczyć?
Jane spojrzała na mnie pełna obaw, jednak nic nie powiedziała. Nie mogła się ze mną kłócić czy nawet nie zgodzić, pewnie sama o tym myślała.
-Jesteś pewny? Ja nie wiem czy moja moc da radę...
-Jesteś najsilniejszą czarownicą jaką znam. Wierzę, że się uda.
-Dobrze, ale po wejściu do piekła masz dziesięć minut, potem zostajesz tam na zawsze.
-Dam radę.
Siostra złapała mnie za ramię.
-Sam...
-Wrócę. - poczochrałem jej włosy i położyłem się na ziemi. Lucy rysowała jakieś pentagramy i różne wzory, objęła to w kółko i wypowiadała zaklęcia a ja powoli zapadałem się... w piekło.
Stałem przed drzwiami naszego rodzinnego domu. Zapukałem z nadzieją, że tam może być. Gdy nagle... otworzył. Christian.
-Witaj, bracie.
Wpadliśmy sobie w ramiona. Gdy weszliśmy do środka bez większych ekscesów, brat podał mi pomysł by pójść się przewietrzyć... gdy zbliżał się mrok po dłuższej rozmowie i wyznaniach siedzieliśmy w jakimś barze. Wszystko było tu puste, jak w piekle. Nie było tu nikogo.
-Co zrobiła Lilith?
-Miałem plan by ją przekabacić na swoją stronę - zaczął. - jednak nie jest głupia, zorientowała się szybko. Demon powoli mnie opuszczał gdy myślałem, co uczyniłem Cath i że to nie jest już do odwrócenia. Zacząłem grać w zabawę Lilith, byłem zagubiony, częściowo był we mnie demon, częściowo byłem sobą. Momentami... ona ma plan, Sam. Po kolei chce wymordować nas a zaczyna od Cath. Ma na celowniku również dziecko Cath i Alexa.
-Doszło to do ciebie w końcu.
-Po ilości wypitego alkoholu wiele rzeczy dociera do głowy. - odparł.
-Jednak można ją podejść, wiesz coś na ten temat.
Brat znał ją bardziej niż ja, kiedyś romansowali, jednak wiadomo jak było. Lilith to modliszka, odgryza łeb kochankowi gdy nie jest jej już potrzebny i wyrzuca do śmieci ciało.
-Klaus. - odparł. - Kiedyś straciła dla niego głowę. Jedyny facet.
-Po wymordowaniu jej rodziny myślisz, że się opamięta? Ona nie spocznie, jest zdeterminowana. Chce być przewodniczącą Stowarzyszenia i zemścić się najpierw na tych którzy jej zniszczyli rodzinę która ją kochała.
-Nie mieliśmy wpływu na to co robi nasz braciszek rozpruwacz. - odparł wściekły.
Gdy przypomniałem sobie, że mija właśnie dziesięć minut poderwałem się. Poklepałem brata po ramieniu i obiecałem, że go wyciągnę. Nie był zachwycony albo wątpił w realizm tego pomysłu. Jednak czułe pożegnanie i braterska rozmowa dała nam obojgu do myślenia.
Gdy wróciłem Lucy leciała krew z nosa, powoli wstała.
-Wszystko okej... - poklepała mnie po ramieniu.
-Widziałeś go!? - wykrzyczała Jane a Klaus obserwował nas bacznie.
-Widziałem. Jednak... musimy znaleźć kogoś dla kogo straci głowę całkowicie.
-Nawet nie wiemy gdzie jest. - odezwała się Jane.
Klaus nagle podszedł do nas i westchnął ciężko.
-Śledziłem ją jakiś czas temu. Zapuszcza się do rezerwatu i zdaje się kumpluje z wilkołakami. Jednak uważam, że powinniśmy jej dać tutaj wolną rękę, wydaje się, że właśnie oni ją zmieniają a szczególnie jeden wilkołak. Nazywa się Seth, intryguje ją jego obojętność względem niej a jak wiadomo Lilith to seksbomba, chce być zauważana, podziwiana i kochana w nocy w łóżku obcego, a wilkołak to dla niej wyzwanie. Ponad to... może dzięki nim porzucić łowiectwo i zmienić się. Albo... co ja popieram i wymyśliłem...
-Gratuluję - wtrąciła Lucy.
Spiorunował ją wzrokiem i kontynuował.
-Albo niech ten Seth ją w sobie rozkocha, powoli, wiecie o co chodzi. Niech ona to w końcu poczuje. Niech jej zależy. A następnie podrzuci ją nam, będzie zrozpaczona, wykończona i wtedy ją zamkniemy u nas... ja proponuję tortury do momentu jej ostatniego tchnienia.
Spojrzeliśmy się na siebie.
-Nie wtrącajmy w to wilkołaków. Ten Seth nawet jak większość wilkołaków nie będzie z nami współpracować.
-Może i masz racje. Ale on to jedyna deska ratunku. - skomentował Klaus i wyszedł.
Ja byłem zdania, żeby odpuścić sobie ten pomysł. Nic dobrego z tego by nie wynikło... chyba, że skonsultuję pomysł z Alexem...
Następnego dnia spotkałem się z nim z dala od domu rodzinnego Alexa i Alyssy, by ta nas nie zobaczyła.
-Nie reaguj pochopnie, dobra? - zacząłem.
-Wal śmiało. - uśmiechnął się lekko.
-Zakręciła się wokół was dziewczyna.
-Ta, zgadza się. - przyjrzał mi się uważnie.
-Jednak to Lilith, łowca cieni, ze stowarzyszenia w Nowym Orleanie. Kiedyś bardzo ktoś jej od nas zaszkodził, z naszej rodziny i się mści. Cath jest na celowniku, jej syn... my. No i Ty i Alyssa.
-Dlaczego my? Nie mamy nic z tym wspólnego?
Podziwiałem go za jego spokój i odwagę. Od chwili gdy ma dziecko chyba się trochę uspokoił.
-Przeciwnie. Słuchaj... Ethan, dziecko Cath i Christiana to tak naprawdę dziecko twoje i jej. - spojrzał na mnie jakby rozbawiony.
-Nie możliwe.
-Słuchaj. A jak mogło do tego dojść skoro spała z tobą wtedy na plaży, czas zajścia w ciążę łączy się ze sobą w czasie. Poza tym wampiry nie mogą mieć dzieci, nie my. Znaczy... słuchaj, Lucy, przyjaciółka Cath zrobiła na początku badania za pomocą czarów. To wyda ci się niemożliwe, ale... to dziecko jest synem twoim i jednocześnie Christiana.
-Co?
-Zdarzają się takie przypadki nawet w świecie ludzi ale fakt jest taki że spała w podobnym okresie z tobą i z Christianem. Gdy od ciebie odeszła w ten dzień. W każdym razie nie spotykaj się z nią, nie dzwoń nie kontaktuj. Nawet z synem, chodzi o to, że Lilith was obserwuje.
-Jak ją powstrzymać? - wydusił w szoku.
-Jest u was w sforze Seth, prawda?
-I co?
-Ona jest nim zaintrygowana, nienawidzi wilkołaków jednak wy zmieniacie jej zdanie przez wasze nastawienie do świata, waszą dzikość, niezależność i radość z życia. Ona jest suką, zdeterminowaną w stanie zabić by wrócić do Orleanu. Chce głowy każdego z nas i odzyskać swoje miejsce na ziemi. Jednak my chcemy ją zwabić podstępem.
-Seth na to nie pójdzie. Mówił nam o niej, ma podejrzenia...
-To spraw, by przekonał się do tego pomysłu. Chcemy byście nam pomogli i uratowali nie tylko siebie. Ona jest niebezpieczna, kiedyś spaliła w agonii miasto Morganville i chciała podpalić również część Orleanu. Nie spocznie w działaniach. Przekonaj Setha do tego pomysłu. Gdy nam ją sprowadzi my się skutecznie nią zajmiemy. Jednak nie pokazuj niechęci do niej, musi być jak wcześniej. Ufam ci i lubię, więc mam nadzieję, że dotrzymasz mi kroku w tej sprawie. A po całej sytuacji doprowadzę cię do dziecka które ci się należy. Chociaż widywanie, Kath ma brata... nie ukrywaj przed sobą i nią faktu. Christian długo nie wróci z piekła,Lilith go wykończyła. O więcej nie pytaj gdybyś potrzebował pomocy wezwij mnie. Daj znać, co odparł na to Seth i jak się ma sprawa, informuj mnie.
Odszedłem bez słowa i zniknąłem w lesie. Musiało się udać albo pozostaje zmuszenie Klausa... co grozi poważnym konfliktem.
Zjawiłem się na tym boisku gdzie upadła Alyssa. Źle, że wtedy zareagowałem tak pospiesznie...? Jednak... nie pozwoliłbym jej umrzeć... nie mogę ukrywać tego kim jestem do tego stopnia by pozwolić jej umrzeć...
Spojrzałem na pierścień Volturii z verbeną. Musiałem być silny do momentu gdy nie dowie się wszystkiego, lub nie przypomni.