wtorek, 17 kwietnia 2018

Od Sama

   Nie byłem wcale zaskoczony, bardziej chodziło mi o to, że tam w jej grupie wilkołaków na pewno istnieje jakiś pies, który jest jej przypisany stadnie. Pod wpływem brata czy kogokolwiek może zmienić zdanie na mój temat, oczywiście, nie będę stawał jej na drodze, zrobi co uważa. Dlatego między innymi nie chciałem ingerować w jakiś związek czy uczucie między nami, choć rodziło się od dawna.
-Dziś wieczorem są moje zaległe urodziny... wilkołaki będą, chcesz wpaść...?
   Nie byłem zadowolony z propozycji, patrząc i czekając aż któryś do niej podejdzie i... po prostu na samą myśl aż się we mnie gotowało. Mógłbym bez wahania oderwać łeb jednemu z nich nie zważając na pakt.
-A jak już przy urodzinach jesteśmy... - odszedłem do salonu i podarowałem jej bukiet kwiatów białych róż i pudełeczko.
   Spojrzała na mnie zaskoczona.
-Wiedziałeś, kiedy mam urodziny?
-Powiedzmy profesjonalnie, że studiowałem twoją kartotekę. - uśmiechnąłem się.
-Białe to czasem nie oznaczają pogrzebu? - zaśmiała się.
-U gatunku ludzi owszem, ale ja uznaję je za wyjątkowe bo są niezwykle rzadkie. Jak taka osoba jak Ty, Alysso.
   Spojrzała na mnie poważnie i po prostu mnie pocałowała.













   Nie wiem, jak to wyjaśnić, jednak czułem, że już dawno temu przed laty kochałem osobę identyczną jak ona... nie chodzi tu o jakieś sentymenty, dlatego coś do niej czuję. Tamtym razem był to romans przelotny, nic nie znaczący... potem się posypało. Tym razem czuję i ona chyba też, że to coś niezwykłego.
   Odsunąłem się od niej i podałem jej pudełko.
-Co tu jest? - spytała ciekawa.
-Zamknij oczy. - uśmiechnąłem się i gdy to zrobiła, ja otworzyłem pudełko. Założyłem jej na nadgarstek bransoletkę z drewnianym wilkiem i po drugiej stronie był symboliczny srebrzany nietoperz.
   Gdy otworzyła oczy i spojrzała na nią uśmiechnęła się uroczo.
-To... chyba najpiękniejsza rzecz jaką dostałam... od serca.
-Lepiej tego bym nie ujął.
   Wstawiła kwiaty do wazonu i nagle spojrzeliśmy na zegarek oboje, jakbyśmy pomyśleli o tym samym. Alyssa poszła założyć buty i złapała mnie za rękę.
-Idziemy... spóźnię się na własne urodziny...
-A o której to się zaczyna?
-20 z kawałkiem.
-Jesteśmy spóźnieni dwadzieścia minut, Al. - zaśmiałem się.
-No właśnie! Dodaj gazu i jedziemy.
   Wsiadłem za kierownicę i spojrzałem na nią.
-Jesteś tego pewna? - spytałem podejrzliwie.
-Tak, no co się patrzysz? Jedziemy, Sam!
   Docisnąłem gaz i odjechałem czarnym volvo, a ona aż przyległa lekko do mojego ramienia.
-Oszalałeś?!
-Sama chciałaś, żebym dodał gazu. - zaśmiałem się pod nosem i dzięki temu w trzy minuty byliśmy na miejscu.
   Wysiadła z samochodu a ja zaraz po niej. Podszedłem do niej i miałem mieszane uczucia.
-Nie powinienem tu być.
-Czemu? Bo jesteś wampirem? Jesteś ze mną, więc masz prawo tu być.
   Gdy weszliśmy, ja obejmując ją, ona, rozmawiając ze mną śmiejąc się jak oszalała bo starałem się rozluźnić atmosferę... w środku w jej domu była już cała zgraja wilkołaków którzy na mój widok nie byli zaskoczeni. Obserwował nas szczególnie jeden z nich, a raczej moją Al. Tak, bo była moja... inaczej... moje serce już skradła i należało do niej, to ja należałem już do niej.
  Podszedł do nas ten który nas obserwował. Spojrzał na mnie, potem na Alyssę.
-W końcu jesteś.
-Przepraszam, ale nie pamiętam was wszystkich, straciłam pamięć... - uśmiechnęła się lekko zdenerwowana.
   Złapałem ją w pasie w geście otuchy, wilkołak spojrzał na nas i na nią, jednak nic nie powiedział.
-Hm, dobrze... jestem Dean. - przedstawił się.
   Zapamiętam, oj, zapamiętam to imię na dobre.
-Al! Chodźcie!  - zawołał Jacob.
   Jacob i Alex raczej nic do mnie nie mieli, reszta nie znała, jak tylko wyczuli zapach ode mnie objawiający pijawkę i to przy Alyssie... na pewno nie byli zadowoleni, jednak - co mnie to interesowało?
 -Chodź, solenizantko... - zaczął Dean i chcąc ją ode mnie zabrać.
 -Pozwolisz, że sam ją zaprowadzę. - odparłem.
-Yhm... dobra... widzimy się potem.
   Al uśmiechnęła się a ten palant odszedł.
   Ja tylko sobie pomyślałem - debil.














   A tak szczerze? Dobrze, że nie robił kroków w jej stronę... byłoby źle. Dla nas wszystkich. Nie to, że żebym się wywyższał, ale zawsze to powtarzałem. Jestem Volturii, synem pierwotnych wampirów którzy byli nawet przed ich wysypaniem się na Ziemię. Tacy jak akurat on powinni na siebie uważać, nie z jednym walki stoczyłem i znam ich triki. Dlatego opanowanie Alyssy było proste, tym bardziej, że coś nas łączyło. Nigdy nie bałem się wilkołaków, większej czy mniejszej ilości. A ze względu na tytuł jednego z synów pierworodnego wampira którego raczej wszyscy znają... Alyssa była najbezpieczniejsza przy mnie.
   Gdy Al pomyślała życzenie i zdmuchnęła świeczki wszyscy składali jej życzenia a Alex zawinął mnie gdzieś w bok.
-Mogę cię prosić? - poszedłem za nim i gdy ustaliśmy spojrzeliśmy sobie w oczy. - Co to ma być? To impreza dla wilkołaków, co ty z nią robisz?
-Wybacz, Alex, ale będę szczery. Kocham ją, ona z tego co twierdzi też...
-Namieszałeś jej w głowie. Ona ma już kogoś tutaj, przypisanego.
-Ale to nie przypisanie z miłości, to przypisanie stadne. Dla dobra nie tylko jej ale ogółu. Zrobiłeś coś w sprawie z Lilith? Rozkręca się.
-Coś zrobiła?
-Alex, nie chcę mówić ci na urodzinach siostry i gdy masz swoje życie...
-Coś z Cath?
-Prawdopodobnie jakiś mężczyzna, łowca zaatakował ją gdy była sama z dzieckiem...
-Coś się stało dziecku?!
-Nie, dziecko jest całe... rzecz w tym, że ono poważnie jest twoje i Christiana, mój brat akrualnie siedzi w piekle zamknięty na wieki jeśli go nie wyciągnę... a Cath... nie żyje. Miałem nic nie mówić jednak powstrzymaj się z mówieniem o tym komukolwiek.
-Nie próbowaliście jej ratować?!
-Nie dało rady. Ten mężczyzna skatował ją, jej twarz była nawet nie do złożenia magicznie. Śmierć uległa długo przed zjawieniem się reszty. Potem dotarłem ja. Słuchaj, niech szybko działa Seth bo tu już przestało chodzić o Lilith. Chodzi o tego który to zrobił, może jej dawna grupka się tu pałęta, a jak złapiemy ją złapiemy łatwo resztę i dojdziemy kto to zrobił.
 -Seth wie o wszystkim, za jakiś czas może będą widoczne efekty, czas pokaże. A ty nawet nie dopilnowałeś żeby ona żyła. Dziecku też mogło się coś stać... i ja mam puścić Alyssę w twoje ręce?
-Jej nie stanie się przy mnie krzywda. Cath była załamana od odejścia twojego, potem Christiana, robiła głupoty. Kto wie co zrobiła przed śmiercią?
-Nie jesteś odpowiedni dla Al. Nie jest bezpieczna.
   Spojrzałem w dal na nią.














   Po czym uśmiechnąłem się i zreflektowałem.
-Ty tak uważasz. - odparłem i odszedłem, zatrzymał mnie jeszcze, przerwałem mu to co miał do powiedzenia. - Ty odpuść, zadbam o nią lepiej niż ten cały Dean. I wybacz, nigdzie się stąd nie ruszę. Chyba, że chcesz walczyć ze mną i resztą na oczach siostry, która długo ci tego nie wybaczy bo mnie kocha. Chodzi mi o jej dobro, czuję, że jest ze mną szczęśliwa, nie odpuszczę. Będzie chciała tego bardzo to wtedy sam odejdę, jednak gdy będzie potrzebować ochrony czy pomocy... nigdy jej nie zostawię. I prośba, weź ją do serca... schwytajmy tą grupę nielegalnych łowców bo robi się coraz gorzej.
   Odszedłem do Alyssy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz