Nie mogłem znieść tego wszystkiego. Jane gdy ugryzła Cathy... moje martwe serce się zatrzymało. Złapałem ją za drobne, lecz diabelskie ramiona i odrzuciłem ją do tyłu, w porę złapała się drzwi i nie uderzyła o ścianę. Rozumiała moje zdenerwowanie, Lucy kazała mnie wyprowadzić. Wszyscy, całe moje rodzeństwo oprócz Sama złapali mnie i wynieśli z domu. Goście szybko się wynieśli... cholera, jak to się mogło tak potoczyć?
Wściekły odepchnąłem przed domem Klausa i Enzo.
-Co to było, Jane?! - krzyknąłem na nią.
-Nie uratowalibyśmy jej. - odparła z przekąsem, złośliwie się uśmiechając.
-Nie,nie, znam cię. Zrobiłaś to z powodu. Nie masz serca, nie ''ratujesz'' w potrzebie. - pogroziłem jej palcem.
Czułem jak się we mnie gotowało.
Parsknęła, i poszła w swoją stronę. Chciałem ją dogonić, ale ze środka wyszedł Sam z zakrwawionymi dłońmi.
Spojrzałem na nie potem na brata. Nie mogłam wydusić słowa. Sam spojrzał na mnie wymownie, nie wiedząc co powiedzieć. Więc nic nie mówił, tylko pokręcił głową powoli obserwując mnie i moją reakcję.
-Co...? - wyszeptałem. - Zabiję ją! - wrzasnąłem na cały głos, nie wiem, czy wilki to słyszały. Możliwe. Na pewno nie tylko oni.
Sam zatrzymał mnie, a ja z obrzydzeniem odskoczyłem od niego. Popchnąłem go do tyłu, spojrzał na mnie dziwnie i uniósł ręce.
-Ona żyje, Christian. - przekrzyczał nagle zamieszanie w mojej głowie.
Odwróciłem się do niego ogłupiały.
-Co?
-W sensie... została jedną z nas... - odparł. - Tylko... Musisz jej odebrać dziecko. Lucy nie podejdzie, ja też nie...
-Odebrać? Jej? Jest jej matką! Gdzie oni są? - ruszyłem do domu lecz Sam zatrzymał mnie dłonią.
-Jest wampirem, nowo narodzonym w dodatku. Może zabić dziecko. To hybryda.
Zacisnąłem zęby. Wszedłem do środka i ujrzałem Cath wpatrującą się w nasze dziecko.
-Cath... - zacząłem.
Ona spojrzała się na mnie tylko i spuściła wzrok.
-Nie. - przerwałam mu. - Dajcie mi spokój! - krzyknęła pokazując zęby.
Syknąłem. Ostro pogrywa. Nie panuje nad agresją, pragnieniem i uczuciami. Musiałem to przerwać, zanim zrobi krzywdę. Podeszłam blisko i powoli.
-Spokojnie, kochanie...
-To chłopiec. - uśmiechnęła się. - Jakie imię wybieramy? - spytała lekko się uśmiechając.
Wyglądała obłędnie jako wampirzyca. Wszystkie jej kształty uwydatniły się jeszcze bardziej, cera była czysta i krystaliczna lekko błyszcząc się w świetle słońca.
-Ethan? - wyprzedziła mnie. - To cudowne imię...
-Może być Ethan. - pogłaskałem ją po głowie.
Teraz będzie przesrane... i to dosłownie... Gdy Aro, Marek i Kajus zjawią się tutaj by zobaczyć Cath również będą chcieli zobaczyć dziecko... a jak wytłumaczę im, że jest... hybrydą? Będą chcieli od razu zabić naszego syna. Ona dobrze o tym wiedziała.
-Muszę go zabrać, pewnie jesteś głodna.
-Co? - spytała zaskoczona.
Jak to? Nie czuła ani nie wiedziała, że jest wampirem...?
-Jane cię przemieniła... jesteś...
-Przemieniła mnie? - wściekła się.
Tak jak podejrzewałem.
-Cath...
Zacisnęła zęby, jednak nic nie powiedziała. Trzymała małego na rękach i wstała, po czym poszła do okna.
-Gdzie jest?
-Nie wiem, ale musimy na jakiś czas wyjechać. Co powiesz na miesiąc miodowy? - spytałem prosto z mostu.
Odwróciła się do mnie i przytaknęła zaniepokojona rozumiejąc co może chodzić mi po głowie.
-Gdzie? - spytała jakby... smutna.
-Co powiesz na Chorwację?
-Za gorąco dla dziecka...
Spojrzałem na nią kpiąco.
-To dziecko nadnaturalne, nie jest odporne na...
-Jest. - mruknęła przerywając mi.
-To gdzie chcesz wyjechać? Powiedz miejsce...
-No dobrze... - powiedziała po chwili ufając mi.
Wiedziała, że jestem bardziej doświadczony jednak nie pozwalała sobie wjechać na ambicję ani wejść na głowę.
Poszliśmy się pakować. Musieliśmy wyjechać jak najszybciej by ojciec ani wujkowie nie dowiedzieli się gdzie jesteśmy... chodziło o dobro Cath i dziecka. A ze mną tutaj nie była wcale bezpieczna. Na jakiś czas musieliśmy wyjechać. Moje rodzeństwo pewnie stanie w naszej obronie, jednak chciałem uniknąć takich sytuacji u nas. Nie były i nie wpływały dobrze na otoczenie... dosłownie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz