poniedziałek, 5 lutego 2018

Od Cathy

   Nie sadzilam, ze cos zdziwi mnie jeszcze bardziej. Parzylam na niego pelna obaw i pierwszy raz od dawna poczulam przerazenie. Jednak gdy wielki wilk podszedl blizej mnie i tracil lbem polozylam dlon ostroznie na jego ciemnym grzbiecie. W tym momencie przestalam sie bac, siebie jak i wszystkiego dookola. Nie moglam jednak wyluzowac, ciagle w glowie mialam moment w ktorym zmienilam swoje zycie.
   Alex zmienil sie w czlowieka i patrzyl na mnie oczekujac jakichkolwiek slow z mojej strony,jednak nie umialam nic z siebie wydusic.
-Wszystko dobrze? - spytal ostroznie.
-Tak... Po prostu... Nie wiem kim jestem... Ty wiesz. Ja zmienam I zniszczylam rodzicom zycie. Sobie rowniez.
-Moze to wyglada zle, ale spojrz na to z innej strony...
-Ta ksiega... Wiesz... Uznasz, ze to glupie... Ale jesli nie uzywam jej chocby dzien to slysze jak do mnie mowi... Slysze glos... W jezyku mojego prawdziwego pochodzenia... Wlasciwie... Czy wilkolaki nie cenia sobie egzystencjalnej tajemnicy?
-Chyba wataha nie bedzie miala nic przeciwko. - odparl spokojnie.
  Westchnelam ciezko.
-Musze wiedziec kim jestem... Ta cala sytuacja mnie stresuje... Mama sie do mnie nie odzywa... Ojciec... Jest dziwny, odebral mi ksiege... Nie rozumiem dlaczego.
-Gdy nie ma jej przy Tobie to stajesz sie agresywna? - spytal nagle co mnie zdziwilo.
-Tak... A... Skad wiesz?
-Dowiem sie czegos na ten temat i dam Ci znac do czego doszedlem.
  Przegryzlam warge. Ojciec zabronil mi kontaktu z kimkolwiek z poprzedniej szkoly I otoczenia. Na moje szczescie nikt mnie tam nie lubil ze wzgledu mojego koloru skory. Teraz? Jak przyzwyczaic sie do tej sytuacji?

  Po powrocie do domu zabarykadowalam sie w pokoju i gdy tylko zasneli rodzice wyjelam kufer z pieniedzmi. Adrien bedzie szukal forsy... I towaru. Dowie sie z czasem ze zmienilam miejsce zamieszkania I pozna mnie po zapachu krwi. Na odstresowanie rozerwalam wkreczek z kokaina i zrobilam kreske na biurku. Nowe zycie nie oznacza calkowite jego porzucenie...
   Gdy wciagnelam przez dolara jedna kreske nic nie poczulam... Jednak po kolejnych czulam sie dobrze... Dobrze? To zle okreslenie tego w jakim stanie sie znalazlam. Tak, bylam uzalezniona. I tak, bylo mi z tym dobrze...
  Gdy lezalam na lozku wiercac sie niesamowicie uslyszalam glos. Te same slowa ktore wypowiada ksiega. Ruszylam za glosem nie zwazajac na to czy obudze rodzicow. Gdy schodzilam na dol pojawil sie w drzwiach do kuchni moj brat. Spojrzalam na niego w szoku a on gdy zobaczyl jak wygladam wsciekl sie I ruszyl na gore w strone mojego pokoju.
-Gdzie to kurwa masz? - warknal przewracajac moj pokoj do gory nogami.
-Co Ty robisz?! - krzyknelam wsciekla.
-Masz szczescie ze rodzicow nie ma...
-Przeciez spia...
-Jestes tak zcpana ze nie wiesz nawet kiedy rodzice wychodza. Gdzie to kurwa jest?
-Nie twoj interes! - krzyknelam.
  Gdy wyjal worek z resztka kokainy ruszyl do lazienki. Zaczelam sie smiac gdy to robil. Zwijalam sie ze smiechu, a on wkurzal sie jeszcze bardziej. Gdy wrocil do pokoju wraz ze mna zobaczyl kase. W tym momencie spowaznialam. Spojrzal na mnie i rzucil we mnie torba pelna forsy.
-Skad to masz? To Ty obrabowalas tego jubilera?!
  Wybuchnelam smiechem.
-Ale Ty jestes glupi!
  Zlapal mnie za ramiona I potrzasn mna.
-Jestes chora. Musisz sie leczyc.
-Odwal sie. - odepchnelam go.
-Wynos sie.
  Moj brat nie nalezal do opanowanych osob. W gruncie rzeczy byl hybryda... Wampir I wilkolak. Jak to mozliwe? Ugyzl go wampir gdy mial 10 lat, potem stoczyl walke z mlodym wilkolakiem, ktory bronil terytorium. Nigdy nie wierzylam w te bajki, jednak gdy tyle sie zaczelo dziac w moim zyciu powinnam wierzyc nawet w jednorozce.
   Agresywnie zareagowal i nie mogac sie uspokoic wyszedl. Z tego co wiem nie nalezal do watahy ani nie przepadal za wampirami. Sam za soba nie przepadal. Za tym, kim jest.
  
   Rano dostalam list. Ojciec usiadl naprzeciwko mnie gdy zbieralam sie do szkoly. Wreczyl mi list z dziwna mina.
-Zanim go przeczytasz musisz zrozumiec,ze to dla twojego dobra.
   Serce mi stanelo. Co to za list? Dla mojego dobra? Nawet w filmach nie brzmi to dobrze i nigdy nie wrozylo nic dobrego.
   Otworzylam. I nie moglam uwierzyc.

   Ayo Lessedi

  Jestesmy zmuszeni zaprosic, o Ile nie zabrac pania do Szkoly Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Jako mloda osoba ktora weszla do swiata magii I ma umiejetnosci magiczne uznajemy to za pozny objaw, ktory niestety jest niedopuszczalny. Rodzice beda odpowiadac za to w Ministerstwie Magii i Czarodziejstwa. Zaklecie zmiennoksztaltne jest zaliczane do czarnej magii, co wiaze sie z wielkimi konsekwencjami rodzicow. Zapraszamy o stawienie sie Pani Ayo Lessedi w dniu 23.04.18
                           
         Z powazaniem
                Miranda Hopkins

   Spojrzalam na ojca. To juz za poltora tygodnia...!Co Ja najlepszego zrobilam?! I jaka szkola!? Hogwart?! Co do cholery...?!  Rzucilam list i wybieglam z domu kieruja sie przed siebie. Wyjelam telefon gdy zatrzymalam sie na chwile I zadzwonilam do Alexa. Nie odbieral. Wsciekla rzucilam telefonem, jednak zaraz go podnioslam. Scisnelam go mocno w dloni i przeklnelam pod nosem.
   Gdy szlam w strone plazy w ogole nie znajac okolicy uslyszalam dzwonek telefonu. Alex.
-Cholera, po co Ci ten telefon co?! Gluchy jestes?!
-Gdzie jestes? - spytal slyszac ze placze I jestem cala roztrzęsiona.
-Nie wiem... Na jakiejs plazy... Jest tu niedaleko jakies urwisko..
-Stoj tam. 
   Rozlaczyl sie.
   Co ja teraz zrobie?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz