wtorek, 27 marca 2018

Od Alyssy

Siedziałam z Samem na ławce kiedy usłyszeliśmy zamieszanie. Pobiegliśmy szybko. Sam podbiegł do Christiana. Cathy zaczęła rodzić. Wszyscy goście zostali wyproszeni. Nie chciałam przeszkadzać więc razem z chłopakami wróciliśmy do siebie. 
-Wysadźcie mnie pod szpitalem. Odwiedzę jeszcze Alexa i wyślę Mię do domu.-powiedziałam.
-Na pewno?-zapytał Paul.
-Mogę chyba odwiedzić brata w szpitalu? Dajcie spokój. Teraz już sama nigdzie nie będę mogła iść? Nic mi nie będzie!
Niechętnie ale wysadzili mnie obok szpitala. 
Miałam tylko kawałek do przejścia. 
Ruszyłam. Było późno. Dochodziła 2 w nocy no ale nie mogli mnie wygonić. 
Zbliżałam się do głównego wejścia do szpitala. Musiałam jeszcze ominąć parking dla karetek. 
Nagle ktoś mnie zaszedł od tyłu. Odwróciłam się akurat kiedy napastnik mnie zaatakował. Poczułam ostry ból. Osunęłam się na nogi a po chwili straciłam świadomość.

***

Ciemność panowała wszędzie. Dopiero po jakimś czasie obraz się wyostrzył. Nie wiedziałam gdzie jestem. 

Znalezione obrazy dla zapytania katherine gif

Ledwo mogłam się ruszyć. Całe ciało mnie bolało.
-Co się..-wyszeptałam.
Wszystkie moje zmysły były osłabione. 
-Masz we krwi jeszcze tojad.-usłyszałam.
-Tojad..
Tojad była to roślina która osłabiała wilkołaki tak samo jak werbena wampiry. W większej ilości tojad mógł też nas zabić. Kiedy był w naszej krwi rany nie mogły się goić.
-Czego ode mnie chcesz?-zapytałam.
Dopiero teraz jakaś kobieta wyłoniła się z mroku.
-Nie znam Cię..-odparłam wycięczonym głosem.
-Poznałaś mojego partnera. Odebrałaś mi go. Był miłością mojego życia.
-Co? JA nikogo nie zabiłam..
-Zabiłaś. Nie pamiętasz tego wampira którego przez ciebie zabił tamten z Volturii..
-On mnie zaatakował..
-Zginął przez Ciebie. Teraz ty też umrzesz.. 
Kopnęła mnie, jęknęłam z bólu. Zaczęła związywać moje ręce i nogi. Liny bardo mnie parzyły. 
-Są nasączone tojadem. Teraz nie dasz rady się przemienić.
Kiedy skończyła zostawiła mnie. 
Znajdowałam się chyba w jakiejś piwnicy... albo jaskini. Nie wiedziałam. 
Tojad z lin zaczął wsiąkać w moje ciało poprzez świeżo wypalone rany. Czułam że niedługo znowu odlecę. Próbowałam się uwolnić jednak byłam za słaba. 
-Wypuść mnie!-krzyknęłam.-Ja nic nie zrobiłam!
Nikt jednak nie odpowiadał. 

***

Kiedy znowu się ocknęłam wampirzyca była przy mnie. Jednak nie sama. Obok niej stał jakiś facet.
-Chciałam przedstawić Ci Victora. Jest czarodziejem. Dosyć silnym. Jeśli liczysz na to że twoi przyjaciele czy to wilkołaki cy wampiry Cię znajdą to chciałam Cię poinformować że Viktor zatarł po tobie wszelkie ślady które mogły by ich doprowadzić do ciebie. 
-Po co to robisz?? Nie możesz mnie od razu zabić...
-To by było za łatwe. Chcę byś cierpiała i oni też. Miną dni.. oni będą Cię bezskutecznie szukać jeśli na prawdę im na tobie zależy. Nie znajdą Cię co ich to jeszcze bardziej dobije. Ty będziesz tu cierpiała katusze aż w końcu umrzesz. Wtedy pozbędziemy się gdzieś twojego ciała. Miną tygodnie zanim je znajdą. 
-Nie uda Ci się to..
-Uda uda. Przez ostatnie dni Cię obserwowałam. Jesteś dla nich ważna. Wilkołaki nie odpuszczą, a mam nadzieję że ten wampir też. 
Podeszła do mnie i wstrzyknęła mi coś.
Kiedy tylko substancja dostała się do mojego ciała wiedziałam ze jest to wywar z tojadu. Krzyknęłam z bólu. Czułam jak trucizna wypala mnie od środka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz