niedziela, 25 marca 2018

Od Cathy

   Wszystko pamiętałam, a raczej część. Byłam zła na Christiana, jednak nie byłam pewna za co. Trochę starałam się pracować nad sobą, chciałam idealnie się przygotować do roli matki. I też... w dalszym ciągu chciałam być człowiekiem, który o niczym nie wie, o tym całym świecie. Jednak jeśli Christian uważa, że zgodzę się na jakikolwiek plan, który będzie zwiastował setną zmianę w moim życiu... chyba się wścieknę.
  W kuchni baraszkowałam szukając lodów. Miałam straszną ochotę na nie, jak i po chwili chciałam wypić... krew... Zaniepokojona jednak skupiłam się na pierwszym ''daniu'' i nie zwracałam uwagi na chore pragnienie.













   Lucy weszła do mnie do kuchni i obserwowała co robię, próbowałam otworzyć głupie opakowanie po lodach, ona po prostu podeszła i otworzyła je bez problemu.
-Będziesz miała z tym problemy... - westchnęła patrząc na mnie.
-Przecież kobieta w ciąży nie ma z tym problemów. - zaśmiałam się nerwowo.
-Cathy... - złapała mnie za doń. - Przez ciążę taką jak twoja... tracisz siły dając je dziecku. To strona bierna, w wypadku tej ciąży... kiedy dziecko jest... inne niż inne dzieci...
-Co to znaczy? - spytałam zdenerwowana. - Przestańcie mnie traktować jak... nie wiadomo kogo. Radzę sobie, nie jestem inwalidą.
-Ale jeśli nie będziesz się stosowała do moich zaleceń zaszkodzisz nie tylko sobie ale dziecku również. Czyje to jest dziecko? Twoje, czy Alexa?
   Spiorunowałam ją wzrokiem i zaczęłam jeść lody.
-Alexa. Tak myślę. Tego nie jestem w stanie powiedzieć. Uważamy z Christianem je za swoje tak czy siak. Alex jako ojciec dla mojego dziecka nie istnieje.
   Lucy nic nie powiedziała, jakby coś wiedziała ale i jednocześnie ukrywała przede mną. Jednak zignorowałam to. Jeśli to dotyczy kogokolwiek z La Push to nie mam do tego zdania do powiedzenia.
-Musisz mi pomóc. Jest Christian?
-Wyszedł. A co się dzieje?
   Przegryzłam wargę i zdecydowanie podjęłam decyzję.
-Muszę odnaleźć Nathana. Co się z wami stało? Jesteście razem w ogóle?
   Zakłopotana jednak udzieliła mi odpowiedzi.
-Po twojej rzekomej śmierci załamał się, nie chciał nikogo widzieć. Starałam się mu pomóc ale on... wiesz... wybrał bycie wilkołakiem, zamiast wampirem. Miał możliwość poprzez zaklęcie wybrać... i wybrał to... Nie przysłużyło mu to, ukrył się na przedmieściach małego miasteczka obok New Yorku...
-Aż tak daleko?
-Mhm.. Widziałam go ostatnio w Forks, zatrzymuje się tam czasem. Jednak jest niestabilny, jako że nie uczestniczy do żadnej watahy ciężko mu z tym kim się stał.
-Pomóż mi go znaleźć.
-Dobra, ale coś ci się stanie to cię zamorduje...

   Wsiadłyśmy do samochodu Lucy i pojechałyśmy w drogę. Chyba moja przyjaciółka chciała odzyskać dawną miłość, widać, że nadal go kochała mimo upływu miesięcy. I pomyśleć... że to wszystko przez moje decyzje.
   Na miejscu zaparkowała w lesie, prowadziła mnie do jakiegoś zagraconego podwórkowego domku, który był tak malutki, że dziwiłam się, że ktokolwiek tu się by zmieścił czy dał żyć. To raczej działkowa chatka. Na ścianach domu widniały ślady pazurów, wyprzedziłam Lucy gdy usłyszałam hałas przed chatką.
-Nathan?! - krzyknęłam i poszłam w tamtą stronę.














-Cathy! - krzyknęła, biegnąc za mną.
   Jednak ja również przyspieszyłam kroku i gdy skręciłam przed dom ujrzałam brata. Patrzył na mnie jak na zjawę, wyglądał strasznie. Oczy podkrążone, ślady krwi na koszulce i liczne zadrapania. Naprawdę... sobie nie radził...
   Przytuliłam go, Lucy tylko obserwowała ukochanego. To była trudna sytuacja, dla nas wszystkich. Spojrzałam bratu w oczy i przerażona złapałam go za ramiona.
-Ty... żyjesz...
-Wróć z nami. Znajdę ci miejsce dla ciebie, żebyś się tak nie dręczył...
-Ty żyjesz, to się liczy...
-Wróć do rezerwatu, do rodziców. Wataha na pewno gdy się dowie o twoim istnieniu cię zrekrutuje...
   Zignorował mnie gdy ujrzał Lucy. Uśmiechnęłam się i przytulił ją, obkręcając dookoła.
-Tęskniłem... przepraszam...
   Przyjaciółka tylko się radośnie uśmiechnęła i pocałowała go.
-Nie zrekrutują mnie to łamię zasady wilkołaków. Po pierwsze... i najważniejsze, pokochałem kogoś innej rasy. A z niej nie zrezygnuję. To ona mnie podtrzymywała przy życiu, po twojej rzekomej śmierci. - spojrzał na mój brzuch. - Jesteś w ciąży?
-Tak... z wampirem.
-Co takiego? To niemożliwe...
   Lucy spojrzała na mnie, bym nie mówiła mu nic o prawdzie. Więc utrzymywałam kłamstwo ile się dało.
-Wróćmy do domu. - uśmiechnęłam się i oni odwieźli mnie do domu.


   W domu gdy Christian wrócił ja kupowałam rzeczy dla dziecka. Takie neutralne, subtelne i jednocześnie prześliczne. Narzeczony spojrzał na mnie zaskoczony i zdjął kurtkę nalewając sobie whisky.
-Co robisz?
-Kupuję mebelki i akcesoria dla naszej Mai. - uśmiechnęłam się.
-Znasz płeć?
-Po prostu myślę, że to będzie dziewczynka... - odparłam pewnie.















-Nie, ja myślę, że chłopiec. - uśmiechnął się nie znosząc sprzeciwu.
-Zobaczymy... Wyglądam na piąty miesiąc, jeśli tak dalej pójdzie urodzę za parę dni... - dodałam zaniepokojona. - Z dzieckiem nie będzie dobrze...
-Uwierz mi, widziałem przypadki dzieci-wampirów, niczym się od innych nie różniły. - odparł podejrzanie.
   Jednak mu uwierzyłam, gdy się uśmiechnął.
-Mam taką nadzieję... Kocham Cię. - szepnęłam i jakby coś go tknęło. Rzadko sobie to mówiliśmy i chyba czas to zmienić. Już za dwa dni ślub...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz