Ciągle szwendałem się po weselu obserwując wilkołaki. Moje rodzeństwo nie było zadowolone z ich obecności, tak jak i ja. Jednak miałem nadzieję, że zjawi się mój ''ulubieniec''... ale na szczęście sprawy obrały inny obrót.
Podszedłem do mojej żony, ściskając ją delikatnie.
-Gdzie Sam? - spytałem pijąc szampana.
-Wyszedł z Alyssą przed dom.
-Ryzykują, mam nadzieję, że nie zrobią rozróby.
-Ja też...
Nagle zjawiła się reszta rodzinki, co nie zwiastowało nic dobrego. Aro, Marek i Kajusz podeszli do mnie omijając wilkołaki, kompletnie je ignorując. Aro przyjrzał się Cath.
-Cudowna będzie z niej... Volturii. - dodał niepewnie obserwując ją bacznie.
Ona spojrzała na nich udając, że nic z tego nie rozumie. I dobrze, wiedziała, jak grać.
-Mogę? - uśmiechnął się biorąc jej dłoń.
Zanim zaprotestowałem by nie zwrócić ich uwagi ojciec już miał jej dłoń w uścisku.
-Hmm... interesujące... - mruknął zaniepokojony.
Spoglądałem na Cath, a ona na mnie. W momencie wyrwała dłoń delikatnie.
-Wybaczy pan, ale kim pan jest?
-Jestem ojcem... twojego męża... Przepraszam na moment. - odszedł z wujkami gdzieś na górę w głąb naszego domu.
-O co chodzi...?
-Nie wiem, widocznie coś zobaczył... - wzruszyłem ramionami.
Nagle Cathy zgięła się wpół, spanikowałem. Wszyscy przestali tańczyć, muzyka wciąż grała, a po domu rozbiegał się krzyk mojej żony.
-Ona zaczęło się...
Wszyscy zostali wyproszeni. Zostałem ja, mama Cathy, Lucy... Sam...
Nie mogłem powstrzymać emocji, wszystko było tak nagle... i nie wiedziałem, co robić... Stałem pierwszy raz w życiu bezsilnie.
Gdy Lucy, która zdala medycynę i jest ginekologiem od jakiegoś czasu i to bardzo dobrym bo jak na czarownicę to one to prawdziwe mole książkowe, zajęła się Cathy. Nagle, gdy wybudziła mnie z dziwnego transu i przerażenia, że ją mogę stracić krzyknęła na mnie.
-Zrób to! Teraz, bo inaczej...
Nie mogę. Nie mogę jej tego zrobić. Zniszczyć jej życia. Na pewno ją uratujemy...
Sam trzymał mojego syna na rękach, dopiero teraz to do mnie dotarło. A Cath... nie oddychała...
Nagle przez moje ramię przeszła Jane i... bez wahania ją ugryzła...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz