wtorek, 10 kwietnia 2018

Od Lilith

  Jeśli chciałam się naprawdę odnaleźć w sytuacji i zyskać sukces musiałam na pewno działać powoli, jak radził Bronx. Był ode mnie starszy, miał może mniejsze doświadczenie co ja jednak... jedyny, któremu w miarę ufałam. Jednak zawsze mi się sprzeciwiał i nie raz dochodziło do wymiany ostrych zdań lub strzelanki...
   Na początek gdy odczekałam nie wiele doszły mnie słuchy, że do pracy wróciła Cath, więc wyszłam z wynajętego domku w rezerwacie, by blisko być wilkołaków i dotarłam bez problemu do miejsca moich działań. Gdy menadżer redakcji oprowadził mnie po stanowiskach bez problemu ogłosił wszystkim oficjalnie, że jestem nowym dyrektorem.
   Gdy doszłam do stanowiska Cathy wraz z nieznaczącym dla mnie mężczyzną oprowadzającym w końcu mogłam ujrzeć tą znaną wszystkim dziewczynę. Była młodsza ode mnie, widać to było gołym okiem, ale też cuchniała mi na wylot wampirem, jednak ponoć... była też człowiekiem.
   Zachowałam ciekawość na bok.
-To jest nowa szefowa, Elize Gonzalez.
   Spojrzała na mnie układając coś w papierach. Spojrzałam na nią z pogardą.















   Wyraźnie zauważyła, że coś mi nie pasuje jednak widocznie to zignorowała. Poczułam w niej siłę, jednak dziwiłam się... jak wilkołak może wybrać kogoś takiego? Jak na złość... chciałam uwieść tego wilka... Po tylu przejściach może nie będzie chciał się zaangażować jednak... miałam szczerą nadzieję, że po czasie, zanim wybiję Volturii skusi się na mnie prędzej czy później...
-Zrób mi kawę, Cath. - uśmiechnęłam się do niej.
-Nie,nie... czytała pani jej dokumenty - wtrącił zaszkoczony menadżer - ona jest od czytania nowych pomysłów, książek...
-Kawa to nic wielkiego, prawda? Na razie wszyscy są na wywiadach, a panny McCorggy nie chcę fatygować, to nie problem, prawda? - spojrzałam złośliwie na dziewczynę.















   Menadżer przytaknął i nie mógł oderwać ode mnie wzroku, a raczej z mojego tyłka. No tak,to denerwowało mnie w facetach... chodzące bezmózgi myślące tylko o seksie. No cóż, takie życie...Jednak nadal wolałam oddać się temu wilkołakowi, nie był szpetny, wręcz przeciwnie. Było w nim coś, co mnie ciągnęło do niego a nie powinno. Martwiło mnie to, jednak... wolałam się zabawić. Oczywiście, ostrożnie, gdyż Sam często bywa w odwiedzinach u tej rodziny z powodu Alyssy... Wszystko się da, jak się chce.
   Po stracie może gdzieś spotkam go w klubie, a mieszkając obok niego na pewno podejrzę coś i zauważę, jak gdzieś będzie się wybierał z chłopakami, którzy już mnie kojarzą... po akcji z wampirem, choć jestem pewna, że nie będą mieli nic przeciwko...

   Po długim męczeniu Cath w pracy wróciłam do domu gdzie czekał na mnie Bronx. Siedząc na schodach oczekiwał mojego przyjazdu, usiadłam obok niego.
-Co robimy? Znaleźli Christiana jak chciałaś...
   Spojrzałam na niego.
















-Myślą, że nie żyje... znaczy... nie żyje, ale... mogą go wybudzić... to silny jad, jednak myślę, że nie będą ryzykować z pobudką biedaczyny.
-A co robisz dalej? - spytał. - Chcę wiedzieć co należy do moich obowiązków.
-Dopilnować, by Elijah się nie wybudził i pilnować Cath. Ma się stąd nie ruszać, resztę przejmuję ja. - odparłam pewna i Bronx odjechał. Ja pojechałam się przejechać na motocyklu... moja maszyna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz