czwartek, 29 marca 2018

Od Christiana

   Ja i Sam podejrzewaliśmy, że była to na pewno siostra lub też partnerka tamtego wampira. Jednak cóż, nie powiem, że nie bawiło mnie to. Mój brat wręcz przeciwnie, panicznie i energicznie nie przestawał jej szukać, nawet, gdy o tym nie wiedziałem. Dowiadywał się o nowych tropach, ostatnie skupisko wampirów było w Mystic Falls, ale wątpiłem, że tam się zaszyli. To biedne martwe dziewczę nawet nie miało pojęcia, z kim zadarło. Nie jednych mordowaliśmy, nie jedno rozwiązaliśmy i nie z takimi jak ona mieliśmy do czynienia... bądź też inne czary mary... Zawsze ze wszystkiego wychodziliśmy cało. A co jak co - wampiry będą się rozmnażać i inne będą mniej lub bardziej pokręcone i powalone. A my, jako dzieci Volturii... musieliśmy takich usuwać albo naprostować.
   Gdy przyszedłem na umówione spotkanie z chłopakami Sam zerknął na mnie zdziwiony. Ja jednak zastanawiałem się bardziej... czego nowego dziś się dowiemy? Wolałem mieć to za sobą i nie trzymać Alexa i Cath zbyt blisko siebie. Nie to, że się czegoś obawiałem, po prostu chciałbym by trzymał swój zakuty łeb z daleka. Mimo tego, że jego partnerką stadną jest ta wilczyca. To wcale o niczym nie świadczy. Najważniejsze - żeby nie dowiedział się, że to on jest ojcem Ethana.
-Co nowego? - spytał Jacob, teraz znacznie milej nastawiony do sytuacji. Chyba przespał się z tym, że musi z nami współpracować... wyjdzie nam to wszystkim na lepsze.
-U nas nic, żadnych zapachów, śladów. Wszystko idealnie ukryte.
-A jednak - odparł Sam. - Ja trafiłem a trop... może mało znaczący, jednak w naszej wampirzej stolicy Mystic Falls jest prawdopodobieństwo, że może tam się kryć. Jest tam duże stężenie magii, zakaz bytowania wilkołaków, ogromna ilość dzikiego tojadu i metrowe tunele pod miastem. Idealne miejsce.
-Tojad? Przecież to trujące...
-Nie bez powodu macie tam zakaz wstępu. - parsknąłem śmiechem.
-I tak tam dla niej wejdę, w dupie mam wasze zakazy...
-Wtedy będziemy musieli cię zabić. - wzruszyłem ramionami - Nikt z was nie ma tam wstępu. A nie będę was usprawiedliwiał przed szanownym sądem Volturii, oni i tak nikogo nie słuchają. Wkopiesz swoją siostrę, ją też zabiją. Więc zaufaj nam.
-Nie zaufam wam. - warknął Alex.
-Słuchaj - zaczął Sam pokojowo. - Widzisz, żebyśmy mieli tu jakieś inne zamiary niż pomocne?
-Zastanawia mnie tylko czemu...
   Tu mój brat już nic nie powiedział. Wolał nie psuć naszych stosunków w trakcie poszukiwań.
-Można tam jej poszukać. - wróciłem. - Ja poszperałem trochę w naszych rodzinnych księgach, do jaskiń i lochów Mystic Falls mają wstęp każde wampiry, tam wilkołaki mają osłabione zmysły i możliwość przemiany. Nasilone są jednak efekty magiczne, działają lepiej nawet dla kompletnie mało uzdolnionego czarodzieja. W księgach również znalazłem zdjęcia, skoro niektórzy z nas się wybudzili... albo może to być...
-Nie. Lilith nie żyje. - przerwał mi Sam. - Nie i koniec.
   Głos mu zadrżał. Nienawidził jej jak ja, i cała nasza rodzina jak i cały nadnaturalny świat. Każdy znał jej imię i nienawidził. Pieprzona pijawa.
-To ta cała diablica co chciała pół półwyspu spalić i powybijać wilkołaki, czarodziejów i ludzi?
-Tak, zgadza się.
-Christian, daj spokój. To nie ona, poza tym... po co by to robiła.
-Bo jest sprytna. Może wie co nie co o tobie. - spojrzałem znacząco na brata.
-Wtedy Cath musi naprawdę stąd zniknąć... i Ethan też. - szepnął Sam.
-Musi. Ale na razie to postanówmy wszystko sprawdzić, może się mylimy. Może ta wampirzyca to jakaś początkująca i nie działa sama, musimy być na wszystko przygotowani. Może używać verbeny.
-Mamy pierścienie i poza tym to na nas nie działa.
-Załatwmy to. Poczekacie poza Mystic Falls, jasne? - nakazałem. - Gdy nie wrócimy wy wejdziecie. Wejdę ja i Jacob. Po nas Ty i Sam. Będzie rozsądniej.
-Nie lepiej wszyscy razem?
-Nie. Jeśli nie wrócimy będziecie mieli czas na obmyślenie strategii ewentualnego zwołania na Lucy. Czarownica sobie tu poradzi, tym bardziej tak świetna. A tym czasem... zacznijmy zabawę. - uśmiechnąłem się.














   Sam spojrzał na mnie pewny siebie. Lubiłem podkręcać nam do świetnej zabawy, zawsze mordując wampiry bawiliśmy się świetnie. Nie chwaląc się, byliśmy w tym bardzo świetni, perfekcyjni. Mordowanie innych jak wilkołaki, czarodzieje, diablice jak Lilith... nie robiło na nas wrażenia. Żyjemy tyle lat, że nic nas nie zdziwi. Wilkołaki mogły trochę trząść portkami, chociaż nie widziałem tego po nich, przynajmniej po Alexie. Jacob był bardzo niepewnie nastawiony do tej akcji. Musiał je zmienić.
   Gdy zjawiliśmy się na miejscu próbowalismy otworzyć wejście. Nigdy nie było zamknięte na cztery spusty od strony grobowca. Sam spojrzał na mnie wielce zaskoczony.
-Pójdziemy się rozejrzeć, obwąchać coś.
-Idziemy z wami. Możecie mieć problemy łazić po lasach Mystic Falls tak sobie, tu roi się od wampirów. A z nami... raczej nic wam nie grozi. Żadna konfrontacja, a my na to nie mamy czasu.
   Ruszyliśmy. Mogliśmy być w błędnym punkcie, miałem nadzieję, że Cathy jest naprawdę bezpieczna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz