czwartek, 5 kwietnia 2018

Od Cath

   Wróciliśmy do domu, był zdaje się pusty. Rozglądałam się szukając mojego synka, który spał na kanapie wraz z Jane. Uśmiechnęłam się i wzięłam małego ostrożnie kładąc go do kołyski w osobnym pokoju na piętrze.
-I co teraz... - chciałam spytać gdy nagle usłyszeliśmy huk na dole. Sam wyszedł przed dom, gdy nagle przede mną zjawił się Christian.
-Witam cię, żoneczko.
-Cześć. - odparłam wściekła. - Wiesz co ja tu przeżywam z naszym synem!? Tęsknimy, oboje! A Ty się bawisz w...
-Stop, ucisz się, błagam - odparł przekrzykując mnie. - Widzisz, chodzi o to, że niestety... to nie jest nasze dziecko, bo twoje i tego kundla, którego zresztą odstrzelę przy lepszej okazji...
-Ale uznaliśmy wspólne go za naszego syna!
   Nagle wszedł do pokoju Sam starając się uspokoić brata.
   Chris wyrwał się z jego uścisku na ramieniu i obszedł mnie i kołyskę. Byłam w stanie obronić dziecko, cokolwiek by się nie stało.
-Odejdź.
   Zaśmiał się.
-Ty naprawdę się łudzisz, że go wyciągniesz? - usłyszałam inny głos. - Nie dam się drugi raz. Ty w tym nie bierzesz udziału bo chronisz dzieciaka, więc lepiej dla ciebie, jak się usuniesz.
-Nigdy. - odparłam pewnie.
-Pasuje mi to, Cath! - podniósł głos Christian. - Chcę taki być, a Ty do mnie nie pasujesz, my nie pasujemy, Ty i ja to błąd. Może nie ty, ja jestem nieodpowiedni dla ciebie.















   Spojrzałam na niego wściekła i złapałam za koszulkę. Nie spodziewał się tego, wyrzuciłam go przez okno wybijając szybę.
-GNOJEK! - krzyknęłam i odwróciłam się do zaskoczonego Sama.
-Dobra, tego się nie spodziewałem...
   Nagle zjawiła się Jane.
-Co na dole robi wgniecenie na moim pięknym volvo?! - krzyknęła.
-Sorry, Jane, to moja wina.
-Christian miał twarde lądowanie.
-Co robimy?
-Trzeba przemyśleć to wspólnie, sami nie damy rady. Ale na pewno tu wróci. - odparł Sam.
   Gdy oboje wyszli Ethan się obudził. Wzięłam go na ręce i spojrzałam na niego.
-Co my zrobimy z twoim tatusiem, co?













   Wieczorem gdy leżałam z moim maleństwem na łóżku w pokoju Christiana wszedł do mnie Sam. Oparł się o ścianę i obserwował nas. Ethan już dawno zasnął, w rączce ściskając mój kosmyk włosa. Ja oglądałam zdjęcia moje i Christiana... ze ślubu.
-Co robisz? - spytał.
-Myślę...
-O czym?
-Chodź, połóż się obok. - poklepałam łóżko wzdychając ciężko.
   Położył się powoli obok mnie i spojrzał na wyświetlacz.
-Widzisz? Był tutaj tak normalny... Tak... uczuciowy, opiekuńczy... Nie wiem co się z nim stało... No popatrz...














-Damy rade z nim, spokojnie.
-Mówisz?
-Ja to wiem, Cath. - mrugnął do mnie pocieszająco.
   Rozmawialiśmy dłuższą chwilę, pare godzin, po czym... odleciałam.
   Nawet nie wiem, kiedy przysnęłam... chyba po cichu płacząc. Sam dawno się ulotnił bo nie czułam go przy sobie. Na pewno poszedł do Alyssy... zależało mu na niej. To dobry człowiek, bo wampirem nie mogę go nazwać... jego charakter nie był do rasy adekwatny... ani trochę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz