Alex miał rację, to był fatalny pomysł. Może nie umiałem ogarnąć wilkołaka podczas pełni, ale umiałem ogarnąć Alyssę... byłem tego pewny. Gdy wyszliśmy z jej domu przytuliłem ją... brakowało mi tego, wiedziałem, że jej również.
-Gdzie idziemy?
-Chodźmy do mnie, co? - zaproponowałem, a on się zgodziła.
Weszliśmy do środka. Dziś pełnia więc rodzeństwo na pewno jest na łowach, nie polowali od dwóch miesięcy... ja od trzech...
-Jesteś głodna?
-Zróbmy coś wspólnie. - uśmiechnęła się.
Spojrzałem na nią zaskoczony i zgodziłem się. Gdy szukalismy przepisu który zadowoli nas oboje ( starałem się nie jeść mięsa, wzbudzi mój apetyt), podała mi książkę kucharską.
-Masz w tej waszej domowej bibliotece nawet książki kucharskie... Co powiesz na kurczaka w czekoladzie? Lubię próbować nowe smaki...
-Wolałbym nie jeść mięsa...
-Jesteś wegetarianinem? Weganem? - zdziwiła się.
-Nie... - spojrzeliśmy sobie w oczy i... po prostu, stało się.
Z początku chciałem ją odciągnąć, jednak gdy mnie pocałowała poczułem przyjemną dla mojej lodowatej skóry falę gorąca. Nie zważała na moją temperaturę, dawno by odskoczyła ode mnie... a ja poczułem jej nagrzane jak nigdy wcześniej ciało.
Zaczyna się...
Odsunąłem ją od siebie i pogładziłem po policzku czule.
-Zadzwonię do siostry, czy wszystko gra, okej?
-Dobra, to co jemy?
-Zrobimy krewetki w cieście francuskim.
Spojrzała na mnie dziwnie.
-Chyba nigdy tego nie jadłam... nie pamiętam... to owoce morza, fu...
-Zaufaj moim umiejętnościom kulinarnym, dobra? Wyjmij produkty, mam wszystko.
Odszedłem na chwilę i zadzwoniłem do Alexa.
-Jej skóra jest wrząca, nawet tego nie czuje. Myślisz, że...
-Tak. - usłyszałem w tle ich zdaje się kumpli. - Dasz sobie radę?
-Tak...
-To przyjadę.
-Nie wchodź do domu, czekaj w lesie. Coś będzie nie tak to dam znak.
Rozłączyłem się i wróciłem do niewinnej, słodkiej Alyssy. Nie mogłem się opanować, pocałowałem ją czuje w policzek bezszelestnie zjawiając sie za jej plecami.
Uśmiechnęła się lekko, otwierając krewetki.
Gdy nagle wybiła północ na zegarach, a Al... aż jej skóra sie dymiła. Widziałem w jej oczach zagubienie, niepewność, niepokój... Przytuliłem ją mocno wyprowadzając na zewnątrz. Nie posunę się do tego, by zakuć ją w dyby które są w tunelach pod domem...
Wyrywała się, gdy się przemieniała widziałem łzy w jej oczach z przerażenia... Aż w końcu... zmieniła się... stanęła przede mną warcząc.
Opanowanie obserwowałem ją.
-Al, spokojnie. - zawarczała jeszcze głośniej, zacisnąłem zęby. - To ja, Sam. Nie wiem co czujesz, skąd mam wiedzieć, ale nie jestem przerażony. Nie bój się, ja też przechodzę przez pełnię...
Rozjuszona aż przebierała łapami szczerząc kły.
-Alysso, jestem wampirem. A Ty wilkołakiem. To masz w genach, Alex też jest tym, jego kumple, twoja rodzina... to twoje prawdziwe ja, przed którym próbowaliśmy cię jakiś czas ochronić.
Nagle zamarła wpatrując się we mnie a ja w nią.
Nagle odwrociła się i pobiegła a ja za nią. Czułem niedaleko Alexa, biegł w postaci wilka zaraz za siostrą.
-Miałeś jej pilnować! - wrzasnął.
-Tak, tylko, że natury nie oszukasz. Słuchaj, nie obwiniajmy się, jeśli przekroczy granicę łowcy panujący na terenach tutejszych ją postrzelą... - spanikowałem.
Nagle gdy się zbliżała do końca wyprzedziłem ją i stanąłem przed jej pyskiem. Stanęła wściekła.
-Alyssa... znasz prawdę. Teraz chcę oficjalnie ci powiedzieć... zrobisz co chcesz, ale kocham Cię, Al.
-Co...? - usłyszałem w myślach głos Alexa.
Spojrzałem na niego i na wilczycę... nagle... po prostu się przemieniła. Zdjąłem kurtkę i okryłem ją by nie zmarzła, trzęsła się. Pół przytomna wtuliła się we mnie i niestety ale nie chciała się oderwać. Odstawiłem ją do domu i mimo wilczych przyjaciół Alexa zostałem z nią w pokoju. Usiadłem na fotelu gdy spała i czekałem... gdy nagle stwierdziłem, że będzie w szoku, może się mnie bać że jestem potworem żywiącym się głównie ludzką krwią... po prostu zniknąłem.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz