czwartek, 5 kwietnia 2018

Od Sama

   Domyślałem co się dzieje, w trakcie rozmowy z Alexem słyszałem pojękiwanie pełne bólu i krzyki. No tak, była w ciąży... ciekawe. Zresztą, nie moja sprawa. Ja interesowałem się zdrowiem Alyssy i chciałem, by się już obudziła. Gdy wrócili ich rodzice i weszli do pokoju szybko wyskoczyłem przez okno by się jak najszybciej ulotnić. Wolałem, by nie napotkali wampira sterczącego nad ich córką, która jest w śpiączce.
  Jest bezpieczna, więc mogłem udać się do rodzeństwa które borykało się z ogarnięciem Cath i Christiana. Rzecz w tym, że oboje nie chcieli ze sobą rozmawiać... jeśli chcieliby się widzieć, to na pewno nie w przyjacielskich stosunkach i zamiarach.
   Gdy wszedłem do środka ujrzałem Klausa który dziwnie paradował wokół dziecka. Zaskoczony, bo nigdy nie widziałem go takiego, podszedłem do Jane.
-Co mu jest? - spytałem w szoku.
-Też się zastanawiam.
-Kiedy wyjeżdżają?
   Siostra zrobiła kwaśną minę.
-Nie mam pojęcia - odparła - Klaus wszystko załatwił, jednak Cath z tym zwleka.
-Pogadam z nią. - przekonany ruszyłem na werandę, jednak siostra zatrzymała mnie łapiąc szybko i mocno za ramię. Obejrzałem się. - Co?
-Obawiam się, że to nic nie da. Ona... jest na niego wściekła, nawet nie chce słyszeć o nim słowa. Jest wściekła na nas wszystkich...
-Może lepiej, jak dojdzie do ich spotkania.
-Nie, na pewno nie. - pokręciła głową grożąc mi palcem.
   Roześmiałem się.
-Uważaj, bo się przestraszę.
   Wszedłem na werandę widząc zasmuconą Cath. Otworzyłem stare, drewniane drzwi tarasowe i spojrzałem na nią - przygnębiona, wściekła, rozjuszona i jednocześnie zmartwiona. Pierwszy raz mamy do czynienia z pół-wampirem... i to było dla nas ciężkie. Jej krew jeszcze bardziej pachniała i przyciągała nie jednego wampira, w tym Christiana, jeśli się zjawi w pobliżu na pewno przybędzie.
-Zbieraj się, idziemy. - machnąłem ręką.
   W tyle słychać było śmiech malucha i Klausa, no i krzyki zirytowanej Jane.
-To nie porcelana, Klaus! 
-Co ta ciotka gada, co? No co? 
   I śmiech dziecka.
   Nigdy nie widziałem Klausa tak dobrego i tak nastawionego do czegokolwiek i kogokolwiek pozytywnie, wszyscy byli w szoku. Mogło się okazać, że to dziecko na niego tak wpływa... może to jedna z jego mocy? Okaże się w czasie.
   Pociągnąłem Cath lekko za rękaw swetra.
-Muszę się przebrać z tych dresowych ciuchów... - mruknęła zirytowana i gdy zrobiłem miejsce, by ją przepuścić, Cath spojrzała za mnie obserwując Klausa i Ethana. Leciutko się uśmiechnęła, dosłownie na sekundę...














   Zaintrygowała mnie jej reakcja. Może była tak zdesperowana, że szukała w kimś desperacko uczucia, wsparcia i bezpieczeństwa? W Klausie na pewno go nie znajdzie...
   Co ja sobie myślę? Ona kocha mojego brata czy tego chce czy nie i ma do niego wrócić. Oboje nawzajem siebie potrzebują.
-Nigdy Christian nie zajmował się tak naszym synem.
-Dobrze wiesz, że to nie jest wasz syn. - odparłem jej.
   Spojrzała na mnie tak, że od razu wiedziałem, że ona z dnia na dzień wmawiała sobie prawdę. I co najgorsze, wychodziło jej to. Wierzyła w swoją wersję prawdy, była zmanipulowana. Tak to było z moim bratem, chciał to miał. Zawsze. Jednak... tym razem musiało się to skończyć zupełnie inaczej... musiałem im pomóc się pogodzić, są dorośli. Tym bardziej mój brat.
 
   Gdy doszło do wspólnego wyjścia po godzinach szykowania się Cathy pojechaliśmy do centrum Seattle na odreagowujący spacer. Miałem nadzieję, że coś mi powie a przy okazji jej zapach rozniesie się po mieście... To główna część planu.
-Po co mnie wyciągnąłeś do tych betonowych murów? - spytała sącząc kawę w kubku którą właśnie kupiła na stoisku.
   Zastrzyk kofeiny powinien jej pomóc w ogarnięciu się... przynajmniej trochę.
-Myślałam, że czuwasz z wilkami. - wzruszyła ramionami.
-Zmienili mnie jej niczego nieświadomi rodzice. - odparowałem temat.
-Ach... chyba, że tak. - stała się złośliwa, chyba nawet przez nadchodzącą depresję nie widziała, jaka się stała, choć to mnie nie interesowało. Lubiłem przekomarzanie, tym bardziej, że Cath była bardzo podobna do Christiana pod tym względem. - A co? Układa się wam?
-Jeszcze się nie wybudziła.
-Co takiego? - spytała zaskoczona i stanęła. - A Ty taki... spokojny, opanowany, zadowolony?
   Odwróciłem się do niej.














-Nie jestem zadowolony, po prostu żyję, Cath. - westchnąłem. - Wiem, że ona się obudzi prędzej czy później, że wszystko się ułoży i staram się zaufać komu trzeba.
-Sugerujesz mi coś? - spytała oburzona.
   Zaśmiałem się pod nosem podchodząc do niej blisko i patrząc jej w oczy.
-Chcę wam pomóc, więc chodź. Jesteś dla mnie jak siostra, więc chcę ci pomóc.
-Poważnie traktujesz zawieranie małżeństw, szkoda, że twój brat tego nie pojmuje.
-Cath... - usiedliśmy z dala od ludzi by normalnie porozmawiać. - Każde z nas ma umiejętności, możemy je łączyć... Christian nie kontroluje agresji i gniewu, robi wtedy głupie rzeczy. A gdy usłyszał, że Aro cię torturował i w niebezpieczeństwie jest twoje... wasze... dziecko coś w nim się przełączyło, po prostu. Teraz chcemy to odkręcić. Musisz mi pomóc, to twój mąż a mój brat, którego oboje kochamy. Nie będziesz musiała wyjeżdżać, poradzimy sobie z Volturii na spokojnie.
   Spojrzała na mnie dziwnie i wypiła kawę do końca.
-Dobra. Zróbmy to.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz