wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Cath

   Trzymałam się, bo nie powiem, że nie. Jednak Aro miał konkretne metody bym zaczęła mówić. Mógł mnie zabić, jednak dzięki Klausowi tego nie zrobił. W jakiś sposób obawiali się go, nie wiedziałam czemu. Aro miał niewyobrażalną władzę w świecie wampirów, podejrzewam, że nie jeden stanąłby u jego boku by w razie konieczności bronić honoru pierwotnych. Jednak ja gardziłam nim. I tylko myślałam... gdzie jest Christian...?
-Nie chcę ciągle robić ci krzywdy, to nie w moim stylu. Jeśli powiesz gdzie to dziecko może oszczędzę twoje życie. - odparł uśmiechnięty. - Gadaj.
   Nie mówiłam nic. Nawet nie próbowałam. Znów rzucił mną o ścianę. Pragnę dodać, że siedziałam na krześle, które nie raz zmieniali bo było... w strzępach. Na moje szczeście byłam wampirem i nie czułam wiele. Jedynie gdy moją krew lali verbeną i podpalali rany... to było okropne.
   Jakiś kmiotek Aro poprawił mnie i już siedziałam w normalnej pozycji. Przed twarzą miałam kominek i rozpalony ogień. Aro zbliżył się.
-I co? Powiesz mi coś?
   Spojrzałam na niego. Najchętniej bym wszystkich, całą starszyznę wybiła.
   Nagle do środka wparował Christian. Wyglądał... inaczej... czułam, że coś jest nie tak.
-Ja z nią pomówię. Wyjdź. - nakazał ojcu. 
   Ten zdziwiony wyparował. Drzwi się zamknęły i stanął obok mnie mój mąż.
-Co teraz z tobą zrobić, hm? Jesteś świeżutkim wampirem, jeszcze masz w sobie... tą krew... - westchnął. 
-Nie... - pokręciłam głową. - To nie jesteś ty... 



-Jestem. - zaśmiał się. - Tęskniłaś, żoneczko? 
-Co jest z tobą? 
-NIC! - wrzasnął na mnie i gdy zobaczyłam jak wygląda... byłam przerażona.



   Milczałam. Gdy chciał mnie zaatakować wparował w niego Klaus z obstawą. Jane i Enzo stali już obok mnie uwalniając z lin nasączonych werbeną. Enzo wziął mnie na ręce a Jane została w środku. Zostałam dostarczona do mieszkania, jakiegoś zupełnie innego. Czułam, jak mdleję...
-Nie odpływaj... - usłyszałam głos Enzo. 
   Nagle obok mnie zjawił się Nathan. 
-Zajmij się nią. Przygotowałeś paszport? 
-Tak. Wszystko jest gotowe. 
-Świetnie. Niech Lucy przyniesie bagaże, Klaus niedługo do nich dołączy. 
-Ethan... - wymamrotałam. 
   Odpłynęłam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz