czwartek, 12 kwietnia 2018

Od Sama

   Spojrzałem na nią unosząc brwi. Starałem się opanować emocje, choć w planach miałem na własną rękę odszukać Lilith i urwać jej łeb zanim zrobi kolejnemu z nas krzywdę. Skoro zaczęła od Christiana oznacza to, że musiał wiedzieć na tyle dużo, że wiedziała, że przyjdzie prędzej czy później do mnie ze wszystkim... Jednak... skoro był opętany, to dlaczego go zabiła? Miała w nim mocnego sojusznika... Nie rozumiałem jej, jak zwykle działała potajemnie i teraz się ukrywa. 
   Martwiłem się o Cath, coraz gorzej wyglądała... poświęcała się pracy i dziecku wściekła na męża... który jest w śpiączce... z której prawdopodobnie się nie wybudzi. 
-Ziemia do Sama. - westchnęła Alyssa.
   Spojrzałem na nią. Nie mogłem uwierzyć, że nie wie kim jest... dziwne. Jednak może Alex miał rację... nie powinna wszystkiego na raz wiedzieć, tym bardziej, że uważa, że ten cały chory świat jest normalny... bez istot jak ja. Cieszyłem się dopóki mogłem jej obecnością i tym, że mnie... toleruje. Bo gdy się tylko dowie... no cóż, prawdopobodnie różnica ras nas... poróżni. 
-Jesteś tu w ogóle? - spytała. - Coś jest nie tak. 
-Mam dużo spraw na głowie, wybacz. Ale nie myśl sobie już, że mi w czymś przeszkodziłaś lub przeszkadzasz. 
-Na pewno?
-Ty mi nigdy nie przeszkadzasz. - uśmiechnąłem się do niej.
   Zamilkła, zastanawiając się przez chwilę nad czymś. 
-Może Ty mi powiesz co jest nie tak? - spytałem. 
-Mówiłam... mam wrażenie, że wszyscy mnie okłamujecie, ukrywacie coś przede mną... coś ważnego. 
-Masz jakieś przeczucie, że to coś ważnego? 














-Nie wiem, Ty mi powiedz. - odparła szybko. Za szybko.
   Przygwoździła mnie tym tematem, jednak zareagowałem prędko, by nie drążyła tematu. 
-Może wyjdziemy gdzieś dzisiaj? 
-Alex mnie nie wypuści...
-Myślę, że jesteś już duża, a ze mną jesteś bezpieczna. Chyba, że nie czujesz się...
-Dobra,dobra... akurat czuję się przy tobie dobrze... tak... swobodnie. 
-To chodź. - zaprowadziłem ją do auta które stało niedaleko. Musiałem sie poruszać jak człowiek... co sprawiało mi problem.. 
   Może to dziwne, jednak nie martwiłem się bratem. Byłem pewny, że gdy jest w śpiączce nie grozi nam aż takie niebezpieczeństwo, choć... Lilith na pewno ma wspólnika. I ma już taktykę, tylko nie wiem jaką... trzeba to sprawdzić. A wilkołaki nie powinny brać w tym udziału. Na pewno Lilith nie doszła do tego, że mamy z nimi... jakby... sojusz, a skupiła się na naszej rodzinie. Byłem spokojny. 


   Gdy dotarliśmy na miejsce zająłem stolik by było widać Seattle. Alyssa wpatrywała się na miasto i lekko sie stresowała.
-Nie pamiętam tego miejsca...
-Bo może w tym akurat nigdy nie byłaś. - uśmiechnąłem się. 
-Powiedz mi coś więcej o sobie... 
   Westchnąłem. Co mogę jej opowiadać? O tym jakie długie i krwawe życie za mną? Jak brutalne, czasem piękne, jednak... wciąż czegoś brak? 
-Nie za wiele mam do opowiadania... 
   Ach, gdybym tylko mógł jej opowiedzieć wszystko... 
-Na pewno coś jest. Twoja rodzina? Mama, tata...
   O matce wolałbym nie wspominać nawet, gdyby odzyskała pamięć. Uśmiechnąłem się.
-Nie ma o czym mówić, jesteś głodna? - spytałem zmieniając temat. 
   Spiorunowała mnie wzrokiem.
-Nie... w sumie... troszkę. - złapała menu w ręce. 
   Gdy szukała czegoś do zamówienia ja obserwowałem wszystkich. Czułem na sobie czyjś wzrok jednak nie mogłem wyłapać tej osoby. Tłum był za duży, niektórzy stali, drudzy siedzieli... inni tańczyli gdzieś nieopodal. 
   Gdy zobaczyłem tą wyrafinowaną sukę aż się we mnie zagotowało. 
-Wybrałaś coś? - spytałem.
-Tak... mam dylemat w sumie pomiędzy... a z resztą... - zastanawiała się, dzięki czemu miałem czas obmyślic taktykę. 
   Obserwowała mnie. Nawet nie drgnęła. 














   Ale wiedziałem na pewno jedno - nie była tu sama, nigdy sama się nie zapuszcza. Zacisnąłem zęby i nie byłem pewny, czy powinienem zostawić Alyssę samą, to ostatnia rzecz, na jaką w obecnej sytuacji bym wpadł. Jednak... może i Lilith jest sama? Zgubiłem się w myśleniu na sekundę gdy moja towarzyszka odłożyła menu i uśmiechnęła się lekko do mnie. 
   Spojrzałem na nią udając, że wszystko gra.
-I co tam? Coś bierzemy?
-Nie... dziekuję, ale głupio mi... Ty nic nie jesz, ja w sumie w domu mam kolację...
-Może powiadom Alexa, że jesteś ze mną, nie chcę nieporozumień.
-Dobrze, skoro nalegasz. - wzruszyła ramionami zdziwiona.
-Za sekundę wrócę. - odszedłem upewniając się, że Alyssa nie ogląda się za siebie. 
   Lilith dawno się ulotniła, to znaczy od momentu jak spuściłem z niej wzrok. Jednak wiedziałem, że gdzieś na mnie czeka. Załatwię ją szybko. 
   Wszedłem po schodach na piętro, tu były pokoje hotelowe. Gdy jedne z drzwi były otwarte spojrzałem na nią i zagotowało się we mnie.
-Czego ty chcesz? - spytałem.
-Obserwuję was. Słodko. Kto to? - spytała niewinnie. - Christianowi chyba nie poszczęściło się, nie miał facet szczęścia w miłości z tą... jak ona tam ma? Cathy? Ayo? 
-Skąd ty wiesz tyle? - warknąłem.
-Ach, ma się swoje... wtyki. Jak tam ciało twojego brata? Będą następni. 
   Węchem kontrolowałem czy Alyssa siedzi gdzie siedziała. Słyszałem jej myśli. Zastanawiała się, gdzie jestem... musiałem się streszczać, więc podjąłem ostateczny krok.
   Jednak ona mnie uprzedziła, zadrapała mnie w policzek swoimi pazurami. Cóż, ja nie czekałem na dalszy rozwój akcji. Po prostu ją pchnąłem na ścianę, miała twarde lądowanie. Przetarłem zadrapane miejsce i podszedłem do niej leżącej na ziemi. 




















-Jeszcze raz zbliżysz się do Alyssy czy kogokolwiek to się policzymy w inny sposób. 
   Spojrzała na mnie nie zdążywszy nawet się zająknąć. Kopnąłem ją parę razy w furii w brzuch i wyszedłem grzecznie i kulturalnie zamykając drzwi. Usiadłem przed Alyssą, moja rana szybko się zagoiła więc nawet nie było śladu, może malutka blizna.
-Nie miałeś jej wcześniej... - zastanowiła się.
-Nie zwróciłaś uwagi? - zaśmiałem się i złapałem ją za rękę. - Chodź, wychodzimy. 
-Gdzie? 
-Gdzie sobie zażyczysz, Al. - odparłem i wyszliśmy. 
   Oby zapamiętała moje słowa i wzięła je na serio... wolałem, bym nie musiał w to brnąć. Chciałem się skupić na Alyssie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz