W szkole nie robilam zupelnie nic... myslalam i zajelam sie rysowaniem marginesu. Na lekcjach praktycznie nic nie robilam, ignorowalam zaczepki innych. Myslalam o tym co sie stalo w lesie. Adrien lubi miec wladze, a gdy ktos sie mu sprzeciwia... Moze obawiac sie przez jakis czas jego odwetu.
Nie przejmowalam sie tym, jednak myslalam o tym czy nie zniknac na jakis czas z miasta... Tylko... Gdzie...?
Wyszlam z polowy lekcji, nudzily mnie. Gdy minelam nauczycielke biologii nawet sie nie nie zawahalam. Zaczela mnie wolac,jednak ja pchnelam drzwi i ruszylam prosto do domu.
Musialam zmienic wizerunek,tylko jak skoro wszyscy w miescie mnie znaja,nawet z wygladu. Jestem czarna, nie zmienie koloru skory, koloru wlosow rowniez. Zestresowana sytuacja ruszylam na strych,gdzie byly rzeczy moich rodzicow, tych biologicznych. Dostalam rzeczy ktore nalezaly do nich, jednak mialam je otrzymac do rak gdy bedzie odpowiednia pora. Tak mowili rodzice...
Gay w koncu po poszukiwaniach znalazlam skrzynie pomalowana recznie,palcami moich przodkow z ciezkim sercem zajrzalam do srodka. Sterty papierow, zapiski, ksiega... Niestety nie bylo to napisane po angielsku... Tylko w jezyku amba (bantu). Ten jezyk jest praktycznie na wyginieciu, nikt w cywilizowanym swiecie nawet o nim nie slyszal. Tak jak malo osob slyszalo o Republice Konga, ktora slynie z legendy o wielkiej malpie King Kong. A dlaczego niby ludzie z mojej szkoly od dziecka mnie wysmiewaja? King Kong? Te wyzwiska Sa ze mna odkad ojciec mnie Tu sprowadzil.
Jednak na moje szczescie pamietalam cos z tego jezyka i przebrnelam przez pare stron dziwnej ksiegi. Na jednej ze stron bylo napisane, ze nikt nie moze wiedziec o tej ksiedze. Jest to jedyna taka na swiecie I jest niebezpieczna.
Musialam czytac slowa uwaznie, jednak nie wiedzialam co to dokladnie jest. Ze slow nic nie rozumialam... Jednak potem bylo coraz gorzej...
Wyszlam do lasu poznym wieczorem I usiadlam pod tym samym drzewem. Czytalam ksiege z coraz wiekszym zainteresowaniem.Moja cywilizacja jest na wyginieciu, a nasza historia jest fantastyczna.
Nagle ksiega zaczela przewracac sama kartki, rzucilam ja na trawe, wstalam I rozgladalam sie dookola przestraszona.
Ksiega ukazala mi kartke z obrazkiem a na srodku bylo napisane Ukushintsha komzimba czyli wymiana cial. Nie sadzilam,czy nawet dobrze to przetlumaczylam. Jednak jesli zapiski mamy i ojca mowia prawde... Powinnam z tego cos zaczerpnac...
Znam wampira, nie jestem sceptykiem... Moze i to nie okaze sie bujda. Czytajac i cwiczac cala noc ta ksiege nie stalo sie nic... Jednak... Kolejnej nocy...
Po wypowiedzeniu slow ktore sprawily ze moje zycie sie kompletnie zmienilo...
Popelnilam najwiekszy blad w zyciu. Zmienilam sie, przybralam wyglad kogos innego. Moj wyglad odszedl w zapmnienie... A co najgorsze... Gdy moje cialo sie zmienilo... Eh... Cala przemiane widzial ten chlopak... Ktory jest tu zbyt czesto... Alex...
Nie przejmowalam sie tym, jednak myslalam o tym czy nie zniknac na jakis czas z miasta... Tylko... Gdzie...?
Wyszlam z polowy lekcji, nudzily mnie. Gdy minelam nauczycielke biologii nawet sie nie nie zawahalam. Zaczela mnie wolac,jednak ja pchnelam drzwi i ruszylam prosto do domu.
Musialam zmienic wizerunek,tylko jak skoro wszyscy w miescie mnie znaja,nawet z wygladu. Jestem czarna, nie zmienie koloru skory, koloru wlosow rowniez. Zestresowana sytuacja ruszylam na strych,gdzie byly rzeczy moich rodzicow, tych biologicznych. Dostalam rzeczy ktore nalezaly do nich, jednak mialam je otrzymac do rak gdy bedzie odpowiednia pora. Tak mowili rodzice...
Gay w koncu po poszukiwaniach znalazlam skrzynie pomalowana recznie,palcami moich przodkow z ciezkim sercem zajrzalam do srodka. Sterty papierow, zapiski, ksiega... Niestety nie bylo to napisane po angielsku... Tylko w jezyku amba (bantu). Ten jezyk jest praktycznie na wyginieciu, nikt w cywilizowanym swiecie nawet o nim nie slyszal. Tak jak malo osob slyszalo o Republice Konga, ktora slynie z legendy o wielkiej malpie King Kong. A dlaczego niby ludzie z mojej szkoly od dziecka mnie wysmiewaja? King Kong? Te wyzwiska Sa ze mna odkad ojciec mnie Tu sprowadzil.
Jednak na moje szczescie pamietalam cos z tego jezyka i przebrnelam przez pare stron dziwnej ksiegi. Na jednej ze stron bylo napisane, ze nikt nie moze wiedziec o tej ksiedze. Jest to jedyna taka na swiecie I jest niebezpieczna.
Musialam czytac slowa uwaznie, jednak nie wiedzialam co to dokladnie jest. Ze slow nic nie rozumialam... Jednak potem bylo coraz gorzej...
Wyszlam do lasu poznym wieczorem I usiadlam pod tym samym drzewem. Czytalam ksiege z coraz wiekszym zainteresowaniem.Moja cywilizacja jest na wyginieciu, a nasza historia jest fantastyczna.
Nagle ksiega zaczela przewracac sama kartki, rzucilam ja na trawe, wstalam I rozgladalam sie dookola przestraszona.
Ksiega ukazala mi kartke z obrazkiem a na srodku bylo napisane Ukushintsha komzimba czyli wymiana cial. Nie sadzilam,czy nawet dobrze to przetlumaczylam. Jednak jesli zapiski mamy i ojca mowia prawde... Powinnam z tego cos zaczerpnac...
Znam wampira, nie jestem sceptykiem... Moze i to nie okaze sie bujda. Czytajac i cwiczac cala noc ta ksiege nie stalo sie nic... Jednak... Kolejnej nocy...
Po wypowiedzeniu slow ktore sprawily ze moje zycie sie kompletnie zmienilo...
Popelnilam najwiekszy blad w zyciu. Zmienilam sie, przybralam wyglad kogos innego. Moj wyglad odszedl w zapmnienie... A co najgorsze... Gdy moje cialo sie zmienilo... Eh... Cala przemiane widzial ten chlopak... Ktory jest tu zbyt czesto... Alex...
-Co do...
Spojrzalam na niego i ze lzami w oczach nie wiedzialam co zrobic. Podnioslam ksiege z ziemi i wzielam ja pod pache. Musialam go minac,poniewaz stal na drodze w strone mojego domu.
Chociaz... Jak ja tam wroce??? Przeciez wygladam inaczej!!!
Alex zatrzymal mnie rowniez w szoku.
-Co to bylo? Kim Ty jestes ?
-Ja...n...nie wiem... Nie wiem co zrobilam... To... Przez to...
-Pokazalam mu ksiege.
-Co to jest?
-Nie moge powiedziec... Ale ona mnie zmienila... Myslalam ze to sie nie stanie... Boze...!
-Uspokoj sie... Odprowadze cie...
-Cholera... Ale wygladam inaczej... Jak rodzice zareaguja?!
Odprowadzil mnie do domu. Gdy wpuscil mnie ojciec... jakby wiedzial co moglam zrobic... Usiadlam na kanapie i patrzylam na niego zaplakana.
-Uzylas tego? - spytal wsciekly. - Mowilem Ci cos pare lat temu...
-Mam 18 lat! Mam prawo...
-I co? Warto bylo? Teraz musimy sie przeprowadzic... Do rezerwatu bedzie najlepiej... I tam jest szkola w ktorej nic ci sie nie stanie...
-Co masz na mysli? Co ma mi sie stac?!
-Marsz do pokoju, Ayo. Musze zalatwic nam nowe dokumenty... I pomowic z matka...
Rano widzialam powoli plusy. Mialam zmienic wizerunek... i zmienilam... jednak... co dalej? Tak po prostu zmienie swoje zycie...? Ubralam sie w nowe ubrania od mamy ktore lezaly na dole w salonie i przebralam sie. Wygladalam... jak nowa zupelnie osoba... Zatracilam sie w tym przez chwile...
Wygladalam naprawde dobrze... jednak... komu odebralam cialo? Nie doczytalam efektow tego zaklecia...
Gdy podziwialam siebie w lustrze i w aparacie telefonu ktos zaczal pukac w okno.
Odwrocilam sie przestraszona i obudzilam sie w koncu z wrazenia o nowym ciele. Alex. Stal pod oknem. Ile on mnie tak obserwowal...?
Otworzylam drzwi ogrodowe do pokoju i wpuscilam go.
-Co twoi rodzice na zmiane?
-Oni... Tata podjal kroki... zmiany dokumentow, miejsca zamieszkania... dowody osobiste... Wyglad... Wszystko... mial swiadomosc, ze moglo sie to zdarzyc...
Znow zaczelam plakac.
-I nowa szkola... do rezerwatu...
-Czyli do mojej szkoly... Przynajmniej bedziesz bezpieczna...
-Obchodzi cie to w ogole? - spowaznialam.
-Tak... wiesz... - nagle zamilkl, gdy podszedl blizej mnie by mnie objac.
Nagle powiedzial, ze musi wyjsc...
Odwrocilam sie do lustra i spojrzalam na siebie. Juz wiem... wiem, co sobie o mnie pomyslal... ze sie tym nie przejmuje... ale... z jednej strony... nic mi sie nie stanie z rak Adriena...
Poszlam do swojego pokoju. Kasa lezala gdzie zawsze. Spakowalam to do torbz dla niepoznaki. Forsa nalezy do mnie. Nie do Adriena. Tak samo jak towar ktory do niego dostalam. Juz mnie nikt nie pozna ani nie znajdzie...
Nagle pojawilo sie w mojej glowie pytanie... Kim ja do cholery tak naprawde jestem...?
-Uzylas tego? - spytal wsciekly. - Mowilem Ci cos pare lat temu...
-Mam 18 lat! Mam prawo...
-I co? Warto bylo? Teraz musimy sie przeprowadzic... Do rezerwatu bedzie najlepiej... I tam jest szkola w ktorej nic ci sie nie stanie...
-Co masz na mysli? Co ma mi sie stac?!
-Marsz do pokoju, Ayo. Musze zalatwic nam nowe dokumenty... I pomowic z matka...
Rano widzialam powoli plusy. Mialam zmienic wizerunek... i zmienilam... jednak... co dalej? Tak po prostu zmienie swoje zycie...? Ubralam sie w nowe ubrania od mamy ktore lezaly na dole w salonie i przebralam sie. Wygladalam... jak nowa zupelnie osoba... Zatracilam sie w tym przez chwile...
Gdy podziwialam siebie w lustrze i w aparacie telefonu ktos zaczal pukac w okno.
Odwrocilam sie przestraszona i obudzilam sie w koncu z wrazenia o nowym ciele. Alex. Stal pod oknem. Ile on mnie tak obserwowal...?
Otworzylam drzwi ogrodowe do pokoju i wpuscilam go.
-Co twoi rodzice na zmiane?
-Oni... Tata podjal kroki... zmiany dokumentow, miejsca zamieszkania... dowody osobiste... Wyglad... Wszystko... mial swiadomosc, ze moglo sie to zdarzyc...
Znow zaczelam plakac.
-I nowa szkola... do rezerwatu...
-Czyli do mojej szkoly... Przynajmniej bedziesz bezpieczna...
-Obchodzi cie to w ogole? - spowaznialam.
-Tak... wiesz... - nagle zamilkl, gdy podszedl blizej mnie by mnie objac.
Nagle powiedzial, ze musi wyjsc...
Odwrocilam sie do lustra i spojrzalam na siebie. Juz wiem... wiem, co sobie o mnie pomyslal... ze sie tym nie przejmuje... ale... z jednej strony... nic mi sie nie stanie z rak Adriena...
Poszlam do swojego pokoju. Kasa lezala gdzie zawsze. Spakowalam to do torbz dla niepoznaki. Forsa nalezy do mnie. Nie do Adriena. Tak samo jak towar ktory do niego dostalam. Juz mnie nikt nie pozna ani nie znajdzie...
Nagle pojawilo sie w mojej glowie pytanie... Kim ja do cholery tak naprawde jestem...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz