-Nie chcę ciągle robić ci krzywdy, to nie w moim stylu. Jeśli powiesz gdzie to dziecko może oszczędzę twoje życie. - odparł uśmiechnięty. - Gadaj.
Nie mówiłam nic. Nawet nie próbowałam. Znów rzucił mną o ścianę. Pragnę dodać, że siedziałam na krześle, które nie raz zmieniali bo było... w strzępach. Na moje szczeście byłam wampirem i nie czułam wiele. Jedynie gdy moją krew lali verbeną i podpalali rany... to było okropne.
Jakiś kmiotek Aro poprawił mnie i już siedziałam w normalnej pozycji. Przed twarzą miałam kominek i rozpalony ogień. Aro zbliżył się.
-I co? Powiesz mi coś?
Spojrzałam na niego. Najchętniej bym wszystkich, całą starszyznę wybiła.
Nagle do środka wparował Christian. Wyglądał... inaczej... czułam, że coś jest nie tak.
-Ja z nią pomówię. Wyjdź. - nakazał ojcu.
Ten zdziwiony wyparował. Drzwi się zamknęły i stanął obok mnie mój mąż.
-Co teraz z tobą zrobić, hm? Jesteś świeżutkim wampirem, jeszcze masz w sobie... tą krew... - westchnął.
-Nie... - pokręciłam głową. - To nie jesteś ty...
-Jestem. - zaśmiał się. - Tęskniłaś, żoneczko?
-Co jest z tobą?
-NIC! - wrzasnął na mnie i gdy zobaczyłam jak wygląda... byłam przerażona.
Milczałam. Gdy chciał mnie zaatakować wparował w niego Klaus z obstawą. Jane i Enzo stali już obok mnie uwalniając z lin nasączonych werbeną. Enzo wziął mnie na ręce a Jane została w środku. Zostałam dostarczona do mieszkania, jakiegoś zupełnie innego. Czułam, jak mdleję...
-Nie odpływaj... - usłyszałam głos Enzo.
Nagle obok mnie zjawił się Nathan.
-Zajmij się nią. Przygotowałeś paszport?
-Tak. Wszystko jest gotowe.
-Świetnie. Niech Lucy przyniesie bagaże, Klaus niedługo do nich dołączy.
-Ethan... - wymamrotałam.
Odpłynęłam...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz