Nie sądziłam, że kiedyś to powiem... ale miałam ochotę to wszystko rzucić i wyjechać. Jednak przy ołtarzu przyrzekałam sobie, że nie porzucę męża w potrzebie. Powoli miałam go dosyć, nie chciałam, by rujnował moje relacje z synem. Rósł normalnie jednak martwiło mnie jego niezaspokojenie głodu... jadł normalne rzeczy, dla dzieci... jednak pragnął krwi.
Nie mówiłam o tym nikomu, choć Klaus to zauważył. Jednak starał się mi to wytłumaczyć... mimo wszystko się martwiłam.
Przez Christiana nie mogłam zająć się dzieckiem. Ciągle spędzał czas z rodzicami, oni byli wniebowzięci... tylko to ja jestem matką.
-Nic nie wymyślimy. - westchnęłam.
-Odpuszczasz swojego męża - parsknął Enzo.
-Ironią nie pomagasz. - warknęłam tylko pod nosem.
Łaziliśmy po mieście w poszukiwaniu Christiana jednak ulotnił się i zniknął, tak jak przestał mordować niewinnych ludzi.
-To zły znak. - skomentowała moje myśli Jane.
Nagle stanęła, wpatrując się w jeden punkt. Wizja?
-Co jest, Jane? - spytał Sam.
-Lilith... chyba... - zająknęła się i zamilkła.
Całe rodzeństwo po kolei ruszyło szybko w głąb grobowca w środku lasu a ja za nimi. Cały grobowiec był... jakby nikogo tu nie było.
-Jak to możliwe?! - krzyknął Enzo.
Klaus tylko dziwnie się przyglądał. Tak spokojnie i tak opanowanie... inaczej niż reszta. Jakby... się w głębi duszy wcale nie bał.
-Mogliśmy wcześniej... - zaczęła Jane.
-Nie cofniesz czasu. - odparł krótko Enzo.
Ja nie wiedziałam co mam zrobić, byłam pełna obaw. Nie wiedziałam kim jest ale skoro oni się jej obawiali mogłam również być zagrożona jak i dziecko.
-Musisz się ukryć gdzieś. - odezwał się w końcu Sam.
-Gdzie? - zaskoczona spojrzałam na niego.
-Gdzieś gdzie cię nie znajdzie.
-Ale co ja mam do tego?
-Długo opowiadać. Ufasz mi? Więc weź Lucy, dziecko i Nathana i zniknijcie z pola widzenia na jakiś czas. My musimy się zająć poważnie Christianem i tą suką.
Wysłali mnie do domu. Wolałam nie opuszczać dziecka gdy wyraźnie jest zagrożenie. Gdy mama akurat wchodziła do domu ze spaceru dorwałam malucha w obięcia.
-Cześć, rozrabiaku...
Mały tylko się uśmiechał.
-Gdzie byłaś? - spytał podejrzliwie tata.
Mama spiorunowała go wzrokiem.
-Załatwiałam sprawy. - odparłam zaskoczona.
Ostatnio dziwnie się zachowywał...
Nathan już wszystko wiedział, Lucy również. Szybko Sam zareagował... jednak skoro wszyscy byliśmy zagrożeni...musieliśmy się wynosić. Rodzice nawet nie pytali, po prostu... zmieniliśmy miejsce na bezpieczniejsze...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz