wtorek, 13 marca 2018

Od Cathy




  Dostalam nowe wytyczne od Grindewalda. Mialam nic nie kombinowac do momentu gdy on nie wyda zadnych polecen. Niestety na razie musialam sie go sluchac a potem wymysle jak sie go pozbyc. Czytalam duzo o nim, jego przeszlosci. Nie byl kolorowa postacia, bardziej wzbudzal... strach u innych czarodziejow. Jednak gdy porzuce magie nie bede mu do nieczego potrzebna.
  Po zakupie domu i szybkiej rozmowie z bylym wlascicielem od razu wymeblowalam dom. Skad pieniadze? Skradzione, oczywiscie, te, ktore zawdzieczam Adrienowi. Usmiechnelam sie sama do siebie - jednak w srodku bylam wrakiem czlowieka.
  Nauczylam sie byc silna. Po wszyskich przejsciach powinnam byc chodzaca depresja... jednak rodzice sobie poradza. Kiedys sobie radzili... teraz tez dadza rade.
   Poszlam do miejscowej stacyjki telefonicznej niedaleko domu. Wybralam numer Alexa... po dluzszej chwili odebral.
-Hej hej, marudo. - odezwalam sie pierwsza.
-Cath?
-No a kto? - zasmialam sie. - Dzwonie poinformowac ze juz mam dom, zyje i jest swietnie. Mam tylko prosbe. Moglbys czasem miec oko na moj stary dom? Jak maja sie rodzice... i dawac mi znac mailowo. Oczywiscie wysle Ci swoj email, nie mam telefonu komurkowego, ulegl zniszczeniu w wypadku.
-Jasne, pewnie... ale nie zalujesz tego?
-Nie, co prawda... wiesz, tesknie za nimi ale nie moglam zostac. Znalezli mnie. Nie pamietaja mnie... Moj brat Nathan na pewno bedzie mnie szukal wiec klam... prosze.
-Zrobie co bede mogl. Masz inny glos. Cos nie tak?
-Wszystko super... - westchnelam i dodalam po chwili - Tesknie...
-Nie poznaje Cie. - rozesmial sie. - Gdzie wredna, oziebla Cathy?
  Zasmialam sie.














 Boze, jak ja sie cieszylam, ze go slysze...
-Chyba... powoli paruje ze mnie to wszystko co ostatnio...
-A jestes tam bezpieczna?
  Musialam sklamac. Grindewald ciagle nade mna wisi... to oznacza ze musze byc ostrozna.
-Nigdy nie bylam. - odparlam niepewnie. - Ktos nade mna wisi. Mam zwiazane rece.
-Co to znaczy?
-Musze konczyc. - zobaczylam samochod Grindewalda pod stacja. - Naprawde musze... Przepraszam... tesknie.
  Rozlaczylam sie i wyszlam ze stacji.
  Bylo juz ciemno, dobrze, ze mialam blisko do domu.
-Co tu robisz? Miales tylko dzwonic. - odparlam zla.
-A co? Przeszkodzilem golabeczkom?
-Nie twoj interes. -  machnelam reka i minelam go.
  Zlapal mnie za nadgarstek.
-Nie ignoruj mnie. Dzieki mnie zyjesz. Masz u mnie dlug.
-Ta, jasne.
-Pozalujesz tego, ze z nim rozmawialas.
-Odwal sie. - warknelam.
-Na wlasne zyczenie prosisz sie o kare. - zasmial sie. - Co z toba? O co ci chodzi? Jestes zwykla kurwa na moje posylki i tak ma byc.Do kar sie przyzwyczaj jesli nie bedziesz mnie sluchac.
-Nic nie jest dobrze. Tesknie. Za dawnym zyciem...














-Sprawie, ze nie bedziesz dlugo tesknic.
-Co ty wiesz?!
  Wsiadl do samochodu i odjechal, a ja szlam uliczka kawiarni w strone domu. Zaplakana i pelna rezygnacji poczulam, ze to dopiero teraz czuje bol i wraca dawna ja. Przez sentymenty i uczucia.
  Wpadlam na kogos, ruszylam dalej, jednak facet zawolal mnie.
-Przepraszam, wszystko dobrze?
  Odwrocilam sie i wzruszylam ramionami.
-Nie. Jest do dupy... wlasciwie...
-Jest pani przemarznieta. Zapraszam pania na goraca czekolade. - usmiechnal sie, po czym stwierdzilam... czemu nie...? Tu nikogo nie mam, moze poznam kogos.... Alex tez kogos ma, tez powinnam.
-Pewnie.
  Usiedlismy w kawiarni, pilam goraca czekolade a koles tylko mnie obserwowal.
-Jestem Christian.
-Cathy. - spojrzalam w dlonie.
-Czemu jestes najsmutniejsza dziewczyna w Seattle? - usmiechnal sie lekko.
   Zasmialam sie.
-Nie mam nikogo, wszystkich stracilam... a jak sie nikogo nie ma to sie wariuje. - wzruszylam ramionami.
   Spojrzal na mnie ze wspolczuciem.












-Zaraz musze isc... - dodalam.
   Chcialam napisac maila do Alexa... jak najszybciej.
-Odwioze cie. Gdzie mieszkasz?
-Nie trzeba.
-Jednak nalegam.
  Od kiedy faceci sa tacy... staroswiedzcy...?
-Dobrze.

  Gdy stalismy pod moim domem ja ubralam szalik i otworzylam drzwi.
-Moze do jutra?
-Zaproszenie? - odparlam przecierajac lzy z policzka. - Nie porzebuje litosci...
-To nie litosc, czyste zauroczenie.
  Parsknelam pod nosem.
-Jasne... dogadamy sie jakos.
  Odeszlam i od razu jeszcze nie rozebrana napisalam do Alexa. Zalezalo mi na  nim... nie na jakims kolesiu z ulicy... chociaz kontakt nam sie nie urwie. To mnie cieszylo. Jednak nie moglam podac nawet jemu gdzie mieszkam... niestety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz