wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Sama

   Przeraziłem się, gdy dotarło do mnie co się stało z moim bratem. Wilki tego nie rozumiały, a raczej nie miały pojęcia co się wiąże z tym kim się stał. Wiedziałem jedno - nie mogłem teraz dopuścić go do Cath. Ona była... nawet jak na wampira, zbyt delikatna i wrażliwa. Przy tym Christian mógł zaszkodzić nie tylko jej ale i dziecku.
  Lecz najpierw... trzeba było ją odratować. Pogięło je wszystkie...? Muszą te baby pakować się w kłopoty za każdą okazją?
   Przewróciłem oczami. Stawałem się pewniejszy, że odnajdziemy Alyssę. Ale czy żywą? Na pewno prędkości nie dokładał nam Christian, który biegał po mieście i mordował. Wilkołaki miały najgorzej, bo nie mogły nic na to poradzić. To Mystic Falls, tak jak w Orleanie nasza rodzina ma prawo mordować tu również mamy takie prawo. Jednak... no nie przesadzajmy, jak na mojego brata to trochę za dużo.
  Gdy poczułem krew nie mogłem się opanować. Zapach od ciuchów przelanych krwią Christiana wprowadzało mnie w obłęd. Jednak ja potrafiłem opanować cały głód który był nie do zniesienia.
-Sam...? - usłyszałem za sobą głos Alexa.
   Starałem się. Naprawdę. Myślałem o czymś dobrym, przyjemnym, co koi moje nerwy... Alyssa... co by pomyślała, gdyby ujrzała, że jestem, a raczej umiem być potworem równym mojemu rodzeństwu? Zawsze byłem inny, starałem się zachować to jakim dobrym człowiekiem byłem kiedyś... za czasów, kiedy jeszcze wszystko było takie proste i łatwe, przyjemne dla ludzi... i nie tylko.
-Już... dajcie mi... chwilę... - wymamrotałem.
   Alyssa... nie mogłem tracić czasu na pierdoły...
-Już... jest dobrze. - uciąłem.














-Co się z wami dzieje, do cholery? - spytał Jacob.
-Wyjaśnię później. - odparłem spoglądając na brata. Źle wyglądała jego sytuacja. Cath była w niebezpieczeństwie, jeszcze większym, jeśli Christian wróci do Aro i reszty... i zacznie trzymać ich stronę.
   Christian spojrzał na mnie obojętnie. Nienawidziłem tej jego formy. Raz w naszym długim, wiecznym życiu zdarzyła się taka sytuacja, gdy jego natura, która po czasie okazała się być diaboliczną, opętała go. Długo zajęło nam uchwycenie go i zmiany człowieczeństwa.
  Żadne z nas, z mojego rodzeństwa po wyłączeniu magicznego guzika nie mogło doświadczyć tego co on. Nie mieliśmy takiej umiejętności, jedne były lepsze... a drugie gorsze... chodzi mi tu o skutki łączenia ich...
-Co jest braciszku? - parsknął śmiechem. - Napij się! Dobrze ci zrobi!
   Alex i Jacob nie wyglądali na zachwyconych sytuacją. Nic nie mogli nam zrobić, a chyba zauważyli, że również i mnie nie podoba się to jak zaczął się zachowywać.
-Idź zapolować, przeszkadzasz nam. - rzuciłem na odchodne.
-Bratasz się z kundlami? - zatrzymałem się na te słowa.
   Odwróciłem na pięcie i zacisnąłem zęby.
   Bawiło go to. Wkurzanie mnie i ich, jego ciałem zawładnął demon. I to jego własny, którego wykreował umiejętnościami. Nie wiem z jakiej przyczyny, przecież Cath byśmy uwolnili...
-Nie należysz do rodziny, przynależąc i pomagając wilkołakom. - wysyczał.
   Ja niewzruszony, nie pokazując uczuć odparłem opanowanie.
-A szanujesz Cath, skoro kocha Alexa. - odparłem szeptem i pożałowałem tych słów.
   Chciałem by go zabolało, jednak uzyskałem efekt odwrotny. Zamyślił się i spojrzał w dal.














-No tak... - zaśmiał się. - Ją też trzeba ustawić, bądź ukarać...
   Teraz nie panował nad sobą, podejrzewałem, że może ją zabić. A raczej byłem pewny. Musiałem go zatrzymać. Byłem rozdarty... komu pomóc?
   Gdy zastanawiałem się zbyt długo, jak się okazało, zdążył się ulotnić.
-Co ty wyprawiasz?! I co to wszystko ma znaczyć?! - wykrzyczał Jacob.
   Wyjąłem telefon.
-Słucham cię uważnie. - usłyszałem złośliwy głos Jane.
   Tylko ona mogła pomóc.
-Christianowi wyłączyło się człowieczeństwo.
-Jak to... SIĘ wyłączyło?! - krzyknęła w słuchawkę.
-Nie ważne, musisz ochronić Cathy i Klaus musi wyjechać z dzieckiem.
-Sam?! Z małym?! Oszalałeś?! A co ja mam zrobić?!
-Masz moc...
-Tak, świetnie, mam moc, której nie zdążę użyć bo Christian mnie...
-Enzo, Nathan i Lucy wam pomogą. Ja muszę coś zrobić i będę na dniach...
-Na dniach? Wiesz, ile rzeczy się może zdarzyć...?
-Wiem... - odparłem zdenerwowany. - Ale pomóż mi... Nam... jemu...
-Dobra. Załatwimy to. - odparła pewniej. - Tylko Cath jest w fatalnym stanie...
-Jak to w fatalnym?
-Aro ją torturuje... ja zniknęłam na jakiś czas, nie ma mnie w centralnym... Musiałam. On by mi kazał to robić...
-Cholera! - krzyknąłem wściekły i rozłączyłem się.
-Co się dzieje? - spytał Jacob.
-Słyszałeś, co. Spieprzyli sprawę. - warknął Alex. - Coście zrobili Cath?!
-Nie my, tylko nasza pieprzona rodzinka jest powalona. - odparowałem i ruszyłem. - Idziemy. Musimy odnaleźć Alyssę sami... jeśli nie zdążymy wrócić, Cath może już nie żyć..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz