niedziela, 25 marca 2018

Od Christiana

   Rano ze względu na niepokojący stan zdrowia Cath wysłałem ją do jej rodziców wraz z Lucy, która dojedzie później. Podjąłem tą decyzję, wiedziałem, że jej rodzice wiedzą o tym kim jestem i o jej ciąży również mają pojęcie. Było to oczywiste, jak jej ojciec zareagował. Jej matka wydawała się być niewzruszona i spokojna, więc to znaczy, że ona powinna się zająć nią doskonale z pomocą przyjaciółki mojej narzeczonej.
  Cathy jadła śniadanie w kuchni, a ja ją pakowałem. Była osłabiona i to bardzo, źle wyglądała, a jeszcze przed nią tydzień do narodzin naszego syna. Miałem przeczucie, że to będzie chłopiec, nie dziewczynka.
   Tak samo chciałem zrobić nam wszystkim niespodziankę, która wyjdzie nam na korzyść. Nam, czyli mojej rodzinie, narzeczona, ja i nasz syn.
-Co to za torby? - spytała, gdy położyłem walizkę przy drzwiach.
-Mam dla ciebie niespodziankę i musimy coś załatwić.
-Co takiego? - spytała zaskoczona, myjąc ręce.
-Ubierz się, pomogę ci doturlać się do auta. - odparłem rozbawiony, choć nie było mi do śmiechu. Martwiłem się o nią, choć byłem pewny, że uda nam się to przejść. Odkąd nie ma już tego wilka problemy się kończyły a zaczynało nowe życie.
  Gdy bez pytań, co w niej lubiłem, ubrała się z moją pomocą pomogłem jej dotrzeć do auta. Otworzyłem jej drzwi pasażera.
-Coś ukrywasz przede mną. - zmrużyła oczy podejrzliwie i wsiadła.
   Ja tylko się uśmiechnąłem.














   Wiem, że czuje się przy mnie bezpiecznie, jednak u boku rodziców będzie jej lepiej. Będę tam codziennie ją odwiedzać, przywozić to co potrzebuje. Lucy będzie jej również pomagać będąc tam cały czas, co uzgodniłem z nią wcześniej.
-Po co ta torba...
-Dowiesz się w swoim czasie.


   W domu jej mama czekała, o wszystkim wiedziała, postarałem się by było dla nas jak najłatwiej. Gdy weszliśmy na werandę jej mama otworzyła szeroko drzwi i przywitała mnie serdecznie. Wzięła córkę po rękę.
-Mizernie wyglądasz... - zaniepokoiła się.
-Wiesz co, żadne z was nie musi mi tego wypominać... - mruknęła Cath.
   Uśmiechnąłem się i wniosłem do środka walizkę trzymając w ręku kluczyki.
-Christian, siadaj, zrobiłam obiad dla was...
-Właściwie to muszę lecieć, mam do załatwienia parę spraw.
-A niespodzianka, o której mi mówiłeś? - spytała zniecierpliwiona Cathy.
-Na razie dopracowuje szczegóły, piękna. - mrugnąłem do niej z uśmiechem i na gdy zjawił się Pan Weight, jej mama wyszła ze mną za zewnątrz.
-Dziękuję, widać, że się o nią troszczysz. Jednak niepokoi mnie jej stan, poradzicie coś na to, prawda?
-Tak, oczywiście. - odparłem pewny. - Niech pani nikogo nie wpuszcza z wilkołaków, byłbym wdzięczny.
-Masz to jak w banku. - zapewniła.













-Nie przepada pani za wilkołakami? - spytałem rozbawiony.
-Po przeżyciach z tamtym wilkołakiem nie jestem... chodzi mi o to, co przeżyła Cathy. Chłopak miał wypadek na motocyklu, nie wspomnę o tym Cath, choć wątpię, żeby się przejęła.
-Dziękuję, że trzyma pani moją stronę.
-Waszą. Jesteśmy rodziną, prawda? - uśmiechnęła się ciepło i serdecznie. - Odwiedzaj ją, Lucy będzie tu mieszkać z Nathanem, dziękuję, że masz tak dobry wpływ na nią.
-Nie ma za co dziękować, proszę pani.
   Uścisnęła mnie i weszła do środka.


   Wieczorem wyskoczyłem z Samem do miasta. Mój brat podążał zapachem, a raczej go szukał... swojej lubej. Śmiałem się mu w twarz, gdy na niego patrzyłem. Bałwan, myśli, że ją spotka na mieście. Jednak gdy szliśmy drogą do szpitala poczuliśmy zapach jej krwi i krzyki. 
   Gdy Sam wystrzelił jak z procy ja chwilę po nim by go znaleźć, na boku stała Alyssa a do ściany przykuty facet, przez mojego brata. Był to wampir, jakiś nowo narodzony.
-Bronisz kundla? - zaśmiał się słabo.
-Bronię honoru ras, do tego należą moje obowiązki.
-No tak, słynny Volturii - parsknął.
-Zabij go i skończ ceregiele. - machnąłem ręką. - Nie prowadzi się konwersacji z pospólstwem.
  W końcu bez emocji przebił mu gardło.












-Obyśmy się nie spotkali więcej. To nauczka. Niedługo zjawią się wilkołaki a ty nie jesteś w stanie sie ruszyć. Powodzenia. - odszedł i ruszył przed siebie. A za nim Alyssa...
   Nie chciałem im przeszkadzać, rozpłynąłem się. Chciałem niespodziankę mojej narzeczonej zaplanować jak należało, plus cały ślub zrealizować tak jak ona sobie życzyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz