Wróciłam do ciała, otworzyłam oczy.
Czułam się wyśmienicie, w końcu oddychałam, moje płuca zaczerpnęły powietrza... poczułam jakbym po latach nawilżyła spragnione gardło. Wstałam i spojrzałam na tego nieudacznika, chciał, bym mu pomogła, w głębi duszy zmusił się do tego bo wie, że tylko ja mu pomogę wrócić do normalności. Ale pytanie tylko... czy to zrobię. Wolałam go takiego do momentu gdy spełni moje potrzeby. Od razu musiałam się przygotować do wybijania wszystkich ścierw.
-Możesz odejść, Hannah. Nie potrzebuję cię na razie. - nakazałam czarownicy obserwując uważnie Christiana.
-Dostaniesz znak, gdy będę cię wzywać. - krzyknęłam jej gdy odchodziła i spojrzałam na wampira. - Nie spodziewałam się, że tak późno do mnie wrócisz.
-Potrzebuję byś uwolniła mnie z... - nie mógł mówić, pluł krwią.
Uśmiechnęłam się.
-W swoim czasie. Wykonasz moje polecenia, jesteś mi potrzebny.
-W czym niby? - parsknął - taka suka jak ty potrzebuje kogokolwiek?
-Hm - mruknęła ironicznie. - Cóż, wolałabym, byśmy zawrzeli układ, co?
-Nie zawieram układu z łowcami, wybacz.
-Tym razem musisz wyświadczyć mi przysługę zanadto. - zbliżyłam się do niego.
-Czego chcesz? - westchnął.
-Dużo się pozmieniało, co? Powiedz mi... kim jest to dziecko i ta kobieta? Są ważni? Kim dokładnie są?
-Cath to pół wampir, a to dziecko... to nasz syn.
-Wampiry nie mogą mieć dzieci. - błysnęłam zębami.
-Wilkołaka.
-Oh... hybryda... - ucieszyłam się. - Zyski będą większe niż myślałam...
-Nie, oni są nie do ruszenia jeśli chcesz żebym pomógł.
-Po co mnie potrzebujesz? - spytałam podejrzliwie.
Coś mi tu śmierdziało, tylko nie wiedziałam z której strony od niego zalatuje podstępem.
-Bo chcę odejść od nich wszystkich. I żebyś miała pożywkę ze starszyzny. Wiem, że chcesz Klausa.
-O nie, ten temat nie należy do ciebie. - pogroziłam mu palcem. - Załatw mi najpierw broń łowcy. Wiem, że możesz to zrobić.
Czekałam w umówionym miejscu i gdy usłyszałam stukot po betonowych schodach i ujrzałam Christiana z walizkami kiwnęłam głową.
-Połóż na ziemię. - obserwowałam go bacznie.
Co on kombinuje...?
-Wystarczy na razie. - zatrzymałam go.
Związałam włosy i przygotowałam się do mocnego ruchu. Na początek chciałam, by zabolało powoli każdego z nich. Christian nie musiał wiedzieć co robię, to idiota. Podejrzewałam, że udawał opętanego jak wtedy. A że jestem łowcą... cóż, demon to dla mnie dobra pożywka... ale po co by mnie budził? Wszystko było zbyt mętne,po przebudzeniu myślałam ciężko.
Wzięłam broń do ręki i naładowałam nią jadem po pięć nabojów. Pogłaskałam starą przyjaciółkę którą już znałam. Kayle nie omieszkał ją wypucować, stary znajomy z grupy łowców. Nienawidziła mnie większość istot nadnaturalnych, bo wybijałam wszystkich. Było to moje uzależnienie. Raz naszedł mnie pomysł spalić od Mystic Falls po każde miejsce gdzie są wampiry i wilkołaki czy czarownice by wyczyścić świat albo jego część z tego ścierwa... no cóż, sprawy pokomplikowały się.
-Co ty chcesz zrobić? Jesteś zgorzkniałą suką, ale nie musisz robić tego od razu.
Spojrzałam na niego.
-Co ty knujesz, co? - wycelowałam w niego.
Roześmiał się.
-Kotek, nie celuj we mnie bo jeszcze coś sobie zrobisz. Chcę spokoju.
-Dam ci taki spokój o jakim nie śniłeś przez te lata gdy na spałam w waszym przeklętym grobowcu. - warknęłam opanowana.
Ba! Ja zawsze taka byłam.
Mnie i Christiana łączyło to, że oboje nie odpuszczaliśmy. I oboje byliśmy przebiegli, sprytni i bezlitośni. Kiedyś dla mnie pracował, jednak szybko zakończyłam współpracę. Potrzebowałam go do jednej sprawy... tym razem na dobre go wykończę.
-Słonko, Lilith, wiem, że chcesz wyjaśnić sprawę z Klausem. Szukasz go od lat, chcesz naprawić wszystko. Zemsta zabolała ciebie tak, że aż zgorzkniałaś i chcesz mordować wszystkich po kolei...
Strzeliłam mu w nogę. Klęknął i upadł.
Schowałam pistolet do pasa. Wzięłam potrzebne naboje, zatrute noże, maczetę, która była świetna do celowania w bestię jak wilkołaki. Nigdy nie pudłowałam.
-Poczekasz tu sobie na rodzeństwo. Tylko nic im nie mów. - uśmiechnęłam się złośliwie i opuściłam budynek zacierając za sobą ślady.
Zaczynamy grę.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz