niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Christiana

-Mogliśmy się tego spodziewać. - skomentowałem obojętnie.
-Coś jeszcze chcesz powiedzieć?! - krzyknął Alex.
-Tak. - wzruszyłem ramionami. - Jej krew przecudnie pachnie.
-Zajmij się swoją kobietą, co?
-Przestańcie. - przerwał Sam załamany.
   Nie mogłem patrzeć jak on to znosi. Wszyscy powinni już wiedzieć i być pewni, że on coś do niej czuje. I na pewno nie podda się z odnalezieniem jej. Żywej lub martwej.
-Jeśli będzie martwa... - zaczął Jacob.
-To wtedy się wpuści jad do jej żył. Nasz jad. Powinna wtedy stać się jakby... jedną z nas ale na pewno nie trwałoby to dla niej przyjemnie.
-NIGDY!
-Możesz się zamknąć? - warknął Sam. - Myślę jako jedyny jak jej pomóc, wy tylko zrzucacie na siebie winę.
   Sam patrzył w jeden punkt podczas naszej kłótni. W końcu się zamknął, ale gdy zobaczyłem jego twarz po prostu wolałem trzymać jego stronę. Potrzebuje wsparcia dupka jak ja.














-Dobra, trzeba coś wymyślić. - zacząłem. - Nie wiem kim oni są, czego chcą dokładnie od Alyssy, jednak... obiecałem bratu, że mu pomogę, swojej kobiecie a was mam w dupie, byle by ta dwójka była zadowolona. Po prostu coś wykombinujmy, a nie sterczymy i się kłócimy. - warknąłem.
-Jesteś dupkiem. Nie wiem, jak Cath mogła cię pokochać. - skomentował Jacob.
-Ona go nie kocha, tylko jest z nim z przyzwyczajenia i z poczucia... uczucia. - dodał Alex.
   Pokazałem, że mnie to bawi. Zaśmiałem się. Jednak znów mina Sama nie wróżyła najlepiej. On po prostu wyszedł, zostawiając nas samych. Cholera, co za idiota...


   Oczami Sama


   Nie mogłem tego znieść. Widoku jej krwi, zapachu o stokroć nasilonego drażniącego moje nozdrza. Musiałem ją odnaleźć sam czy z nimi. Nie interesowały mnie ich kłótnię o Cath, wszyscy wiedzieli że to wszystko pomyłka, jednak ją traktowałem jak siostrę... była nią. Powoli traciłem nadzieję, że zobaczę Alyssę żywą. A musiałem... ją zobaczyć.
   Szwendałem się po ulicach przemierzając już trzeci kilometr, krążąc bezradnie wokół budynków. Miałem ich w dupie, wolałem się zająć myśląc jak to odkręcić i sprowadzić choć jedną poszlakę na ślad Al.
   Aż nagle ktoś rzucił się na mnie z łapami. Jakiś pijany chłopaczyna, współczułem mu. Wściekły, zrezygnowany nie umiałem opanować agresji, pchnąłem go na mur domu towarowego i ścisnąłem mu gardło.
-Nie wchodź mi w drogę, wypad stąd. - wycedziłem i rzuciłem nim na chodnik.












   Nigdy nie byłem święty, jestem rasowym wampirem. Jednak i ta śmierć z powodu zgniecenia krtani jak puszkę Coca Coli uświadomiło mnie, że jestem przecież byłym rozpruwaczem. Mordowałem, piłem krew ze wszystkich którzy się napatoczyli. Bez ograniczeń. Nie byłem i nie jestem dobry, ale staram się być choć trochę jak człowiek... jednak czasem wygodnie mi z tą nadnaturalnością, jak np w obronie Alyssy. Co ja pieprze? Nie obroniłem jej i tego nie zrobię. Byłem bezsilny. Mogliśmy łazić i wałęsać się po ulicach i ciemnych tunelach... byliśmy bezradni.
   W końcu dopadła mnie ''wesoła kompania'', spojrzeli na ciało i jak podejrzewałem tylko kundle się oburzyły, co zrobiłem. Jednak to Mystic Falls, tutaj nam można wszystko. Gdybyśmy obaj chcieli, ja i Christian moglibyśmy ich pozabijać i byłoby to bez konsekwencji. Jednak... chyba wszyscy w jakimś stopniu sobie ufaliśmy, skoro tu byliśmy.
-Musimy zacząć... myśleć co robić. Pójdźcie po zapachu tojadu i krwi. Została. Zapomnieli o tym. - zauważył brat.
   Podniosłem się na duchu, jednak oboje musieli się przemienić. Więc tak się stało, jednak kręciło im się w głowie. Jest tutaj bardzo osłabiona możliwość przemiany, tym bardziej tojad działał dodadnio do zachowania.
   Zawyli obydwaj, za co jednego zdzieliłem w łeb.
-Zamknąć się, jesteście tu nielegalnie. - mruknął Christian.
-Mamy trop! 
-Ruszamy! - nakazałem zaraz podekscytowany. - Szybko...
   Nagle Christian dostał telefon. Wszyscy stanęliśmy gdy usłyszeliśmy jego reakcję...
-Jak to...? Co takiego?!











-Mówiłem, pilnuj jej! - krzyknął wściekły.
   Ze złości oczy podeszły mu żyłami, czarnymi jakby był spragniony. Tak rzadko się działo u wampirów, chyba, że były właśnie a) spragnione i b) wściekłe... ale to bardzo wściekłe. I oba podpunkty szły ze sobą w parze. Teraz we trójkę z nimi nie dałbym rady...


   Oczami Christiana


   Byłem wściekły. Jak mogło do tego dojść?!
-Zajmę się wszystkim, nic jej nie zrobią.
-A nasz syn?! Co z nim?!
-Jest ze mną, Lucy, Nathanem... Enzo i Jane działają pod przykrywką, uwolnią ją gdy dadzą jej spokój.
-Wiedzą o Ethanie?!
-Skądś musieli wiedzieć, skoro...
-Kurwa mać! - wrzasnąłem wściekły czując każdą pulsującą żyłę.
-Zrób najszybciej co masz zrobić i powoli wracaj. Jeśli wrócisz... oni się rozkręcą. - kontynuował Klaus.
-W dupie mam jakieś kundlowe interesy! Cath jest w rękach Volturii, wiesz co to oznacza?! Znasz naszą rodzinkę, nie odpuszczą!
-Uspokój się i rób swoje. Wróć jak najszybciej, zaufaj mi.
   Rozłączył się. Byłem nieco spokojny, oni wiedzieli co robią i jak zrobić żeby było dobrze. Jednak wściekłość nie mijała.
-Co jest? - spytał Sam zaniepokojony jeszcze bardziej.
-Aro odwiedził Cath i... stanęła w obronie jakiejś wilczycy, jakaś Ewa czy ktoś... nie ważne... chcieli tamtą chyba zabić, ona stanęła w jej obronie Klaus sam nie dał rady, byli za szybcy i ją zwinęli...
-Po co ona w ogóle tam polazła? - spytał brat.
-Zabiła człowieka w rezerwacie... - westchnąłem patrząc na wilki. - Nie umie tego opanować, chciała przeprosić, wyjaśnić, chyba prosić ją o radę co może jej pomóc... kurwa mać...
   Wilki nawet nie zdążyły spytać, po prostu powiedziałem.
-Idziemy zamordować tę sukę i odnaleźć Alyssę. Potem zajmiemy się rodzinką, Sam.













   Odparłem powoli ujawniając swoje prawdziwe oblicze. Każdy z Volturii miał swoje umiejętności które mógł łączyć w jedność z czego powstawała jedna, silna. Ja tego nie potrafiłem do tego czasu. I długo z tym walczyłem. Mogłem wnikać do czyiś ciał, byłem jak demon. Miałem postać demona, jakby... wysłannik śmierci. Byłem zbyt silny i przed tym się broniłem... jednak w tym momencie... nastąpiło najgorsze, to, czego się obawiałem. Jedyna rzecz...
   Że to weźmie górę i właśnie ta moc wyłączy mi człowieczeństwo... Teraz obrałem cel. Wymordować i znaleźć tę zapaskudzoną wampirzą sukę i iść potem w swoją stronę...
   Stałem się tym... demonem z krwi i kości... który wziął nade mną władzę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz