czwartek, 19 kwietnia 2018

Od Alyssy

Dziwnie było mi siedzieć wśród ludzi którzy byli mi bliscy a jednak ich nie pamiętałam. Opowiadali mi o mnie.
-Pamiętam jak pierwszy raz się upiłaś. Musieliśmy Cię z ogniska do domu nieść na rekach.-zaśmiał się Jack.
Uśmiechnęłam się.
Impreza trwała dosyć długo a ja powoli robiłam się senna.
-Ja to i tak zawsze będę pamiętać to jak za nami łaziłaś. Dzieciak ledwo co się nauczył przemieniać a już chciał chodzić na polowania. -uśmiechnął się Jacob.
-Na polowania?
-Yhm. Nie można było Cię do domu wygonić.
-Może wypijmy zdrowie jubilatki.-zaproponowała Caroline.
Wznieśliśmy toast. Spojrzałam na Sama. Wiedziałam że nie czuje się tu komfortowo wśród wilkołaków.
Ja za bardzo też nie. Niby każdy był dla mnie miły jednak nie wiedziałam czasem co mam powiedzieć i jak się zachować. Oni wiedzieli o mnie więcej niż ja sama o sobie. Chciałam odzyskać pamięć.
-Sam idziesz się przewietrzyć?-zaproponowałam.
Zgodził się.
-Dziękuje wam za pamięć. Było na prawdę miło ale jestem już zmęczona. -powiedziałam.
Wyszliśmy.
-Dziękuje że byłeś tu ze mną.
-Nie ma sprawy.
-Mili są i polubiłam ich jednak... dziwnie jest wiedzieć że wszyscy wiedzą o tobie tyle a ty nic nie pamiętasz..
-Nie twoja wina.
-Wiem..
Szliśmy chodnikiem w stronę centrum.
-Może pojedziemy do mnie?-zaproponował.
-A twoje rodzeństwo?
-Nie powinni być w domu.-powiedział.
-W sumie.. u mnie pewnie tamci będą siedzieć do rana a jestem już na prawdę zmęczona.-zaśmiałam się.
Wróciliśmy się po samochód Sam i pojechaliśmy do jego rodzinnego domu.
-Mam szampana. Zainteresowana?-zapytał.
-Jasne!

Znalezione obrazy dla zapytania elena i stefan gif

Kiedy korek wystrzelił przestraszyłam się.
-Co ty taka strachliwa.
-Oj tam.-odparłam z uśmiechem.
Sam rozlał szampana do kieliszków.
-Wszystkiego najlepszego.-powiedział wznosząc toast.
Napiliśmy się.
-Mmmm.. pyszny!-uśmiechnęłam się.
-Jeden z najlepszych.
-Był pewnie drogi.
-Nie tak bardzo.
-Dla ciebie bogaczu na pewnie nie.
-Nie jestem bardzo bogaty. Po prostu oszczędzałem przez pewien czas.
-Miałeś na to sporo czasu staruszku. Wiesz że to jest zboczone? JA taka młodziutka..-zaśmiałam się.
-Taka malutka różnica wiekowa. Całe 500 lat.
-Jejku jesteś na prawdę baaardzo stary.-uśmiechnęłam się zadziornie.
-Baaardzo???-odpowiedział uśmiechem i złapał mnie w swoje ramiona.

Znalezione obrazy dla zapytania elena i stefan gif

Pocałowaliśmy się namiętnie. Czułam że to ten jedyny.
-Ale bardzo mnie kręcisz..-wyszeptałam pomiędzy pocałunkami.
Podszedł ze mną do łóżka cały czas się całując. Po drodze zdjęłam jego koszulkę.

Podobny obraz

Położył mnie na plecach a sam nachylił się nade mną wracając do całowania.
Byłam pewna co chcę i wiedziałam ze niczego nie będę żałować. Bo jak można by żałować tego że się kogoś kocha? Szczególnie jeśli jest to odwzajemnione uczucie. Chciałam być z Samem i wiedziałam że nic nie będzie w stanie nas rozłączyć.
Odkąd straciłam pamięć to to było jedyną rzeczą której byłam pewna. Mimo iż nie pamiętam nic sprzed wypadku to wiem że mogę mu zaufać i że mnie nie skrzywdzi.
Zdjął mi koszulkę a ja szybko pozbyłam się stanika. Był to mój pierwszy raz. Nie bałam się jednak.
-Jesteś tego pewna?-zapytał.

Znalezione obrazy dla zapytania stelena gif

-Jak niczego innego.-powiedziałam przykładając mu palec do ust.
Uśmiechnął się a jego oczy były pełne szczęścia...


***

Obudziłam się rano. Sam spał jeszcze. Wyglądał tak słodko... Przyglądałam mu się chcąc zapamiętać tę chwilę na zawsze. Jednak miałam nadzieję że to nie będzie jedyna okazja kiedy będę mogła go takiego oglądać.
Po chwili wstałam starając się go nie obudzić.
W domu panowała cisza a jam usiałam iść za potrzebą. Założyłam Sama koszulę która była pod ręką. Dla mnie była niczym sukienka.
Wymknęłam się z pokoju nie budząc Sama.
Super.. ja nawet nie wiem gdzie tu jest łazienka-pomyślałam.
Poszłam prosto korytarzem. Na szczęście na końcu były uchylone drzwi za którymi kryła się łazienka.
Podeszłam do lusterka. Odkąd się wybudziłam nie byłam chyba tak szczęśliwa.
Po chwili wyszłam z łazienki i wpadłam na kogoś.
-Em... -zdziwił się jakiś chłopak.
Myłam zawstydzona. Nie dość że nie byłam u siebie to jeszcze nie byłam całkowicie ubrana.
-Co tu robisz?
-Przepraszam...
-Klaus to jest Alyssa.-przerwał mi Sam którego wcześniej nie zauważyłam.
Stał kawałek dalej przy drzwiach od swojego pokoju.
Klaus zmrużył oczy i kręcąc głową poszedł dalej olewając nas.
-Przepraszam Sam jeśli..-zaczęłam podchodząc do niego.
-Nic się nie stało. Pocałował mnie w czoło.
Wróciliśmy do jego pokoju i do łóżka. Przytuliłam się do niego.

Podobny obraz

-Kocham Cię-powiedziałam i pocałowaliśmy się.
Niedługo później znowu usnęłam w ramionach ukochanego.

wtorek, 17 kwietnia 2018

Od Lilith

   Nie mogłam wyjść z bazy, Bronx nie spuszczał mnie z oczu... byłam wściekła, od kiedy pozwalałam sobą tak pomiatać? Miałam mętlik w głowie, myślałam powoli, że to on mi tak miesza... jednak musiałam coś zrobić... żeby przestali mi nie ufać, zaczynało się robić bardzo niebezpiecznie, jak pole minowe. Zaraz Bronx zacznie mnie śledzić...
   Gdy siedziałam zamknięta a oni znów poszli na jakąś akcję ja siedziałam na miejscu próbując się do nich dodzwonić, jak zwykle, cisza.
-Zabiję was po kolei - warknęłam do siebie. - Sama stąd wyjdę. - ruszyłam do drzwi rozbijając telefon na części.














   Oderwałam od starej zardzewiałej konstrukcji dźwignię i poszłam na rusztowanie gdzie znajdowało się okno zabite dechami. Podważyłam deski i starałam się jakoś je odgiąć. Wściekła nie wiedząc co zrobić zeszłam na dół i zajęłam się w podobny sposób starymi drzwiami garażowymi od wjazdu parkingu.
-No... dawaj... - wydyszałam zła pchając co sił.
   Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że stara konstrukcja była od właśnie tego wjazdu. Krzyknęłam wściekła i usłyszałam na zewnątrz czyjś głos.
-Halo...? Jest tam kto?
   Idealnie.
-Tak...! Boże, jak dobrze... proszę mnie wypuścić! - krzyczałam.
-Ale... jak... nie ma tu nic czym mogłabym...
-Jest tam guzik, taki czerwony... proszę zbić tą szybkę i nacisnąć, błagam...
   Gdy dziewczyna za drzwiami wahając się otworzyła jednak drzwi klikając przycisk wyszłam, już wcale nie taka smutna, niewinna i bezbronna.
-Jak pani tam weszła? - spytała młoda dziewczyna.
-Mam swoje sposoby...
   Olśniło mnie. Mogła być moim szpiegiem, tylko musiałam wpuścić jad w krwiobieg.
-Wystraszyłam się... myślałam, że...
   Ja z uśmiechu nagle spoważniałam ściskając ją a gardło.















-Co... co.... - wydusiła tylko to, nie zdążyła nic więcej, ugryzłam ją w nadgarstek.
   Zaczęła się dusić i upadła, wyglądało to, jakby nawdychała się kwasów, wszystko ją od środka wypalało. Wzięłam ją za nogi i zaczołgałam do samochodu dostawczego którym poruszała się moja grupa.
   Wrzuciłam ją a raczej wtargałam z trudem do środka na bagażnik i wsiadłam za kierownicą. Nie miałam prawa jazdy, nie za bardzo wiedziałam co się z czym je jeśli chodzi o prawo jazdy jednak to była jedyna okazja. Nie mogłam ufać już więcej moim towarzyszom, zbyt wiele mogłam stracić i zostać więźniem własnego brata.
   Dodałam gazu i wywiozłam ją do lasu, poczekałam aż się przebudzi.
-Gdzie ja... co ty ze mną... - zachwiała się i nie mogła jeszcze wstać.
-Od teraz wykonujesz to co powiem.
   Kiwnęła nagle głową jak w transie przestając się rzucać.
   Plusy bycia pół wężem, po prostu potworem. Mogłam wiele ludzi podporządkować sobie, wilkołaki i wampiry były nie do tknięcia tą bronią, ale czarownice już tak. Ważne, że ludzie mogli robić co każę pod wpływem krótkotrwałej kontroli.
-Będziesz śledzić tamtych ludzi z magazynu, dawać mi znak, jesteśmy połączone więc będę słyszała co myślisz. Wystarczy, że pomyślisz o komunikacji ze mną. Idź.
   Odeszłam zostawiając w lesie ciężarówkę by mnie nie złapali. Na miejscu były tylko ślady krwi, na szczęście było to daleko od rezerwatu więc  resztę przejechałam stopem.
   Dotarłam na miejsce i zdążyłam się przebrać by wyglądać jak miejscowa, bo strój łowcy należał do tych, gdzie ludzie stwierdzą, że wyglądam jak dziwka albo jakaś dziwna z FBI. Jednak, cóż, stroje były nieziemsko seksowne... trzeba przyznać, i dlatego je lubiłam. Jednak wilkołaki nie mogły mnie w nim zobaczyć, wyglądałam nieco inaczej niż jak prawdziwa ja... choć... zaczynałam lubić swoje nowe, ludzkie... wszyscy mi tak ufali i tak na mnie lecieli, że było to aż urocze... tylko Seth jakoś nie specjalnie się mi opierał...
   Jak już przy nim jesteśmy, gdy weszłam do warsztatu napotkałam właśnie jego.
-Czekasz na mnie? - spytałam a on spojrzał na mnie, zaśmiał się.
   Uśmiech miał również powalający.















   Nie powiem, pasowalibyśmy do siebie. Szkoda, że mają swoje głupie kodeksy i pakty i zasady, których się trzymają. Studiowałam przed poznaniem wilków ich historię, pogrzebałam w informacjach i cóż, wiedziałam co nie co o nich. Jednak ten akurat był jedną wielką zagadką, ochota na niego rosła z każdym razem gdy go widziałam.
-Tym razem tak, prawie skończyłem twój motocykl.
-Wreszcie jakaś dobra wiadomość... - odparłam zamyślona.
-Coś nie tak? - spytał dziwnie podejrzliwie.
   Ściągnęłam brwi.
-Nie, wszystko gra.
-Problemy? - zignorował moją odpowiedź.
-Nie. Lepiej, jak moje prywatne sprawy zostawimy na boku. - odparowałam.
-Facet?
   Zaśmiałam się.
-Naprawdę jesteś denerwujący...
   Odwróciłam się.













   Spojrzałam na swoje białe trampki, krótko-spodenkowe ogrodniczki i rozciągnięty, podarty sweter w odbiciu jednego z aut. Jak jak wyglądam? To do mnie nie podobny styl, jednak musiałam się zmienić i wyglądać... miejsko i... tutejszo? Nie, żebym obrażała kogokolwiek stąd... po prostu pokazałam jaki styl ma ta fałszywa, stworzona, nowa ''ja''.
   Odwróciłam się do Setha, był naprawdę przystojny. Wcześniej gdy spotykałam wilkołaki w różnych kątach świata nie spotkałam watahy która się traktuje jak rodzina, są... ludzcy, nie oddali się dzikości. Wcześniej walczyłam naprawdę z potworami, dlatego moja grupa tego nie rozumie i nie potrafi odpuścić i dać mi pracować. Oczywiście, że nie odpuściłam ataku na Alexa i Alyssę, po prostu... na razie mam... jakby... wolne. Chciałam poderwać tego wilkołaka... tak o, dla kaprysu. Pociągał mnie i to bardzo, musiałam sprawić, że to zacznie działać w drugą stronę...

Od Sama

   Nie byłem wcale zaskoczony, bardziej chodziło mi o to, że tam w jej grupie wilkołaków na pewno istnieje jakiś pies, który jest jej przypisany stadnie. Pod wpływem brata czy kogokolwiek może zmienić zdanie na mój temat, oczywiście, nie będę stawał jej na drodze, zrobi co uważa. Dlatego między innymi nie chciałem ingerować w jakiś związek czy uczucie między nami, choć rodziło się od dawna.
-Dziś wieczorem są moje zaległe urodziny... wilkołaki będą, chcesz wpaść...?
   Nie byłem zadowolony z propozycji, patrząc i czekając aż któryś do niej podejdzie i... po prostu na samą myśl aż się we mnie gotowało. Mógłbym bez wahania oderwać łeb jednemu z nich nie zważając na pakt.
-A jak już przy urodzinach jesteśmy... - odszedłem do salonu i podarowałem jej bukiet kwiatów białych róż i pudełeczko.
   Spojrzała na mnie zaskoczona.
-Wiedziałeś, kiedy mam urodziny?
-Powiedzmy profesjonalnie, że studiowałem twoją kartotekę. - uśmiechnąłem się.
-Białe to czasem nie oznaczają pogrzebu? - zaśmiała się.
-U gatunku ludzi owszem, ale ja uznaję je za wyjątkowe bo są niezwykle rzadkie. Jak taka osoba jak Ty, Alysso.
   Spojrzała na mnie poważnie i po prostu mnie pocałowała.













   Nie wiem, jak to wyjaśnić, jednak czułem, że już dawno temu przed laty kochałem osobę identyczną jak ona... nie chodzi tu o jakieś sentymenty, dlatego coś do niej czuję. Tamtym razem był to romans przelotny, nic nie znaczący... potem się posypało. Tym razem czuję i ona chyba też, że to coś niezwykłego.
   Odsunąłem się od niej i podałem jej pudełko.
-Co tu jest? - spytała ciekawa.
-Zamknij oczy. - uśmiechnąłem się i gdy to zrobiła, ja otworzyłem pudełko. Założyłem jej na nadgarstek bransoletkę z drewnianym wilkiem i po drugiej stronie był symboliczny srebrzany nietoperz.
   Gdy otworzyła oczy i spojrzała na nią uśmiechnęła się uroczo.
-To... chyba najpiękniejsza rzecz jaką dostałam... od serca.
-Lepiej tego bym nie ujął.
   Wstawiła kwiaty do wazonu i nagle spojrzeliśmy na zegarek oboje, jakbyśmy pomyśleli o tym samym. Alyssa poszła założyć buty i złapała mnie za rękę.
-Idziemy... spóźnię się na własne urodziny...
-A o której to się zaczyna?
-20 z kawałkiem.
-Jesteśmy spóźnieni dwadzieścia minut, Al. - zaśmiałem się.
-No właśnie! Dodaj gazu i jedziemy.
   Wsiadłem za kierownicę i spojrzałem na nią.
-Jesteś tego pewna? - spytałem podejrzliwie.
-Tak, no co się patrzysz? Jedziemy, Sam!
   Docisnąłem gaz i odjechałem czarnym volvo, a ona aż przyległa lekko do mojego ramienia.
-Oszalałeś?!
-Sama chciałaś, żebym dodał gazu. - zaśmiałem się pod nosem i dzięki temu w trzy minuty byliśmy na miejscu.
   Wysiadła z samochodu a ja zaraz po niej. Podszedłem do niej i miałem mieszane uczucia.
-Nie powinienem tu być.
-Czemu? Bo jesteś wampirem? Jesteś ze mną, więc masz prawo tu być.
   Gdy weszliśmy, ja obejmując ją, ona, rozmawiając ze mną śmiejąc się jak oszalała bo starałem się rozluźnić atmosferę... w środku w jej domu była już cała zgraja wilkołaków którzy na mój widok nie byli zaskoczeni. Obserwował nas szczególnie jeden z nich, a raczej moją Al. Tak, bo była moja... inaczej... moje serce już skradła i należało do niej, to ja należałem już do niej.
  Podszedł do nas ten który nas obserwował. Spojrzał na mnie, potem na Alyssę.
-W końcu jesteś.
-Przepraszam, ale nie pamiętam was wszystkich, straciłam pamięć... - uśmiechnęła się lekko zdenerwowana.
   Złapałem ją w pasie w geście otuchy, wilkołak spojrzał na nas i na nią, jednak nic nie powiedział.
-Hm, dobrze... jestem Dean. - przedstawił się.
   Zapamiętam, oj, zapamiętam to imię na dobre.
-Al! Chodźcie!  - zawołał Jacob.
   Jacob i Alex raczej nic do mnie nie mieli, reszta nie znała, jak tylko wyczuli zapach ode mnie objawiający pijawkę i to przy Alyssie... na pewno nie byli zadowoleni, jednak - co mnie to interesowało?
 -Chodź, solenizantko... - zaczął Dean i chcąc ją ode mnie zabrać.
 -Pozwolisz, że sam ją zaprowadzę. - odparłem.
-Yhm... dobra... widzimy się potem.
   Al uśmiechnęła się a ten palant odszedł.
   Ja tylko sobie pomyślałem - debil.














   A tak szczerze? Dobrze, że nie robił kroków w jej stronę... byłoby źle. Dla nas wszystkich. Nie to, że żebym się wywyższał, ale zawsze to powtarzałem. Jestem Volturii, synem pierwotnych wampirów którzy byli nawet przed ich wysypaniem się na Ziemię. Tacy jak akurat on powinni na siebie uważać, nie z jednym walki stoczyłem i znam ich triki. Dlatego opanowanie Alyssy było proste, tym bardziej, że coś nas łączyło. Nigdy nie bałem się wilkołaków, większej czy mniejszej ilości. A ze względu na tytuł jednego z synów pierworodnego wampira którego raczej wszyscy znają... Alyssa była najbezpieczniejsza przy mnie.
   Gdy Al pomyślała życzenie i zdmuchnęła świeczki wszyscy składali jej życzenia a Alex zawinął mnie gdzieś w bok.
-Mogę cię prosić? - poszedłem za nim i gdy ustaliśmy spojrzeliśmy sobie w oczy. - Co to ma być? To impreza dla wilkołaków, co ty z nią robisz?
-Wybacz, Alex, ale będę szczery. Kocham ją, ona z tego co twierdzi też...
-Namieszałeś jej w głowie. Ona ma już kogoś tutaj, przypisanego.
-Ale to nie przypisanie z miłości, to przypisanie stadne. Dla dobra nie tylko jej ale ogółu. Zrobiłeś coś w sprawie z Lilith? Rozkręca się.
-Coś zrobiła?
-Alex, nie chcę mówić ci na urodzinach siostry i gdy masz swoje życie...
-Coś z Cath?
-Prawdopodobnie jakiś mężczyzna, łowca zaatakował ją gdy była sama z dzieckiem...
-Coś się stało dziecku?!
-Nie, dziecko jest całe... rzecz w tym, że ono poważnie jest twoje i Christiana, mój brat akrualnie siedzi w piekle zamknięty na wieki jeśli go nie wyciągnę... a Cath... nie żyje. Miałem nic nie mówić jednak powstrzymaj się z mówieniem o tym komukolwiek.
-Nie próbowaliście jej ratować?!
-Nie dało rady. Ten mężczyzna skatował ją, jej twarz była nawet nie do złożenia magicznie. Śmierć uległa długo przed zjawieniem się reszty. Potem dotarłem ja. Słuchaj, niech szybko działa Seth bo tu już przestało chodzić o Lilith. Chodzi o tego który to zrobił, może jej dawna grupka się tu pałęta, a jak złapiemy ją złapiemy łatwo resztę i dojdziemy kto to zrobił.
 -Seth wie o wszystkim, za jakiś czas może będą widoczne efekty, czas pokaże. A ty nawet nie dopilnowałeś żeby ona żyła. Dziecku też mogło się coś stać... i ja mam puścić Alyssę w twoje ręce?
-Jej nie stanie się przy mnie krzywda. Cath była załamana od odejścia twojego, potem Christiana, robiła głupoty. Kto wie co zrobiła przed śmiercią?
-Nie jesteś odpowiedni dla Al. Nie jest bezpieczna.
   Spojrzałem w dal na nią.














   Po czym uśmiechnąłem się i zreflektowałem.
-Ty tak uważasz. - odparłem i odszedłem, zatrzymał mnie jeszcze, przerwałem mu to co miał do powiedzenia. - Ty odpuść, zadbam o nią lepiej niż ten cały Dean. I wybacz, nigdzie się stąd nie ruszę. Chyba, że chcesz walczyć ze mną i resztą na oczach siostry, która długo ci tego nie wybaczy bo mnie kocha. Chodzi mi o jej dobro, czuję, że jest ze mną szczęśliwa, nie odpuszczę. Będzie chciała tego bardzo to wtedy sam odejdę, jednak gdy będzie potrzebować ochrony czy pomocy... nigdy jej nie zostawię. I prośba, weź ją do serca... schwytajmy tą grupę nielegalnych łowców bo robi się coraz gorzej.
   Odszedłem do Alyssy.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Od Alyssy

Obudziłam się. Bardzo bolało mnie całe ciało. Ledwo co się podniosłam. Jak znalazłam się w swoim pokoju?
Usłyszałam kroki Alexa w stronę pokoju. Szybko podbiegłam do drzwi i zamknęłam je na klucz.
-Al??
-Zostaw mnie!
-Otwórz... wytłumaczę Ci wszystko..
-Chcę pobyć trochę sama.-powiedziałam spławiając go.
Nie chciałam słuchać jego tłumaczeń czy kogokolwiek innego.
Usiadłam na łóżku i starałam się przetrawić wszystko co zdarzyło się w nocy.
Zmieniłam się w psa!!!! A raczej wilka!!! Jestem wilkołakiem!!!-te informacje szalały mi po głowie co sprawiało że bolała mnie jeszcze bardziej.
Odetchnęłam kilka razy głęboko. Muszę się uspokoić. Skoro przed utratą pamięci to wszystko było dla mnie normalne to teraz też powinno. Straciłam tylko pamięć a nie stałam się inną osobą.
Położyłam się ale coś mnie upijało. Zajrzałam pod materac i znalazłam.. pamiętnik!! Czemu ja go wcześniej nie znalazłam?! Wszystko byłoby prostsze!!!
Zaczęłam czytać go od samego początku. W końcu to ja go kiedyś pisałam..
Kilka zdań było znaczących dla mnie i układały wszystko w całość. Moje relacje z innymi, to co czułam oraz co się działo w moim życiu.

"Alex wpoił się w tą całą Cath. Swoim uczuciem do innej bardzo rani Mię.."

Jaka Cath? Nikt mi o niej nic akurat nie wspominał.

"Cath odeszła. Może teraz Alex wreszcie się ogarnie. jednak czy można kogoś zmusić do miłości? mam przecież ten sam problem z Deanem..."

Dean? Nie poznałam go jeszcze. Kochałam go? W pamiętniku napisałam ze miałam ten sam problem co Mia i Alex. Szkoda że kiedy pisałam w pamiętniku nie wzięłam pod uwagę że mogę kiedyś stracić pamięć i bardo byłby tedy pomocny.

"Poznałam go. Powinnam czuć do niego odrazę i nienawiść a on mnie.. zaintrygował? Zaciekawił? Nie możliwe przecież! To wampir! Od kiedy tylko wtedy spotkałam go na tej drodze nie mogę przestać o nim myśleć. Nie powinnam. Jest moim naturalnym wrogiem. Wampir i wilkołak? Przecież to niedorzeczne!"

Tu najwyraźniej pisałam o Samie. Dlaczego wampir i wilkołak nie mogą być razem? Ze względu na rasy?
Mimowolnie pomyślałam oczywiście o Samie. Nie bał się mnie w nocy ale o mnie się bał. Kochał mnie. Powiedział mi to wczoraj! W sumie to on sprawił że się przemieniłam. Z początku kiedy minął pierwszy szok.. instynkt mi podpowiadał by go rozszarpać. Dlatego uciekałam. Nie chciałam go krzywdzić.
Odłożyłam pamiętnik. Zrobiło się już ciemno. Przesiedziałam w pokoju cały dzień.
Wstałam i przebrałam się. Dobrze że miałam swoją łazienkę przy pokoju i mogłam do niej bezpośrednio z niego wejść.. Nie chciałam spotkać się z Alexem.
otworzyłam okno i skoczyłam. Upadłam jakbym po prostu tylko sobie podskoczyła a nie wyskoczyła z pierwszego piętra. Muszę się jeszcze przyzwyczaić do "nowej/starej mnie".
Pobiegłam przez las. Instynkt i węch podpowiadał mi gdzie biec.
Kiedy byłam na miejscu zobaczyłam jego dom rodzinny. Skupiłam się starając się wykorzystać mój "super" węch. Wyczułam go. Był u siebie w pokoju ale w domu byli też inni. Najwyraźniej jego rodzeństwo o którym mi wspominał kiedyś.
Podeszłam do jego balkonu i wspięłam się na niego. Zapukałam w drzwi balkonowe. Otworzył mi zaskoczony.
-Al.. co tu robisz? Alex..
-Ja też Cię kocham Sam.-powiedziałam i pocałowałam go.
Był zaskoczony jednak szybko odwzajemnił pocałunek.
Po chwili odsunął się.
-Myślałem że mnie znienawidzisz..
-Ja ciebie? Za co?
-Przez to kim jesteś..
-Jesteś wspaniałym facetem.
-Ale i wampirem.
-To co?
Uśmiechnęłam się.
-Pokażesz mi?
-Co???
-Swoją twarz.. wiesz.. ty mnie widziałeś..
Wahał się i to bardo jednak po chwili przemógł się.

Znalezione obrazy dla zapytania elena i stefan gif

-Jest piękna..-powiedziałam..
Bał się mojej reakcji jednak teraz był zaskoczony.
-Nie sądziłem że będziesz..
-Ciii...-powiedziałam i pocałowałam go pomimo iż miał wysunięte swoje ostre kły.
Kochałam go. Wiedziałam to.

Znalezione obrazy dla zapytania elena i stefan gif

niedziela, 15 kwietnia 2018

Od Sama

   Alex miał rację, to był fatalny pomysł. Może nie umiałem ogarnąć wilkołaka podczas pełni, ale umiałem ogarnąć Alyssę... byłem tego pewny. Gdy wyszliśmy z jej domu przytuliłem ją... brakowało mi tego, wiedziałem, że jej również.














-Gdzie idziemy?
-Chodźmy do mnie, co? - zaproponowałem, a on się zgodziła.
   Weszliśmy do środka. Dziś pełnia więc rodzeństwo na pewno jest na łowach, nie polowali od dwóch miesięcy... ja od trzech...
-Jesteś głodna?
-Zróbmy coś wspólnie. - uśmiechnęła się.
   Spojrzałem na nią zaskoczony i zgodziłem się. Gdy szukalismy przepisu który zadowoli nas oboje ( starałem się nie jeść mięsa, wzbudzi mój apetyt), podała mi książkę kucharską.
-Masz w tej waszej domowej bibliotece nawet książki kucharskie... Co powiesz na kurczaka w czekoladzie? Lubię próbować nowe smaki...
-Wolałbym nie jeść mięsa...
-Jesteś wegetarianinem? Weganem?  - zdziwiła się.
-Nie... - spojrzeliśmy sobie w oczy i... po prostu, stało się.














   Z początku chciałem ją odciągnąć, jednak gdy mnie pocałowała poczułem przyjemną dla mojej lodowatej skóry falę gorąca. Nie zważała na moją temperaturę, dawno by odskoczyła ode mnie... a ja poczułem jej nagrzane jak nigdy wcześniej ciało.
   Zaczyna się...
   Odsunąłem ją od siebie i pogładziłem po policzku czule.
-Zadzwonię do siostry, czy wszystko gra, okej?
-Dobra, to co jemy?
-Zrobimy krewetki w cieście francuskim.
   Spojrzała na mnie dziwnie.
-Chyba nigdy tego nie jadłam... nie pamiętam... to owoce morza, fu...
-Zaufaj moim umiejętnościom kulinarnym, dobra? Wyjmij produkty, mam wszystko.
   Odszedłem na chwilę i zadzwoniłem do Alexa.
-Jej skóra jest wrząca, nawet tego nie czuje. Myślisz, że...
-Tak. - usłyszałem w tle ich zdaje się kumpli. - Dasz sobie radę?
-Tak...
-To przyjadę.
-Nie wchodź do domu, czekaj w lesie. Coś będzie nie tak to dam znak.
   Rozłączyłem się i wróciłem do niewinnej, słodkiej Alyssy. Nie mogłem się opanować, pocałowałem ją czuje w policzek bezszelestnie zjawiając sie za jej plecami.
   Uśmiechnęła się lekko, otwierając krewetki.
   Gdy nagle wybiła północ na zegarach, a Al... aż jej skóra sie dymiła. Widziałem w jej oczach zagubienie, niepewność, niepokój... Przytuliłem ją mocno wyprowadzając na zewnątrz. Nie posunę się do tego, by zakuć ją w dyby które są w tunelach pod domem...
   Wyrywała się, gdy się przemieniała widziałem łzy w jej oczach z przerażenia... Aż w końcu... zmieniła się... stanęła przede mną warcząc.












   Opanowanie obserwowałem ją.
-Al, spokojnie. - zawarczała jeszcze głośniej, zacisnąłem zęby. - To ja, Sam. Nie wiem co czujesz, skąd mam wiedzieć, ale nie jestem przerażony. Nie bój się, ja też przechodzę przez pełnię...
   Rozjuszona aż przebierała łapami szczerząc kły.
-Alysso, jestem wampirem. A Ty wilkołakiem. To masz w genach, Alex też jest tym, jego kumple, twoja rodzina... to twoje prawdziwe ja, przed którym próbowaliśmy cię jakiś czas ochronić.
   Nagle zamarła wpatrując się we mnie a ja w nią.














   Nagle odwrociła się i pobiegła a ja za nią. Czułem niedaleko Alexa, biegł w postaci wilka zaraz za siostrą.
-Miałeś jej pilnować! - wrzasnął.
-Tak, tylko, że natury nie oszukasz. Słuchaj, nie obwiniajmy się, jeśli przekroczy granicę łowcy panujący na terenach tutejszych ją postrzelą... - spanikowałem.
   Nagle gdy się zbliżała do końca wyprzedziłem ją i stanąłem przed jej pyskiem. Stanęła wściekła.
-Alyssa... znasz prawdę. Teraz chcę oficjalnie ci powiedzieć... zrobisz co chcesz, ale kocham Cię, Al.















-Co...? -  usłyszałem w myślach głos Alexa.
   Spojrzałem na niego i na wilczycę... nagle... po prostu się przemieniła. Zdjąłem kurtkę i okryłem ją by nie zmarzła, trzęsła się. Pół przytomna wtuliła się we mnie i niestety ale nie chciała się oderwać. Odstawiłem ją do domu i mimo wilczych przyjaciół Alexa zostałem z nią w pokoju. Usiadłem na fotelu gdy spała i czekałem... gdy nagle stwierdziłem, że będzie w szoku, może się mnie bać że jestem potworem żywiącym się głównie ludzką krwią... po prostu zniknąłem.

Od Lilith

 Bronx zgarnął mnie spod budynku gdzie znajdował się supermarket po czym doprowadził mnie do porządku w postaci zmycia rozmazanego makijażu. Nie podobało mi się to wszystko... wiedziałam już teraz, ze to on jako starszy brat ma prawo do decydowania o mnie... tak było w świecie reptilian... to najstarsze rodzeństwo dyktowało zasady życia młodszego... ustawiało je. Jednak ja wiedziałam, że się nie poddam.
   Momentalnie, gdy wszystko do mnie doszło, poczułam się inaczej... pomyślałam o wilkołakach, o powrocie do Łowców... do Orleanu... Wykonać misję, zrobić co chcę, co uważam. Robić swoje jak dawniej... wybić wilki.
   Gdy sprzeciwiłam się bratu gdy pociągnął mnie za rękę bym wyszła na korytarz bazy w postaci pogrożenia bronią... odebrał mi ją szybko i sam trzymał ją w moją stronę.
-Mogłabyś się nie rzucać? Mam do ciebie prawo więc musisz mnie słuchać.
   Spojrzałam na niego gdy chciałam odejść parę kroków.















-Oszalałeś? - spytałam bez ogródek.
-Nie, Lilith. Słodka siostrzyczko, chcę żebyś pamiętała kim jesteś.
-Pamiętam. - wycedziłam.
-A więc powiesz mi dlaczego bratasz się z wilkami?
-Bo nawiązuję z nimi więzi. Nie rozumiesz? To podstęp.
   Przez drzwi magazynu z parkingu wszedł Rich.
-Co tu się dzieje? - spytał podchodząc do mnie.
-Nie wtrącaj się.
   Rich połozył dłoń na kołkowniku i spojrzał na wspólnika.
-Opanuj się. Daj jej robić to co robi, nigdy nas nie zawiodła.
-Teraz mam przeczucia. - oddał mi broń.
-Mamy misję. - zjawiła się Louisa. - Przewodniczący wampirów, Valentine Ross w Portland zjawił się ponownie. Nie zna tylko Lilith, więc musisz przebrać się za prostytutkę i uwieść go do taksówki, którą będzie prowadzić Richard. Cole będzie w środku pilnować, czy nic ci się nie dzieje. Bronx będzie obserwował poczynania Valentine'a i monitorował kontakty, smsy, gdyby do kogoś pisał. Tu masz nośnik - podała bratu hackerski sprzęt łowców.
-Idealnie, więc skoro znasz już plan idziemy.

   Zjawiliśmy się w Portland w ciązu 30 minut skrótami, więc szybko się przebrałam i udawałam pracującą czekając na tego faceta.
   Gdy spojrzałam na Cole'a kiwnął głową na znak, że jest tu. Szukałam go i znalazłam, usiadł przy stoliku, wszedł z grupą wampirów więc było duże ryzyko. Jednak nie obawiałam się, robiłam to co umiałam... uwodziłam.
   Weszłam na scenę do rury, faceci nagle spoglądali na mnie przestając pić piwa i interesować się gołymi cyckami. Prymitywy, wszyscy faceci to tacy sami...
   Gdy Val przysiadł się bliżej do stolika tym razem sam, chciała, by podszedł pod samą scenę. Nie odrywałam od niego wzroku i pokazałam palcem, by podszedł.















   Uśmiechnął się i nie wahał. Miał około na pewno czterdziestki, jednak nawet mnie to nie obrzydzało, wykonywałam świetnie swoją pracę co było dla mnie najważniejsze. Nie widziałam sobie gdzie indziej, w normalnym życiu... nie dowierzałam, że Bronx to mój brat... chociaż szczerze powiedziawszy... możliwe. Mamy takie same blizny na ramieniu i ten sam kolor oczu gdy ukazujemy swoje prawdziwe oblicze reptiliana... zaczynałam w to wierzyć.
   Ten kretyn uśmiechał się do mnie, a ja zakręciłam się na rurze, zwinnie, bo jako pół człowiek pół potwór nie miałam z tym problemu. Byłam zwinna i mogłam się przecisnąć wszędzie, choć po przebudzeniu miałam wiele problemów. Czołgałam się do niego i po prostu robiłam wszystko, by go zachęcić do wyjścia.













-Chodź stąd, mała. - uśmiechnął się do mnie i zbliżył.
   Na pewno nie dojdzie do zbliżenia, nie będę tego robić z kimś takim, nie w pracy. A jak nie dostanie tego czego chce na pewno nie będzie problemu z zagonieniem go do taksówki.
   Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam w oczy.
-To bierz taksówkę, chcę to zrobić natychmiast.
   Zeskoczyłam ze sceny i poszłam za nim zakładając jedynie nad wyraz dziwkarskie futerko. W samochodzie gdy zaczał się do mnie zbliżać i dobierać przeszedł mnie dreszcz, wcale nie należał do przyjemnych. Mimo wszystko czułam, że nie jest łatwym przeciwnikiem do schwytania.
   Zabrałam jego łapy i zbliżyłam twarz do jego.
-Spokojnie, wszystko zrobimy na miejscu, prawda?












-Można też tutaj.
   Nie widziałam Bronxa, Richa ani Lou, ani też Cole'a. Wystraszyłam się, co było nie do pomyślenia. Gdy złapał mnie za nadgarstek, ściągnął lekko z ramienia futro ujrzał znamię charakterystyczne dla reptilian... - węża.
-Jedziemy, Will. - rzucił do taksówkarza.
   Nie miałam broni, nie przewidziałam, że się zorientuje.
   Gdy wampir za kierownicą odpalił samochód nagle dostał w głowę kołkiem, na wylot. Valentine uciekł, przed tym jeszcze szepnął mi na ucho.
-Znajdę cię zdziro i zatłukę jak sukę, rozumiesz? Czekaj na mnie, wtedy się zabawimy. - i zniknął.
   Roztrzęsioną wyciągnął mnie Richard z Louisą. Bronx przyglądał się mi... nie widział we mnie dawnej Lilith, bezlitosnej, która może zabić od razu nie interesując się planem działania. Ja też siebie nie widziałam... dawnej siebie...

   Na miejscu Bronx zaczepił mnie gdy reszta weszła do sali magazynowej.
-Spieprzyłaś. - zaczął.
-W taksówce miał być Richard.
-Tak, ale miałaś wytyczne czasowe...
-Wiesz co? Pieprzą mnie jakieś wytyczne czasowe.














   Chciałam wejść za resztą grupy jednak zatrzymał mnie Bronx.
-Poczekaj tu. Mam z nimi do pogadania.
   Nie zdążyłam zaprzeczyć, zamknął drzwi przed moją twarzą.
   Podsłuchałam nieco i udało mi się podejrzeć z górnego piętra ich rozmowę.
-Co z nią robimy? Zawaliłem, ale...
-Nie twoja wina. Dobrze się złożyło, potrzebuje motywacji. To co? Idziemy sami na patrol. - spojrzał na chłopaków.
















-Ta, do dzieła panowie. - dodał Cole i wyszli.
   Lou chyba... nie poszła z nimi. Pewnie miała mnie pilnować.
-Wychodź, Louisa. Wiem, że masz mnie obserwować, czuję cię.
   Wyszła zza ściany z kamuflażu. Spojrzałam na nią.
-Co? Kazali ci? - syknęłam na nią wściekła.
-Chodzi o ciebie, o naszą grupę... Bronx naprawdę cię pilnował przez ten czas... wszystko zaplanował...
-Czyli to prawda?
-Chodzi nam o ciebie, o to, żebyś wróciła.
-Jestem taka jak dawniej.
-Coś jest nie tak, wiesz o tym.
   Spojrzałam na nią z pogardą, ona zaś mi prosto i szczerze w oczy.
-Kiedyś byłyśmy przyjaciółkami, najlepszymi, pamiętasz? Znamy się od piaskownicy...












-Nie słucham tego, Louisa... wychodzę. Pójdziesz za mną to postrzelę cię.



   Poszłam do warsztatu wilkołaków, jest dzień przed pełnią, więc pewnie byli narwani, chodzili bez koszulek... a ja chciałam znać diagnozę mojego Kawasaki i ujrzeć Setha... nie, żeby coś... po prostu...
   Gdy nikogo nie było w środku ja oparłam się o samochód i rozglądałam się. Pusto?
   Nagle pojawił się Seth, jak myślałam, rozgogolony jakby było cholernie ciepło i obserwował mnie.
-Co tu robisz? - spytał.
-Gdzie Jack? Miał naprawić moją maszynę...
-Ale jestem ja i ja ją naprawiam. Mamy przydzielone obowiązki, więc o co chodzi?















-O to... - zająknęłam się obserwując jego ciało.
   Boże przenajświętszy... daj mi żyć...
-Coś nie tak? - podszedł do mnie powoli a ja... spojrzałam na niego.
















-Nie... po prostu... mógłbyś... Mógłbyś się ubrać!? - wypaliłam i odeszłam od niego stając plecami.
   Wydawało mi się, że słyszałam cichy śmiech kpiny jednak zignorowałam to. Gdy zobaczyłam jak dalej działa bez koszulki starałam się olać sprawę.
-Kiedy będzie gotowa?
-Jak dam znać. - uśmiechnął się złośliwie i cynicznie pijąc sok.
-Kpisz sobie? Czym mam się poruszać?! - wybuchnęłam na serio.
   Wolałam ją mieć przy sobie.
-Komunikacją miejską. - odparł beztrosko.
-Czemu właściwie ze mną rozmawiasz? Myślałam, że mnie nie lubisz?
-Nie toleruje, to co innego. Jak wyjdziesz to ogarnę ci powoli twój motocykl.
   Spojrzałam na jego klatę i się rozpłynęłam. Nie mogłam wydusić słowa... po czym...
-Yhym... ta... tak... pewnie... już... już idę... - wyjąkałam jak ostatnia idiotka i wyszłam.
   Gdy od razu skręciłam przez drzwi oparłam się o drzwi warsztatu... co ja wyprawiam i co się ze mną dzieje?!


   Rano wiedziałam, że jest pełnia... wolałam, by żaden wilkołak od nich nie zapuścił się przez swoj teren... wtedy Bronx zadziała na złość mi... a wiedziałam, że Alyssa... nie wie o sobie... tego co powinna...
   Co ja wyprawiam...?

Od Alexa

Nie podobało mi się to że Al poszła z Samem. Nie chodziło już o niego tylko o to że dziś była pełnia. Nie musieliśmy się przemieniać ale nasz instynkt szalał. Księżyc na nas działał i nic z tym nie mogliśmy poradzić.  Byłem starszy od Al więc mniej reagowałem na pełnie. Po niej widziałem że jest pobudzona. Oczywiście nie zamierzałem ukrywać przed nią kim jest tylko bałem się że dowie się tego w nie odpowiedni sposób i będzie przestraszona. Ufałem Samowi na tyle by w końcu się zgodzić na ich wspólne wyjście. Jednak wolałbym by Alyssa została dziś w domu bo ja o wilkołakach w końcu wiedziałem więcej niż Sam. W razie czego obawiałem się że może jej wystarczająco nie pomóc. Obiecał mi że jakby coś się działo od razu po mnie zadzwoni. Trzymałem go za słowo.
Kiedy wyszli zadzwoniłem po Setha i chłopaków. Jako że nie mogłem zostawić córeczki samej dzisiejszą pełnie musieliśmy spędzić u mnie w domu. Oczywiście gdyby Alyssa została nie zaprosiłbym ich. Jedną pełnie byśmy spędzili osobno.
W ciągu godziny zebraliśmy się wszyscy u mnie w salonie. 
-Gdzie jest Al?-zapytał Dean.
Chłopak niedawno co wrócił po kilkumiesięcznej nieobecności.
-Wyszła. Wróci po północy także mamy czas.
-Jak to wyszła?-oburzył się.
Dean był w moim wieku. Wczoraj wrócił na przepustkę z wojska. Martwił się o Alysse co było oczywiste patrząc na to że była mu przypisana. Takie było nasze prawo. Mogliśmy sobie wybrać partnerów sami jednak mieliśmy już z góry przepisanych jakiś ze stada. Jeśli nie wybierzemy kogoś innego ze stada wychodziliśmy za tych przypisanych. Może to chore jednak dzięki temu stado przetrwało aż tyle pokoleń. Nam to nie przeszkadzało.. w pewnym stopniu nadal mieliśmy wybór co do partnera życiowego. Po prostu musiał być to wilkołak. 
Teraz sprawy mogły się trochę skomplikować, ponieważ Sam zakręcił się przy mojej siostrze. Gdyby był wilkołakiem nie stanowiłoby to takiego problemu.
-Z kim wyszła?-zapytał.
-Z przyjacielem.-powiedziałem i spojrzałem na Jacoba.
Jako jedyny znał prawdę o Samie i Al. 

Podobny obraz

-Coś mi tu nie gra.-powiedział patrząc się na mnie podejrzliwie.
-Chłopaki!-powiedział Jacob ratując sytuacje-Może tak byśmy się napili?
-Ja odpadam muszę być trzeźwy.-powiedziałem.
-Staruszek nie pije ale my możemy-zaśmiał się Jacob i przyniósł alkohol.
-A jak tam w ogóle mała?-zapytał Jack.
-Dokazuje. Uczy się pomału chodzić co trochę komplikuje sprawę. -uśmiechnąłem się.
-Jest taka śliczna! -powiedział Jack.-Musisz ją zobaczyć Dean.
Chłopaki zaczęli pić a ja zastanawiałem się co tam u Alyssy. Martwiłem się. 

Od Alyssy

Sam dał mi do myślenia. A raczej potwierdził to o czym myślałam a mianowicie że żaden z nich mi prawdy nie powie i muszę sama się jej dowiedzieć.
Wróciłam do domu. Alex bawił się z małą w salonie. Zrobiłam nam herbatę i usiadłam razem z nim.
-Jak było?-zapytał.
-Normalnie.
-Stało się coś?
-Nie..
-To co masz taką minę?-zapytał a mała rzuciła w niego klockiem.

Podobny obraz

Uśmiechnęłam się tylko i napiłam się herbaty.
-Sam jest fajny, wydaje mi się że brak pamięci nie przeszkadza mu..
-Co masz na myśli?
-Dużo mnie z nim łączyło?
-Nie rozumiem..
-Czy byliśmy parą?
-Nie-powiedział szybko-A dlaczego pytasz?
-Lubię go. Szybko mi czas płynie jak z nim jestem. Ale ty chyba masz coś do niego?
-Ja? Dlaczego pytasz?
-Nie wiem. Przeczucie? Intuicja? Nie ważne. Idę do siebie.
Wstałam i skierowałam się w stronę schodów. Zatrzymałam się jednak słysząc wycie wilka.

Znalezione obrazy dla zapytania elena gif

Nie do końca zabrzmiało to jak wycie wilka a bardziej jak jakaś informacja? Nie wiem czemu ale wiedziałam a raczej przyszło mi na myśl że to wyje Jacob?
-Niedorzeczne..-powiedziałam pod nosem i weszłam na górę.
Niby dlaczego Jacob by wył jak wilk? A jeśli to wilk to dlaczego mam wrażenie że to Jacob?
Za chwilę usłyszałam Alexa.
-Alyssa zostaniesz z małą? Muszę wyjść.
Nie zdążyłam nawet wejść do swojego pokoju. Zeszłam na dół.
-Jasne. Gdzie idziesz?
-Do Jacoba.
-Jacoba?
-Emm dzwonił. Ma sprawę do mnie.
-No dobraa..
-Za niedługo będę. Nie wychodź nigdzie z małą dobrze?
-No dobrze dobrze tatusiu.
Szturchnęłam go w ramie z uśmiechem. Poszedł a ja zostałam z bratanicą.
-To jak? -zapytałam małą siadając na kanapie-Pomożesz cioci dociec prawdy? -uśmiechnęłam się.

Podobny obraz

Mała zaczęła się śmiać. Wyglądała już na co najmniej niespełna roczne dziecko.
Zadzwonił mój telefon. Myślałam że to Sam jednak był to zastrzeżony numer
-Ciekawe kto to.-powiedziałam do małej i odebrałam-Hallo??
Po drugiej stronie panowała cisza.
-Hallo??
-Wiem o tobie wszystko.-wyszeptał jakiś zachrypnięta głos
-Kto mówi?
-Nie jesteś tym kim myślisz...
-Jak to są jakieś żarty..
-Poszukaj w historii rodziny..
Rozłączył się. Kto to mógł być i co to miało znaczyć?
Poczułam na sobie czyjś wzrok. Tak jakby ktoś mnie obserwował.

Znalezione obrazy dla zapytania elena gif

-Mała pójdziemy na górę.-odparłam.
Wzięłam małą na górę i poszłyśmy do jej pokoiku. Posadziłam ją na kocyku po czym podeszłam do okna. Zobaczyłam po drugiej stronie drogi jakąś postać w kapturze. Nie mogłam rozszyfrować czy to kobieta czy mężczyzna, nie widziałam też twarzy.
Mała zapłakała więc odwróciłam wzrok a kiedy spojrzałam znów przez okno nikogo tam nie było.
-Dziwne..

***

Alex już wrócił i zbliżał się wieczór. Byłam jakoś dziwnie pobudzona.
Chodziłam po kuchni szukając jakiegoś zajęcia kiedy usłyszałam wiadomości w telewizji.
-"Dzisiejszej pełni będą towarzyszyć spadające gwiazdy. Będzie to przepiękna noc..."
Nie wiem czemu jakoś mnie to zainteresowało.
Usiadłam na krześle.
-Stresuje się tym telefonem. To na pewno to..-westchnęłam.
Alex usypiał małą a ja czekałam na Sama.
Wreszcie godzinę później przyjechał.
-Hej.-powiedział.
-Już się ubieram. Gdzie idziemy?
-Nigdzie.-usłyszałam za sobą Alexa.
-Co?-byłam zaskoczona.
-Zostajesz dziś w domu. Sam mogę na słówko?
Wyszli do salonu a ja postanowiłam ich podsłuchać niestety rozmawiali za cicho Jedyne co usłyszałam to jakieś wyrwane słowa "pełnia" "przemiana" "ryzykowne". Sam chyba uspokajał mojego brata.
Po chwili wyszli.
-Idziemy?-zapytałam.
-Tak.-powiedział Sam.
Alex nie był zadowolony ale już nic nie mówił.
O co mogło chodzić?

sobota, 14 kwietnia 2018

Od Lilith

   Powoli obchodziliśmy każde miejsca. Ja z Bronxem chodziliśmy po parkingu z tyłu a reszta była w środku. Gdy usłyszałam kroki szybko wyjęłam bat i ściągnęłam jednego do siebie.














   Zasyczał, jednak paraliżujący przyrząd nie pozwolił mu się ruszyć. Wyjęłam pistolet kołkowy i strzeliłam w serce i w głowę.
-Bez przesady, aż tak? - zaśmiał się wspólnik.
   Spojrzałam na niego. Miałam dziwne przeczucie, że coś ukrywa... a moje przeczucie mnie nigdy nie myliło. Nagle wyleciało do nas parę wampirów, które nie powiem, były nieco silniejsze. Gdy je mordowałam myślałam o wilkołakach, czemu nie reagują, skoro hotel jest w połowie na granicy z rezerwatem? I... zauważyłam, że po przebudzeniu nie jestem taka jak kiedyś... wcześniejsze wilkołaki które mordowałam były nieokrzesane, miały do siebie tylko szacunek względem alfy, nie były wcale dobre... Albo Stowarzyszenie tego nas uczyło, mogło zamotać w głowie...
-Uważaj! - odwróciłam się i prawie dostałam, jednak Bronx wbił mu nóż w głowę, obrócił się w popiół.
-Dzięki. - mruknęłam pod nosem.
-Co ty wyprawiasz,co?
-Skupiłam się na jednym. - odparłam.
   Na górze usłyszałam niezłą walkę, pobiegliśmy tam po rusztowaniu. Wskoczyliśmy przez okno a tam czekała nas spora grupa wampirów.
-Nie damy im rady. - szepnęła do Bronxa Lou.
-Damy.
   Gdy nagle wparowało do środka parę wilkołaków.
   Znałam ich, czułam ich znajome zapachy. Spanikowałam.













-Idziemy. - mruknęłam pod nosem i zbiegłam na dół po schodach do wyjścia awaryjnego. Reszta dotarła do mnie.
-Co ci jest!? Wilkołaków się boisz? - spytał Cole.
-Nie... oni za nas to zrobią lepiej.
-Co takiego? - wydusił Richard.
   Przegryzłam wargę i nagle poczułam dziwny smród siarki.
-Ludzie... - zaczęła Lou cicho. - Demony...
-Jest tu portal...
   Nagle na Cole'a wyleciał demon, z którym odruchowo ale szybko sobie poradził.













   Gdy się odwróciłam nie widziałam Bronxa.
-Gdzie jest...
-Nie wiem, spadamy. - pociągnął mnie Cole do wyjścia i wsiedliśmy do auta.


   Rano gdy sie obudziłam dotarła do mnie wiadomość... Cath nie żyje.
   Nie... Bronx nie mógłby... nie byłby w stanie... zrobić tego sam...
   Siedziałam przy toaletce myśląc co mogło pójść nie tak i kto by mógł to zrobić przede mną... nie miała  chyba wrogów... oprócz mnie czy Aro.
-Jak tam? Słyszałaś już? - odwróciłam się do niego.













-Co?
-Że Cath...
-Zrobiłeś to? - wstałam do niego. - Czuję takie rzeczy, powiązałam się z nią runą łowcy.
   Przegryzł podejrzenie wargę, jednak sprawiał wrażenie pełnego szoku.
-Nie zrobiłbym tego.
-A skąd wiesz, skoro...
-Zajechałem pod dom gdzie mieszkała z tą przyjaciółką. Czuć w jej domu rozpacz i smutek, nie czułem zapachu Cath. Zalatywało krwią...
-Po co zajechałeś tam? Kazałam ci?
   Przeczesał włosy i spojrzał na mnie ze współczuciem.
-Lilith... słuchaj, musisz zakończyć współpracę z wilkołakami.
-To ty to zrobiłeś...- wysyczałam.
-Nie było wyjścia. Bratasz się z nimi, unikasz ich żeby nie dowiedzieli się kim jesteś, o twoich zamiarach. Znam cię, siostrzyczko.
   Zamarłam.
-Siostrzyczko...? Co to ma....
-Myślałaś, że utraciłaś rodzinę... Musiałem to ukrywać, byłaś bezpieczniejsza bez tej wiedzy.
-Kłamiesz... - zadrżał mi głos.
-Nie, Lil. - zbliżył się a ja cofnęłam o krok.
-Pamiętałabym brata!
-Musiałem zablokować ci pamięć, takie było polecenie Huge'a.
-Nie mieszaj w to naszego szefa, Bronx! - krzyknęłam. - Kto o tym wiedział, co?
-Wszyscy. Całe Stowarzyszenie, wszyscy reptilianie. Był okres gdzie byłaś zagrożona, ale rośniesz w siłę. Masz dar, umiejętności lepsze od nas. Mamy dobre geny, Huge kazał zablokować ci pamięć i cię chronić. Ja przyczyniłem się do wpakowania cię do piekła. Musiałaś być bezpieczna. Jednak nie sądziłem, że się aż tak zmienisz... a teraz potrzebuję ciebie do unicestwienia Volturii, za naszą rodzinę, Lil. Nie jesteś sama. Nigdy nie byłaś.
   Zebrały mi się łzy.
-Nie wierzę ci. Nie jesteś moim bratem. - spojrzałam mu w oczy.














-Jestem. Zrozumiesz to prędzej czy później. Jesteś czystej krwi reptilianem i nie brataj się z wilkami, nie wolno ci. Widzisz, co oni robią? Mieszają w głowach.
-Daj im spokój! Sama się nimi zajmę. Cel to cel, zrobię co należy. Ale zostaw mnie w spokoju. - krzyknęłam i wybiegłam. Musiałam... się przewietrzyć. Rozjuszył tylko rodzeństwo Volturii... zaczną mnie teraz szukać... Alex... jeśli się dowie... będę skończona.
   Zacisnęłam pięści biegnąc przed siebie. Nie mam i nie miałam rodziny... on miesza mi w głowie.. albo... ma rację?
   Stanęłam, spojrzałam w niebo i usiadłam bezsilnie w jakimś zaułku chowając głowę w kolana i bezsilnie starając się zrozumieć...

Od Sama

   Ciągle myślałem o Al. O tym, co się stanie niedługo, co przyniesie moja decyzja. Czy była słuszna względem Lilith? Wolałem, by Alex załatwił sprawę, nie byłem nigdy ojcem i nie będę, jednak wiedziałem, że zrobi wszystko by chronić dziecko... Obawiałem się, że Cath może być w niebezpieczeństwie, nikt z nas nie miał z nią kontaktu oprócz Lucy i Nathana którzy sprawowali opiekę nawet sam nie miałem pojęcia gdzie.
   Spacerowałem po rezerwacie, spojrzałem przed siebie i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Alyssa zawróciła mi w głowie, powoli traciłem orientację samego siebie.













   Usłyszałem jak dzwoni mój telefon, nie chciałem nawet patrzeć kto to taki się do mnie dobija. Al była bezpieczna, rodzeństwo też. O nich raczej nie musiałem się martwić. Ciało Christiana leżało spokojnie w grobowcu więc też nie miałem obaw co do tego. Powoli wracałem do domu, gdy po drodze napotkałem Enzo, i to wcale nie przypadkowo.
-Jesteś wreszcie!
-Coś się stało?
-Cath...
   Spoważniałem.
-Co z nią?
-Jeden z łowców ją...
   Nie czekałem, dotarłem na miejsce gdzie leżała martwa, skatowana Cath. Lucy wpadła w furię a Nathan... chyba się przemienił i gdzieś zniknął. Lucy użalała się nad sobą, płakała i wrzeszczała sama do siebie. Ja opanowany spojrzałem na Enzo, jako jedynego opanowanego.
-Lilith? - spytałem.
-Nie wiem, podobno sąsiadka widziała wytatuowanego mężczyznę.















-Ma pomocników?
-Myślę, że gdyby chciała ją zabić zrobiłaby to z klasą i na pewno nie od razu by ją zabiła. - odparł brat.
   Zamyśliłem się.
-Co z Ethanem?
-Śpi na górze... - wydusiła roztrzęsiona Lu.
   Zacisnąłem zęby.
-Na ten moment zostawiamy to w tajemnicy. Jej ciało schowajcie do grobowca z dala od miejsca gdzie jest Christian.. niedługo pomyśle, jak go wybudzić.
-Chcesz śmierć trzymać w tajemnicy? A co z młodym?
-Jane się nim zajmie, Lucy nie mogę na razie dawać zadania zajmowania się dzieckiem. Jane tu tym czasowo zamieszka. Lubi dzieci.
-Jak możesz do tego podchodzić tak spokojnie!? - wykrzyczała nagle w twarz Lucy.
-Bo nauczyłem się trzymać emocje na wodzach. - odparłem krótko. - Enzo wpakuj ją do samochodu, pożyczę auto Nathana.
   Wziąłem klucze i Enzo wpakował ciało do bagażnika.
-Myślisz, że to na pewno mężczyzna? Nikomu nie można ufać. Mogła wszystko zaplanować.
-Wierzę ludziom. Szczególnie starszym kobietom. - wsiadłem za kierownicę.
-Ślady po kołku nasączonym verbeną, wbicie od noża, zbita twarz... - zaczął oceniać sytuację.
-Enzo, Lilith to suka, ale nie zrobiła by tego z takim rozmachem. Ona zabija, fakt, ale nie katuje.
   Zamilkł nie wiedząc co myśleć. Ja byłem przybity, jednak chciałem myśleć racjonalnie.


   Gdy załatwiliśmy sprawę z ciałem Enzo powiadomił o wszystkim Jane. Tak jak myślałem, zgodziła się ale tak samo podejrzewała Lilith. Znałem ją bardziej niż oni i byłem pewny, że tym razem to nie była ona. Kimś się posłużyła...
   Alyssa skontaktowała się ze mną żeby się spotkać. Oczywiście, że sie zgodziłem mimo tego co się stało. Byłem na siebie wściekły, bo obiecałem Christianowi, że się zaopiekuję Cathy... Myślałem, że drobna ochrona w takiej postaci jej wystarczy.
-Jesteś przybity. - odezwała się nagle Al.
-Nie. - odparłem szybko. - Zamyśliłem się.
-Tym razem widzę, że coś nie tak.
   Nie odpowiedziałem jej, spojrzałem jej w oczy, zbliżała się. Gdy była zbyt blisko i chciała chyba mnie pocałować odsunąłem się. Poczuła się głupio, myślała, że wyszła na kompletną idiotkę. Chciała odejść, gdy złapałem ją za ręce.












-Nie.
-Ja... prz...
-Słuchaj, nie mam nic przeciwko. Chcesz szczerości, ok. Wcześniej przed wypadkiem i teraz po utracie pamięci kochałem cię i kocham tak samo. Jednak uważam, że dopóki nie odzyskasz w pełni pamięci nie powinnaś tego robić. Zabłądziłaś gdzieś, a gdy posuniesz się do tego kroku kompletnie zbłądzisz.
-Ty mnie...?
-Tak. Tylko zrozum, że chcę poczekać, co się wydarzy.
-Zrobiłeś coś mi albo ja tobie przed wypadkiem?
   Uśmiechnąłem się i pogłaskałem ją po policzku.
-Nie, Alyssa. Chodzi o coś jeszcze, ale sama musisz do tego dojść. Zacznij szukać odpowiedzi kim jesteś.
-A nie wiem, kim jestem? Siostrą Alexa...
-Tak, ale to nie wszystko. Uwierz mi na słowo, chcę dla ciebie dobrze. Ufasz mi?
-Ufam... ale nie wiem co to wszystko znaczy...
-Nie pytaj Alexa, znajdź odpowiedź. Szukaj jej. Wtedy oboje będziemy szczęśliwi, nawet nie wiesz, jak bardzo. Na razie staraj się na siebie uważać. - spojrzałem jej w oczy. - Codziennie dowiadujesz się powoli nowych rzeczy, chcę, żebyś zawalczyła o swoją przeszłość i o prawdę.
-Nie wiem... nie rozumiem nic. - westchnęła.
-Masz we mnie wsparcie. Jeśli będziesz mnie potrzebować wiesz jak mnie znaleźć. Zawsze, ale to zawsze przyjdę. Teraz muszę iść, wybacz. Wieczorem się zjawię u ciebie.
   Zniknąłem. Nic więcej nie mogłem jej powiedzieć.

Od Alexa

Nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Odkąd pojawiły się w mieście wampiry, Sam i reszta jego rodzinki mieliśmy kłopoty. Zaczynałem tęsknić za spokojnym i nudnym życiem jakie wiedliśmy zanim wszystko się skomplikowało. Wtedy nie mieliśmy problemów. Raz na jakiś czas jakiś młodziutki wampir pojawiał się na naszym terytorium a my się go pozbywaliśmy. Teraz? Nie mogłem spokojnie usiąść.. cały czas musiałem się martwić o moich najbliższych. 
Rodzice wrócili z delegacji. 
-Zostaniecie z małą? Muszę jechać do warsztatu. -zapytałem mamy. 
-Stało się coś?
-Nie nie.. wiesz co skarbie? Bardzo chętnie bym została z wnuczką ale musimy jechać do firmy.. Nie możesz zabrać małej?
-Mogę a Alyssa?
-Wyszła gdzieś.
-Co? Gdzie?
-Chciała się przewietrzyć. Daj spokój kochanie. Duża jest już. 
-No wiem..
Mama mnie przytuliła. Przyzwyczaiłem się że więcej ich nie ma niż są ale myślałem że chociaż posiedzą teraz dłużej w domu. 
Ubrałem małą i wsadziłem w wózek. 
-No to spacerek.-powiedziałem.
Do warsztatu nie miałem daleko a świeże powietrze dobrze nam zrobi. Miałem też nadzieję że spotkam gdzieś po drodze Alyssę. 
Tak te się stało. Zobaczyłem ją w kawiarni. Siedziała przy oknie i patrzyła gdzieś. 

Podobny obraz

Chciałem wejść do niej i z nią porozmawiać tylko czy był sens? Znowu bym miał omijać prawdę? Chciałem jej wszystko powiedzieć. 
Poszedłem dalej. Może odzyska niedługo pamięć. 
Chłopaki siedzieli w warsztacie. Na szczęście nie było tu tej Łowcy. 
-Siema!-powiedział Jackson.
-Jak tam?-zapytałem.
-A robota się kręci. Heeeej ślicznotko.-powiedział.
Zaczął stroić miny nad wózkiem a Kath się śmiała. 
-Bo Ci tak zostanie.-odparł Seth wchodząc do warsztatu.-Siema Alex. 
-Musimy porozmawiać. Jack zajmiesz się małą?
-Nooo jaaasneee. Taatuś się nieee martwiii-odparł nadal się wygłupiając rozbawiając tym Katherine.
Uśmiechnąłem się.
Poszedłem z Sethem na zaplecze. 
-Co się dzieje?
-Twoje przeczucia sie sprawdziły.
-Co do tej dziewczyny?
-Thm. Jest Łowcą i knuje jak nas wybić.
-Nas?
-I nas i wampiry.
-A co my jej zrobiliśmy?
-Nie my ale my oberwiemy jeśli nie pomożemy wampirom.
-Pijawki.. a nie mówiłem by je wykończyć? Same przez nie problemy..
-Masz zadanie. Musisz rozkochać w sobie tą dziewczynę. Wtedy uda nam się ją wpędzić w pułapkę.
-Dlaczego ja?
-Bo podobno jest tobą zainteresowana.
-Mną? Nie wiem... Co bym miał robić?
-To co Seth umie najlepiej. Bądź sobą.. A i ona nie może się niczego domyślić.
-JA pierdzielę.. -westchnął i przeczesał włosy.
-Mogę na ciebie liczyć?
-Przecież wiesz że dla rodziny zrobię wszystko. Tylko szkoda że pijawki zyskają na tym. 
-Nic z tym nie zrobimy.
-Dobra. Zobaczę co uda mi się zrobić tylko potrzebuje czasu.
-Spokojnie masz czas.
Poklepałem go po ramieniu i wróciliśmy do Jacksona który bawił się z Kath. Zastanawiałem się czy ona aby na pewno jest dorosły. No ale humor to mu zawsze dopisywał. 
-Jackson zajmę się tym motocyklem. -powiedział Seth.
-Na pewno? Ona chciała go jak najszybciej odebrać..
-Spokojnie.
Nasze oczy się spotkały. Wiedziałem że mnie nie zawiedzie. 

Od Lilith

   Kucnęłam, zapinając kaburę przy łydce na nóż. Do środka wszedł Bronx, zignorowałam go, wiedziałam, że powoli zaczynał się niepokoić o mnie. Zawsze troszczył się o zespół... nasz się rozpadł od momentu kiedy odeszliśmy.
-Lilith... wiem... widzę, że coś się dzieje. - zaczął. - Musisz dokonać zadania, to twoja praca.
   Westchnęłam. Może... nie, nie miał racji. Wiedziałam i znałam siebie na tyle, że nie dopuszczę do siebie niczego prócz nienawiści, odwagi i sprytu.












-Mylisz się, Bronx. - odparłam zirytowana i wstałam zapinając tym razem kaburę na broń przy pasie.
-Gdzie się wybierasz?
-Przestaniesz mnie niańczyć?
-Martwię się. Zawsze sprawowałem nad grupą opiekę...
-Nasza grupa się rozpadła. - podniosłam głos. - Nic z tym nie zrobimy, to przeszłość. Teraz jesteśmy jedną drużyną dwuosobową.
   Wyszłam i ruszyłam w stronę rezerwatu. Doszłam szybko, bo baza mieściła się w podziemiach firmy w której uzyskałam szefostwo, więc mogłam korzystać z opuszczonych magazynów piętrowych.
   Gdy doszłam do domu postanowiłam, że się przebiorę i tak też zrobiłam. Zmyłam makijaż na trochę naturalniejszy i mniej... ''dziwkarski'' i ruszyłam do wilczych mechaników. Nie powiem, potrzebowałam swojej maszyny. Martwiłam się, że może być nie do naprawy, skoro tak długo im to zajmuje.
   W środku czekał już na mnie jeden z nich, niestety imienia zapomniałam, nie miałam pamięci do tego... zawsze udawało mi się zapominać.
-Hej - przywitałam się śmiało. - Jak mój Kawasaki?
-Seth trochę go zaniedbuje, ale ja go oglądałem.
-Coś w nim chociaz ruszył? - spytałam zirytowana.
-Na to wygląda, że nie... ale spoko, zajmę się tym sam. Nowym trzeba pomagać.
-Nie mam prawa jazdy na samochód, ciężko mi się porusza stąd do Seattle... A ty chyba jesteś synem komendanta, co?
-Zgadza się, skąd wiesz? - spytał.















-Widziałam cię tutaj w mundurze policyjnym.
-Moja kobieta nie popiera mojej pracy...
-Ale szanuje? - usiadłam na masce jednego z aut.
-W miarę. - złapał narzędzia i podszedł do mojego Kawasaki.
-Pewnie wilczyca.
-Jakby inaczej. - uśmiechnął się. - Ale nie miałaś okazji jej poznać, Caroline jest...
-Zapracowana?
-Ma ostatnią klasę szkoły średniej. Stara się... świetnie zaliczyć testy końcowe dla dobrego dyplomu.
-Ambitna.
-A Ty? Coś skończyłaś?
-Nie. Opuściłam szkołę w drugiej klasie i poszłam do pracy, radziłam sobie.
-Co na to rodzice?
-Szanowali decyzje które podjęłam. - odparłam po dłuższej chwili.
   Dobrze mi się rozmawiało z każdym z nich... byli... tacy... życzliwi, mili...
   Gdy do środka wszedł Seth wyprostowałam się. Jednak nawet na mnie nie zwrócił uwagi. Odszedł na drugi koniec warsztatu.
-Ej! Seth! Zająłem się jej...
-Spoko, Jackson.
   Spojrzał na mnie i wzruszył dziwnie ramionami w geście niezrozumienia.
 -Co mu jest? - spytałam zdziwiona.
-Nie wiem, nie lubi nowych?
-Nie wiesz?
-Jest tajemniczy, zawsze był. Ale nie oceniaj go źle, jest świetnym bratem.
-To twój brat?
   Zaśmiał się, że nie zrozumiałam.
-Seth jak i wszyscy dla siebie jesteśmy braćmi.
-Ach... rozumiem... - spojrzałam na Setha i zmrużyłam oczy.
   O co mi chodzi...?


   Wieczorem na parkingu pod firmą zjawił się Bronx większym autem. Obserwowałam kto siedzi w środku, aż nagle wysiadł Richard Gecko, Cole Gecko i Louisa Vann. Dwóch braci i moja przyjaciółka... to był mój dawny zespół...
   Spoglądałam jedynie wątpliwie na Bronxa...
-Nie cieszysz się?
-Co oni tu robią?
-Przyjechali nam pomóc. Oni po naszym odejściu również się wycofali. Wszyscy poszli za nami.
   Piorunowałam wzrokiem wspólnika. Zrobił to specjalnie... żebym odsunęła się do wilkołaków.















-Cześć, Lil. - przywitał się Rich.
   Lou trzymała broń przy pasie a Cole obejmował ją... dużo się zmieniło.
-Jesteście razem? - spytałam.
-Tak. - odparła koleżanka.
-Zasady mieliśmy inne. - zaczęłam. - Żadnych romansów w grupie. To przeszkadza.
   Louisa przestała się uśmiechać i odsunęła się od Cole'a. Wiedziała, że powrót grupy to powrót do zasad... musieli zrobić sobie przerwę.
   Kiwnęłam głową.
-Mamy zgłoszenie w Seattle, grupa młodych wampirów pustoszeje hotel, tam się zatrzymali.
-Do dzieła.

   Na miejscu oczywiście złapałam Richa.
-Czemu mi pomagacie? - spytałam gdy reszta przygotowywała broń.












-Bronx...
-Nie prosiłam was o pomoc.
-Słuchaj... kiedyś się na nas zawiodłaś? Do końca walczyliśmy, prowadziliśmy sprawy... pomagaliśmy sobie. Byliśmy jedną z lepszych grup w Reptilianach. Jesteśmy jak rodzina.
-Ej, idziemy. - warknął Bronx.
   Spojrzeliśmy na siebie z Richem i weszliśmy.
-Idę pierwszy... - Cole złapał broń i szedł po schodach.
   Ja poszlam wraz z Bronxem. Byłam skupiona... poczułam sie jak dawniej...















-Uważaj, trzymajmy się planu. - szepnął do mnie.
   Louisa szła za nami. Była drobna i delikatna ale umiała pokazać, że ma jaja. Każde z nas było w czymś dobre. Ja jednak ciągle myślałam o wilkołakach... zaczynałam ich... lubić...? Jednak cel był nadal dla mnie ważniejszy... powoli planowałam kogo pierwszego odstrzelić... musiałam zrobić to z głową...

Od Sama

   Opuściłem ją po chwili spojrzeń pełnych pytań i tajemnic, po czym lekko się zachwiała. Chciałem ją podtrzymać, jednak ona o krok w tył się odsunęła.
-Jak...? - ponowiła pytanie a ja starałem zachować zimną krew.
-Po prostu jesteś dla mnie ważna, byłaś przed wypadkiem od chwili gdy cię ujrzałem. Teraz... staram się powoli pomóc ci odzyskać pamięć, nie spieszy nam się, chcę byś była szczęśliwa i odzyskała co twoje. Obiecałem sobie, że nie dopuszczę by stała ci się krzywda i dotrzymam słowa.
   Zamilkła, zatkało ją.
   Uśmiechnąłem się i rozładowałem emocje.
-To co? Już ciemno, brat się będzie niepokoić. Odwiozę cię do domu.
-Czy ty... jesteś zły? Albo...
-Nie. - spojrzałem jej w oczy.














-No dobrze, wierzę ci... i...
-Nie przepraszaj. - wyprzedziłem. - Nigdzie się nikomu nie spieszy, prawda?
-Zawsze wiesz, co chcę powiedzieć...
   Nie umiałem i nie mogłem kontrolować mojego daru. Słyszałem myśli gdy tylko patrzyłem na osobę i po tym zastanawiałem się z automatu, co ta osoba sobie tam roi w głowie... z czystej ciekawości. Jedynie do głów reptilianów nie miałem wstępu, ich rasa miała zablokowane umysły. Dlatego byłem wściekły, nie mogłem przewidzieć tak naprawdę co planuje Lilith.
   Wsiedliśmy do samochodu... i znów zamyśliłem się poważnie nad tą suką. Czyżby miała nas załatwić po kolei jak Christiana, czy po prostu jej wadził a ja tylko panikuję? Byłem pewny, że coś się stanie, dlatego wolałem mieć na oku Alyssę ile mogę a rodzeństwo powinno zająć się problemem, jeśli tylko ona się gdzieś pojawi. Sporadycznie ją widywano, pewnie nie raz mnie śledziła jednak nie czułem jej... to kolejny minus, wilkołaki, wampiry i czarownice jej nie wyczuwają. Dlatego nawet wilkołaki nie mogły nam pomóc, ponad to nie chciałem ich angażować. Alex ma swoje problemy a jako potencjalny alfa i świeży ojciec co prawda dwójki dzieci... nie chciałem robić mu kłopotów.
   Zatrzymałem się pod jej domem, nawet wjechałem na podjazd. W oknie poruszyła się firanka, usłyszałem w domu kroki znajome do Alexa.
-Niecierpliwi się. - odparłem nagle bez opamiętania.
-Skąd możesz wiedzieć?
-Też mam młodszą siostrę i też się o nią tak martwiłem całkiem niedawno.
-Zobaczymy się jeszcze, tak?
   Zaśmiałem się.
-Oczywiście, Al.
   Nagle zrobiła nagły ruch w moją stronę, jednak zawahała się. Ja odsunąłem się lekko, nie chciałem, by uległa emocjom i nie chciałem robić jej zawodu gdy wszystkiego się dowie i będzie miała inne spojrzenie na wampiry, w tym oczywiście na mnie.
   Wyszła bez słowa, ja to samo bez wahania odjechałem z piskiem opon. Prowadziłem szybko do domu, gdy tylko wszedłem do środka... była cisza jak makiem zasiał. Słyszałem tylko trzask w kominku palonego drewna i stuk szklanki.
   Wszedłem do salonu a zastałem tam Klausa, który sączył whisky.
-Nie gorączkuj się tak, bracie. - rzucił i napił się.
-Musisz ją załatwić. - oznajmiłem a on spojrzał na mnie.
-Nie licz na to. Ona jest silniejsza...
-Silniejsza od ciebie? - spytałem łapiąc go za słówko.














   Spojrzałem na niego wściekły. Jego argumenty były solidnym inwalidą, jednak chciałem dziś mieć spokój od denerwującego starszego brata dupka. Westchnąłem i do środka weszła właśnie Jane. Zasłoniła mi oczy, a ja uśmiechnąłem się lekko.
-Przecież, wiem, że to ty, Jane.
   Stanęła przede mną dumna.
-Widziałam się z pijaną Lilith.
   Klaus spoważniał, przestał się głupkowato uśmiechać i sączyć beztrosko alkohol.
-Jak to się z nią widziałaś? - spytałem zirytowany. Martwiłem się o nią, była drobna, jednak akurat zachowaniem i posturą dorównywała Lilith, choć wampir a łowca to duża przepaść rasowa. Gdyby ona była dobrze przygotowana moja siostra nawet nie miałaby szans.
-Spokojnie - zaśmiała się. - Poturbowałyśmy się lekko, ale myślę, że na jakiś czas mamy spokój. A ty, Klaus, mógłbyś się za nią wziąć.
-Dajcie mi spokój i chyba w trójkę sami dacie radę. Macie jeszcze Cath.
-Jakbyś nie wiedział na nią też poluje i ma dziecko. - warknąłem.
   Jane spojrzała na nas zauważając wyraźny konflikt który się rodził. Nie dogadywałem się nigdy z Klausem jak żadne z nas. Olałem sprawę i postanowiłem skonsultować się z Lucy. Jane poszła za mną a gdy zatrzymała mnie podejrzewała, co chcę zrobić.
-Lucy, potrzebuję cię. - odezwałem się jako pierwszy.
-Coś pilnego, tak?
-Przyjedź do nas do domu. - rozłączyłem się i gdy tylko Lu się zjawiła ja i Jane, nawet Klaus do nas dołączył.
-O co chodzi?
   Weszliśmy do grobowca. Ugryzłem Lu wpuszczając trochę jadu by mogła wejść do środka. Nie skakała z radości, jednak ciekawość jej była silniejsza od bólu. Podeszliśmy do ciała Christiana w trumnie.
-Mogłabyś utworzyć przejście żebym mógł się z nim zobaczyć?
   Jane spojrzała na mnie pełna obaw, jednak nic nie powiedziała. Nie mogła się ze mną kłócić czy nawet nie zgodzić, pewnie sama o tym myślała.
-Jesteś pewny? Ja nie wiem czy moja moc da radę...
-Jesteś najsilniejszą czarownicą jaką znam. Wierzę, że się uda.
-Dobrze, ale po wejściu do piekła masz dziesięć minut, potem zostajesz tam na zawsze.
-Dam radę.
   Siostra złapała mnie za ramię.
-Sam...
-Wrócę. - poczochrałem jej włosy i położyłem się na ziemi. Lucy rysowała jakieś pentagramy i różne wzory, objęła to w kółko i wypowiadała zaklęcia a ja powoli zapadałem się... w piekło.

   Stałem przed drzwiami naszego rodzinnego domu. Zapukałem z nadzieją, że tam może być. Gdy nagle... otworzył. Christian.














-Witaj, bracie.
   Wpadliśmy sobie w ramiona. Gdy weszliśmy do środka bez większych ekscesów, brat podał mi pomysł by pójść się przewietrzyć... gdy zbliżał się mrok po dłuższej rozmowie i wyznaniach siedzieliśmy w jakimś barze. Wszystko było tu puste, jak w piekle. Nie było tu nikogo.
-Co zrobiła Lilith?
-Miałem plan by ją przekabacić na swoją stronę - zaczął. - jednak nie jest głupia, zorientowała się szybko. Demon powoli mnie opuszczał gdy myślałem, co uczyniłem Cath i że to nie jest już do odwrócenia. Zacząłem grać w zabawę Lilith, byłem zagubiony, częściowo był we mnie demon, częściowo byłem sobą. Momentami... ona ma plan, Sam. Po kolei chce wymordować nas a zaczyna od Cath. Ma na celowniku również dziecko Cath i Alexa.
-Doszło to do ciebie w końcu.
-Po ilości wypitego alkoholu wiele rzeczy dociera do głowy. - odparł.












-Jednak można ją podejść, wiesz coś na ten temat.
   Brat znał ją bardziej niż ja, kiedyś romansowali, jednak wiadomo jak było. Lilith to modliszka, odgryza łeb kochankowi gdy nie jest jej już potrzebny i wyrzuca do śmieci ciało.
-Klaus. - odparł. - Kiedyś straciła dla niego głowę. Jedyny facet.
-Po wymordowaniu jej rodziny myślisz, że się opamięta? Ona nie spocznie, jest zdeterminowana. Chce być przewodniczącą Stowarzyszenia i zemścić się najpierw na tych którzy jej zniszczyli rodzinę która ją kochała.
-Nie mieliśmy wpływu na to co robi nasz braciszek rozpruwacz. - odparł wściekły.
   Gdy przypomniałem sobie, że mija właśnie dziesięć minut poderwałem się. Poklepałem brata po ramieniu i obiecałem, że go wyciągnę. Nie był zachwycony albo wątpił w realizm tego pomysłu. Jednak czułe pożegnanie i braterska rozmowa dała nam obojgu do myślenia.
   Gdy wróciłem Lucy leciała krew z nosa, powoli wstała.
-Wszystko okej... - poklepała mnie po ramieniu.
-Widziałeś go!? - wykrzyczała Jane a Klaus obserwował nas bacznie.
-Widziałem. Jednak... musimy znaleźć kogoś dla kogo straci głowę całkowicie.
-Nawet nie wiemy gdzie jest. - odezwała się Jane.
   Klaus nagle podszedł do nas i westchnął ciężko.
-Śledziłem ją jakiś czas temu. Zapuszcza się do rezerwatu i zdaje się kumpluje z wilkołakami. Jednak uważam, że powinniśmy jej dać tutaj wolną rękę, wydaje się, że właśnie oni ją zmieniają a szczególnie jeden wilkołak. Nazywa się Seth, intryguje ją jego obojętność względem niej a jak wiadomo Lilith to seksbomba, chce być zauważana, podziwiana i kochana w nocy w łóżku obcego, a wilkołak to dla niej wyzwanie. Ponad to... może dzięki nim porzucić łowiectwo i zmienić się. Albo... co ja popieram i wymyśliłem...
-Gratuluję - wtrąciła Lucy.
   Spiorunował ją wzrokiem i kontynuował.
-Albo niech ten Seth ją w sobie rozkocha, powoli, wiecie o co chodzi. Niech ona to w końcu poczuje. Niech jej zależy. A następnie podrzuci ją nam, będzie zrozpaczona, wykończona i wtedy ją zamkniemy u nas... ja proponuję tortury do momentu jej ostatniego tchnienia.
   Spojrzeliśmy się na siebie.
-Nie wtrącajmy w to wilkołaków. Ten Seth nawet jak większość wilkołaków nie będzie z nami współpracować.
-Może i masz racje. Ale on to jedyna deska ratunku. - skomentował Klaus i wyszedł.
   Ja byłem zdania, żeby odpuścić sobie ten pomysł. Nic dobrego z tego by nie wynikło... chyba, że skonsultuję pomysł z Alexem...


   Następnego dnia spotkałem się z nim z dala od domu rodzinnego Alexa i Alyssy, by ta nas nie zobaczyła.
-Nie reaguj pochopnie, dobra? - zacząłem.
-Wal śmiało. - uśmiechnął się lekko.
-Zakręciła się wokół was dziewczyna.
-Ta, zgadza się. - przyjrzał mi się uważnie.
-Jednak to Lilith, łowca cieni, ze stowarzyszenia w Nowym Orleanie. Kiedyś bardzo ktoś jej od nas zaszkodził, z naszej rodziny i się mści. Cath jest na celowniku, jej syn... my. No i Ty i Alyssa.
-Dlaczego my? Nie mamy nic z tym wspólnego?
   Podziwiałem go za jego spokój i odwagę. Od chwili gdy ma dziecko chyba się trochę uspokoił.
-Przeciwnie. Słuchaj... Ethan, dziecko Cath i Christiana to tak naprawdę dziecko twoje i jej. - spojrzał na mnie jakby rozbawiony.
-Nie możliwe.
-Słuchaj. A jak mogło do tego dojść skoro spała z tobą wtedy na plaży, czas zajścia w ciążę łączy się ze sobą w czasie. Poza tym wampiry nie mogą mieć dzieci, nie my. Znaczy... słuchaj, Lucy, przyjaciółka Cath zrobiła na początku badania za pomocą czarów. To wyda ci się niemożliwe, ale... to dziecko jest synem twoim i jednocześnie Christiana.
-Co?
-Zdarzają się takie przypadki nawet w świecie ludzi ale fakt jest taki że spała w podobnym okresie z tobą i z Christianem. Gdy od ciebie odeszła w ten dzień. W każdym razie nie spotykaj się z nią, nie dzwoń nie kontaktuj. Nawet z synem, chodzi o to, że Lilith was obserwuje.
-Jak ją powstrzymać? - wydusił w szoku.
-Jest u was w sforze Seth, prawda?
-I co?
-Ona jest nim zaintrygowana, nienawidzi wilkołaków jednak wy zmieniacie jej zdanie przez wasze nastawienie do świata, waszą dzikość, niezależność i radość z życia. Ona jest suką, zdeterminowaną w stanie zabić by wrócić do Orleanu. Chce głowy każdego z nas i odzyskać swoje miejsce na ziemi. Jednak my chcemy ją zwabić podstępem.
-Seth na to nie pójdzie. Mówił nam o niej, ma podejrzenia...
-To spraw, by przekonał się do tego pomysłu. Chcemy byście nam pomogli i uratowali nie tylko siebie. Ona jest niebezpieczna, kiedyś spaliła w agonii miasto Morganville i chciała podpalić również część Orleanu. Nie spocznie w działaniach. Przekonaj Setha do tego pomysłu. Gdy nam ją sprowadzi my się skutecznie nią zajmiemy. Jednak nie pokazuj niechęci do niej, musi być jak wcześniej. Ufam ci i lubię, więc mam nadzieję, że dotrzymasz mi kroku w tej sprawie. A po całej sytuacji doprowadzę cię do dziecka które ci się należy. Chociaż widywanie, Kath ma brata... nie ukrywaj przed sobą i nią faktu. Christian długo nie wróci z piekła,Lilith go wykończyła. O więcej nie pytaj gdybyś potrzebował pomocy wezwij mnie. Daj znać, co odparł na to Seth i jak się ma sprawa, informuj mnie.
   Odszedłem bez słowa i zniknąłem w lesie. Musiało się udać albo pozostaje zmuszenie Klausa... co grozi poważnym konfliktem.
   Zjawiłem się na tym boisku gdzie upadła Alyssa. Źle, że wtedy zareagowałem tak pospiesznie...? Jednak... nie pozwoliłbym jej umrzeć... nie mogę ukrywać tego kim jestem do tego stopnia by pozwolić jej umrzeć...
   Spojrzałem na pierścień Volturii z verbeną. Musiałem być silny do momentu gdy nie dowie się wszystkiego, lub nie przypomni.