Christian był uroczy, zakręciłam sobie go wokół palca. Robił dokładnie to, co kazałam, a ja... cóż... korzystałam. O to mi chodziło, jego demon walczył z nim jednak widziałam, że mnie potrzebuje. A siła istoty jak ciemna siła daje mi bardzo wielką moc, wytrzymałość...
Gdy zniszczę Volturii i tych, którzy są z nimi spokrewnieni Łowcy znów uznają mnie za jednego z nich, będę znów należała tam gdzie mnie wyrzucono... przez Klausa.
Klaus... coraz bardziej gdy o nim myślałam czułam wściekłość i... dziwne uczucie którego nie umiałam wyjaśnić. Wolałam go również zabić... jednak miałam dylemat... Sam, czy Klaus... czy... Christian? A może oboje bracia na raz?
-O czym myślisz? - spytał Bronx, jeden i jedyny który nigdy się ode mnie nie odwrócił.
Wsiadł do samochodu i zamknął drzwi spoglądając na mnie.
Nie odrywałam wzroku od ruchliwej ulicy.
-Chcę już ich wykończyć. Jeden po drugim...
-Zrób to tym razem z głową.
-Zawsze robię wszystko z głową. - odparłam zirytowana. - Masz dla mnie informacje o żonie Christiana?
-Trzymaj, tu masz zdjęcia, to, czego się dowiedziałem.
-Miejsce pracy? - klasnęłam w dłonie zaskoczona. - Chodzi tam?
-Często, pracuje dużo... teraz nieco przystopowała.
-Ja już ją zagonię do pracy... - uśmiechnęłam się. - Najpierw obiorę na cel ją, Christiana mamy z głowy na dobre parę dni, do tego czasu wybijemy te gołąbki. Coś więcej o dzieciaku? Ojciec? Biologiczny.
-Alex Volk, wilkołak. Potencjalny alfa, jego siostra Alyssę Volk, młodsza. Obserwując ich zauważyłem, że dziewczyna jest w śpiączce a chłopak ma drugie dziecko z inną wilczycą, niefortunnie zmarła przy porodzie. - uśmiechnął się lekko.
Jak ja nienawidził kundli ani pijawek. Jednak psy nie były tak głupie jak wampiry i bez problemu wyczują podstęp... jednak nie czują łowców. Wątpię, że to pokolenie miało styczność z łowcami, pewnie myślą, że nasza wylęgarnia jest w Orleanie i tam są wszyscy...
-Córeczka... - westchnęłam teatralnie obserwując zdjęcia córki tego Alexa. - Cudownie... Zaczynamy.
-Od razu? Najpierw zastanów się od kogo zaczniesz.
-Od dwóch na raz. Ale najpierw... złoże wizytę... komuś.
Gdy dotarłam do miejsca gdzie wysadził mnie Bronx włamałam się bez problemu do domu Volturii i po cichu kierowałam się do salonu. Czułam tu wyraźnie wampira... jednak przez otumanienie po przebudzeniu byłam słabsza niż powinnam. Potrzebowałam jakiejś duszy... świeżej, młodej duszy.
Sam właśnie wychodził. Ja obserwowałam jego umięśnione ciało przechadzające się w pośpiechu po salonie. Gdy sie odwrócił i mnie zobaczył wycelował we mnie pistoletem. Kołki? Śmieszne.
-Myślisz, że się boję? - spytałam z przekąsem.
-Lilith... Gdzie jest mój brat?! - rzucił sie za mnie tym razem ze srebrem w dłoni.
Zaśmiałam się.
-Zabij mnie, proszę. A nie dowiesz się gdzie twój brat. - wzruszyłam ramionami. - Chcesz, by zginął? - dodałam.
-Zaraz będzie tu reszta. Poczekasz na Klausa? Tylko ty zostałaś z rodzinki, chcesz dołączyć do nich?
Wściekłam się. Broniłam honoru mojej rodziny, byli ludźmi, tylko ojciec był świetnym łowcą. A Klaus wybił ich wszystkich... miałam liczną rodzinę,trzy młodsze siostry i dwóch braci starszych, bracia byli łowcami a dziewczynki... były za młode, by określić kim są. A Klaus zrobił to bez mrugnięcia okiem. Za to się mszczę i nie spocznę.
-Nic mnie nie powstrzyma, sukinsynu. - warknełam i odepchnęłam go celując w niego.
Gdy usłyszałam resztę szybko ulotniłam się z domu zanim zdażyli mnie złapać, przebiegłam trochę i zanim dogonili mnie, dosłownie sekundę po wsiadłam do auta Bronxa i odjechaliśmy.
Muszę być bardziej ostrożna.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz