wtorek, 17 kwietnia 2018

Od Lilith

   Nie mogłam wyjść z bazy, Bronx nie spuszczał mnie z oczu... byłam wściekła, od kiedy pozwalałam sobą tak pomiatać? Miałam mętlik w głowie, myślałam powoli, że to on mi tak miesza... jednak musiałam coś zrobić... żeby przestali mi nie ufać, zaczynało się robić bardzo niebezpiecznie, jak pole minowe. Zaraz Bronx zacznie mnie śledzić...
   Gdy siedziałam zamknięta a oni znów poszli na jakąś akcję ja siedziałam na miejscu próbując się do nich dodzwonić, jak zwykle, cisza.
-Zabiję was po kolei - warknęłam do siebie. - Sama stąd wyjdę. - ruszyłam do drzwi rozbijając telefon na części.














   Oderwałam od starej zardzewiałej konstrukcji dźwignię i poszłam na rusztowanie gdzie znajdowało się okno zabite dechami. Podważyłam deski i starałam się jakoś je odgiąć. Wściekła nie wiedząc co zrobić zeszłam na dół i zajęłam się w podobny sposób starymi drzwiami garażowymi od wjazdu parkingu.
-No... dawaj... - wydyszałam zła pchając co sił.
   Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że stara konstrukcja była od właśnie tego wjazdu. Krzyknęłam wściekła i usłyszałam na zewnątrz czyjś głos.
-Halo...? Jest tam kto?
   Idealnie.
-Tak...! Boże, jak dobrze... proszę mnie wypuścić! - krzyczałam.
-Ale... jak... nie ma tu nic czym mogłabym...
-Jest tam guzik, taki czerwony... proszę zbić tą szybkę i nacisnąć, błagam...
   Gdy dziewczyna za drzwiami wahając się otworzyła jednak drzwi klikając przycisk wyszłam, już wcale nie taka smutna, niewinna i bezbronna.
-Jak pani tam weszła? - spytała młoda dziewczyna.
-Mam swoje sposoby...
   Olśniło mnie. Mogła być moim szpiegiem, tylko musiałam wpuścić jad w krwiobieg.
-Wystraszyłam się... myślałam, że...
   Ja z uśmiechu nagle spoważniałam ściskając ją a gardło.















-Co... co.... - wydusiła tylko to, nie zdążyła nic więcej, ugryzłam ją w nadgarstek.
   Zaczęła się dusić i upadła, wyglądało to, jakby nawdychała się kwasów, wszystko ją od środka wypalało. Wzięłam ją za nogi i zaczołgałam do samochodu dostawczego którym poruszała się moja grupa.
   Wrzuciłam ją a raczej wtargałam z trudem do środka na bagażnik i wsiadłam za kierownicą. Nie miałam prawa jazdy, nie za bardzo wiedziałam co się z czym je jeśli chodzi o prawo jazdy jednak to była jedyna okazja. Nie mogłam ufać już więcej moim towarzyszom, zbyt wiele mogłam stracić i zostać więźniem własnego brata.
   Dodałam gazu i wywiozłam ją do lasu, poczekałam aż się przebudzi.
-Gdzie ja... co ty ze mną... - zachwiała się i nie mogła jeszcze wstać.
-Od teraz wykonujesz to co powiem.
   Kiwnęła nagle głową jak w transie przestając się rzucać.
   Plusy bycia pół wężem, po prostu potworem. Mogłam wiele ludzi podporządkować sobie, wilkołaki i wampiry były nie do tknięcia tą bronią, ale czarownice już tak. Ważne, że ludzie mogli robić co każę pod wpływem krótkotrwałej kontroli.
-Będziesz śledzić tamtych ludzi z magazynu, dawać mi znak, jesteśmy połączone więc będę słyszała co myślisz. Wystarczy, że pomyślisz o komunikacji ze mną. Idź.
   Odeszłam zostawiając w lesie ciężarówkę by mnie nie złapali. Na miejscu były tylko ślady krwi, na szczęście było to daleko od rezerwatu więc  resztę przejechałam stopem.
   Dotarłam na miejsce i zdążyłam się przebrać by wyglądać jak miejscowa, bo strój łowcy należał do tych, gdzie ludzie stwierdzą, że wyglądam jak dziwka albo jakaś dziwna z FBI. Jednak, cóż, stroje były nieziemsko seksowne... trzeba przyznać, i dlatego je lubiłam. Jednak wilkołaki nie mogły mnie w nim zobaczyć, wyglądałam nieco inaczej niż jak prawdziwa ja... choć... zaczynałam lubić swoje nowe, ludzkie... wszyscy mi tak ufali i tak na mnie lecieli, że było to aż urocze... tylko Seth jakoś nie specjalnie się mi opierał...
   Jak już przy nim jesteśmy, gdy weszłam do warsztatu napotkałam właśnie jego.
-Czekasz na mnie? - spytałam a on spojrzał na mnie, zaśmiał się.
   Uśmiech miał również powalający.















   Nie powiem, pasowalibyśmy do siebie. Szkoda, że mają swoje głupie kodeksy i pakty i zasady, których się trzymają. Studiowałam przed poznaniem wilków ich historię, pogrzebałam w informacjach i cóż, wiedziałam co nie co o nich. Jednak ten akurat był jedną wielką zagadką, ochota na niego rosła z każdym razem gdy go widziałam.
-Tym razem tak, prawie skończyłem twój motocykl.
-Wreszcie jakaś dobra wiadomość... - odparłam zamyślona.
-Coś nie tak? - spytał dziwnie podejrzliwie.
   Ściągnęłam brwi.
-Nie, wszystko gra.
-Problemy? - zignorował moją odpowiedź.
-Nie. Lepiej, jak moje prywatne sprawy zostawimy na boku. - odparowałam.
-Facet?
   Zaśmiałam się.
-Naprawdę jesteś denerwujący...
   Odwróciłam się.













   Spojrzałam na swoje białe trampki, krótko-spodenkowe ogrodniczki i rozciągnięty, podarty sweter w odbiciu jednego z aut. Jak jak wyglądam? To do mnie nie podobny styl, jednak musiałam się zmienić i wyglądać... miejsko i... tutejszo? Nie, żebym obrażała kogokolwiek stąd... po prostu pokazałam jaki styl ma ta fałszywa, stworzona, nowa ''ja''.
   Odwróciłam się do Setha, był naprawdę przystojny. Wcześniej gdy spotykałam wilkołaki w różnych kątach świata nie spotkałam watahy która się traktuje jak rodzina, są... ludzcy, nie oddali się dzikości. Wcześniej walczyłam naprawdę z potworami, dlatego moja grupa tego nie rozumie i nie potrafi odpuścić i dać mi pracować. Oczywiście, że nie odpuściłam ataku na Alexa i Alyssę, po prostu... na razie mam... jakby... wolne. Chciałam poderwać tego wilkołaka... tak o, dla kaprysu. Pociągał mnie i to bardzo, musiałam sprawić, że to zacznie działać w drugą stronę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz