niedziela, 8 kwietnia 2018

Od Sama

-Jest tylko jedno wyjście, żeby pozbyć się Christiana. To idzie za daleko. Starszyzna niedługo zrobi z niego pożytek. - drążyłem. 
   Rodzeństwo wgapiało się we mnie z niedowierzaniem. Nigdy wcześniej nie dopuszczałem do siebie, co dopiero do myśli rodzeństwa fakt, że jest tylko wyjście tak brutalne i bez serca - ale tak, trzeba było to zrobić. Po cichu i tak, by każdy myślał, że sam zginął lub coś złego mu się przytrafiło z jego własnej głupoty.
   Czułem się zobowiązany za brata opiekować się Cath, jednak wyręczał mnie w tym Klaus, który chyba odpuścił sobie Lucy i zakręcił się w okół dziecka a potem samej dziewczyny. Nie miała szczęścia do życia, szczególnie, że aktualnie straciła dwóch najważniejszych mężczyzn w życiu. Straciła - bo podjąłem decyzję, choćby bez rodzeństwa. 
-Zgłupiałeś do reszty. - odparł wściekły Enzo i w szoku odwrócił wzrok. 












-Ja też nie jestem za tym, żebyś działał w ten sposób. - zaczęła Jane. - Nigdy nie wybierałeś takiego kroku jeśli chodziło o nas, o Christiana tym bardziej.
-O waszym losie nie decydowałem, sami doskonale sobie radziliście. - machnąłem ręką odparowując temat. 
   Klaus wpatrywał się w nas jakby tylko czekał na wyrok. 














-Powinniśmy go uratować... - zaczął Enzo.
   Zacisnąłem pięści i spojrzałem na nich po kolei.
-A on by wam pomógł? Choć raz pomyślał? Zawsze myślał o swoim tyłku...
-Nie mów tak, mi pomógł uciec z Brytyjskiego więzienia. - wtrącił Enzo. - Nie byłoby mnie tu, gdyby mnie nie wyciągnął, spłonąłbym. 
   Westchnąłem ciężko. 
-Nie mogę narażać wszystkich przez to, że..
-On nas potrzebuje. - przerwała mi Jane. - Jest naszym bratem, potrzebuje nas teraz i naszej pomocy nie patrząc na to jaki jest. Cath potrzebuje nawet takiego dupka. 












   Klaus odłożył szklankę i poderwał się obserwując dziwnie Jane. Oboje spiorunowali się wzrokiem. Każdy z nas czuł do niego szacunek większy niż my sami do siebie. Był najstarszy, był założycielem Orleanu, następcą Volturii i on mógł podejmować decyzje za nas wszystkich w ważnych sprawach... Jane się go nie bała, ja również. Jednak dla Enzo i Christiana zawsze był to mocny przeciwnik któremu nie wchodzili w drogę. Dlatego Klaus był niezbędny, jeśli mamy pomóc bratu. 
-Nie sądzę, że go wyciągniemy. Ostatniego czasu byliśmy o krok od wsadzeniu go do grobowca, uważam, że tym razem powinniśmy zrobić to samo.
   Jane i Enzo spojrzeli na siebie i potem na starszego brata. 
-Nie zdobędziesz Cath czułym zgrywaniem tatusia. - warknął Enzo. 
-Ona kocha tylko Christiana. No i jednocześnie Alexa... - dodała Jane. 
-Czemu mówicie o mnie gdy jestem nieobecna? - nagle zjawiła się znikąd Cath.













   Spojrzeliśmy na nią wszyscy jak poparzeni. Wszystko słyszała...?
-Ależ spokojnie - zaśmiała się. - Co robimy w końcu z moim agresywnym, bezlitosnym mężulkiem? - walnęła się na kanapę obok Jane.
   Jane obserwowała ją pełna podziwu, że nikt jej nawet nie wyczuł. Jest pół-wampirem, powinniśmy ją czuć z kilometra. 
-Nie wiemy... - mruknęła Jane. 
-Klaus - zaczęła, spoglądając na niego. - mam nadzieję, że nam pomożesz. 
-Wątpliwe. - odparł chłodno. 
-Och, Klaus... przecież wiesz, że jestem mężatką, mam dziecko...
-To nie problem. 
   Nie odpuszczała, z zainteresowaniem przyglądałem się im, gdy Enzo nagle przerwał. 
-Zaraz, w trakcie waszej idiotycznej wymiany zdań i przekomarzania się, nasz brat zniszczy miasto. 
   Zamilkli. 
-Dobra, jaki jest plan?
-Klaus najpierw musi zadziałać. Na dole w piwnicy jest wejście do naszego grobowca ale także do izolatki. Nada się. 
-Super. - westchnęła Cath na moją propozycję. 
-Musicie sie streszczać. - zaczął Enzo. - Musimy szybko działać, zniknął nam z pola widzenia. Obawiam się, że mógł obudzić już kogoś...
-Elijah i Lilith? - sypnął Klaus. - Oboje są jak rzep na ogonie, ale łatwo można się ich pozbyć.
-Nam nie, dobrze wiesz, że Lilith...
-Zamilcz, bo się pogniewamy. - odparł poddenerwowany Klaus do Enzo. 
-Dobra, działamy. Zanim wilkołaki się wściekną i nam przeszkodzą. - zignorował Klausa. 

















   Do dzieła. 
  Pozostawało w głowie jedno... co z Alyssą?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz