czwartek, 22 marca 2018

Od Cathy

   Siedziałam na spotkaniu redaktorskim, same pierdoły. Jednak słuchałam, zagłębiając się w temat. Ostatnio bardzo dużo pracowałam nad tematem dziwnych i niewyjaśnionych zaginięć ostatnich dni. Ludzie po prostu znikali... tak sobie, o!
-Nie sądzę, że tak to można nazwać, Wesley... - skomentowała jedna z pism detektywistycznych, pani Robbyn, sędziwa starsza pani, jednak miała głowę na karku i do tego biznesu.
-Może Weight nam coś powie? - zwrócił się do mnie redaktor naczelny, Franco.
-Uważam, że sprawa potrzebuje większego rozgłosu, przygotowałam stosowne nagłówki które przyciągną nie jednego czytelnika - rozdałam im projekty. - Ponadto, można pojechać do Mystic Falls i Forks by czegoś się dowiedzieć.
-Świetna robota, więc pani pojedzie. - uśmiechnął się Franco, mierząc mnie od stóp do głów.
  Chrząknęłam, i spojrzałam na swoje notatki.
-Uważa pan, że...
-Tak, to twój temat, widać, że nie zrobiłem błędu biorąc cię do tak poważnego składu.
  Uśmiechnęłam się, i w tym momencie znów zebrało mi się na wymioty. Powstrzymałam ciśnienie zbierające się do przełyku i gdy chwilę później redaktor naczelny zakończył ''obchód'' rzuciłam się do drzwi czując na sobie wzrok współpracowników.
  Pobiegła za mną Diana z którą swoją drogą ostatnio świetnie się dogadujemy. Otwarłam drzwi do toalety z impetem i ''przytuliłam'' muszlę klozetową.
-Co jest? - spytała koleżanka, opierając się o drzwi.
  Gdy skończyłam złapałam oddech i mogłam odpowiedzieć.
-Nie wiem, od paru dni rzygam jak kot... - podeszłam do umywalki obmyć twarz i wypłukać buzię.
-Może powinnaś... iść do ginekologa... Masz partnera? Kogoś, z kim... wiesz.
  Nie wiedziała, że jestem z Christianem. Od razu traktowałaby mnie inaczej. Jest znany nie tylko w Seattle, ale w większościach państw. Był biznesmenem, nie pokazywał się w żadnych wywiadach jednak brukowce nie jednokrotnie robiły mu zdjęcia. Sama byłam tego świadkiem, uchwycili mnie, jednak do tej pory nie wiedzą kto to i z czym to się wszystko je.
-Mam... ale... to niemożliwe, zabezpieczamy się. Ja biorę zastrzyki, on gumki...
-Może ty raz zapomniałaś, on też...
-Pójdę, dla świętego spokoju. - uśmiechnęłam sie do niej.
  Przytuliła mnie.
-Możesz na mnie liczyć. Wiesz o tym.
   Wyszłam zwalniając się z roboty. Od razu poszłam do lekarza, będąc pewna, że nic mnie nie zaskoczy. Przecież to bzdury...
  Siedziałam czekając na wyrok. Byłam pewna, że wszystko jest dobrze. Pobrano mi cytologię, przed USG lekarz spojrzał na wstępne wyniki. Obserwowałam go bacznie i jego mimikę twarzy, ale nic nie wskazywała.












   W końcu odłożył kawałki nieznaczącego dla mnie papieru i doszliśmy do badania USG. Ciągle do mnie dobijał się Christian, jednak wyciszyłam telefon i odrzucałam połączenia.
-Proszę się położyć, podwinąć koszulkę...
  Standardowo, jakbym nigdy nie była na badaniu USG...
  Wiedziałam, że to niemożliwe, żebym była w ciąży. Przez palenie papierosów niegdyś po latach okazało się, że jestem bezpłodna. Nie mogę mieć dzieci. WCALE. Tak, to szok, bo bardzo chciałam mieć rodzinę, małą, kochającą się rodzinę. Jednak nawet z nikim nie poruszałam tematu, nikomu nie mówiłam. Jednak dla spokoju wolałam pójść, może wyjdzie dlaczego rzygam jak kot na pustyni.
-Hmm... Pani Weight, widzę tutaj trzeci tydzień.
  Spojrzałam na niego nie dowierzając.
-Co takiego? - wycedziłam.
-Jest pani w ciąży. Gratuluję.
  Nie to, że byłam poirytowana tym, że facet ewidentnie wypowiedział to bez emocji, jednak chodziło o to, że... przecież... J A K ?! Może... coś się zmieniło...? Ale tamta diagnoza była na pewno prawdziwa, prywatny szpital, lekarz...
-Ale dwa lata temu powiedziano mi, że jestem bezpłodna... W klinice ginekologiczno-położniczej w Londynie...
-Takie rzeczy to cud, miałem dwa takie przypadki w swojej karierze a mam sześćdziesiąt lat, proszę pani. Zdarza się.
  Bez wyrazu emocji i entuzjazmu wyszłam z gabinetu kierując się do domu. Taksówka odwiozła mnie na miejsce, a ja zaczynałam rozumieć co właśnie się stało i rośnie w moim brzuchu.
-Cholera... - wypowiedziałam nagle i sięgnęłam do kalendarza. - Nie... To przypadek...
   Trzy tygodnie temu przespałam się z Alexem. Równe trzy tygodnie temu...
  Jednak to Christian mnie kocha, ja jego też... on zapewnia mi bezpieczeństwo, nie odrzuca, po prostu jest... Alex nie chciał nawet ze mną przyjechać, pokazać, że mu zależy. Ma tą całą Mię, nie będę mu rozpieprzać małżeństwa.
  W domu Christiana nie było, widocznie jest w pracy albo z Samem. Cieszyłam się, bo sama nie wiedziałam, co o tym myśleć.
  Gdy wpadałam w atak paniki i histerii zadzwoniłam po Diane, ta od razu sie zjawiła. Wyszłam na taras w piżamie, totalnie nieogarnięta. Nie miałam zamiaru dziś nigdzie wychodzić... wolałam zapaść się pod ziemię.
-I co? - spytała Diana.
-Jestem w ciąży.
-Gratuluję! Mówiłam?!
-Tak tylko... że to nie jest dziecko mojego faceta...












   Spojrzała na mnie i aż musiała podeprzeć czoło dłońmi.
-Boże święty, w cos ty się wpakowała...
-Tylko nie mów mu...
-Nawet go nie znam, a poza tym nawet bym nie pomyślała... ale biologiczny ojciec to... jaki jest?
-Nie chciał mnie znać, nawet przyjechac ze mną tutaj... Byłam totalnie zniszczona śmiercią rodziców i brata... prosiłam go, a on olał sprawę... miał to gdzieś, powiedział, że ma tu swoje sprawy i swoją dziewczynę... potem wróciłam, pokłóciliśmy się i mnie przeleciał na plaży, po czym nic nawet z tego nie wyszło.
-Wywal się na to. - odparła odpalając papierosa, poprawiając swoje różowe krótkie włosy.
-Ale jak...? Problem, że kocham jednego i drugiego...
-Wybierz tak, z którym czujesz się dobrze, bezpiecznie i pewnie, który zapewni dobro dziecku.
-Masz rację...
-Nawet gnojkowi nie mów, niech żyje z przekonaniem o tym, że nie ma dzieciaka. Kij mu w oko.
  Zaśmiałam się.
-Dzięki, Diana.

  Wieczorem starałam się to jakoś powiedzieć Christianowi. Jednak nie miałam odwagi. Siedzieliśmy w restauracji i śmialiśmy się, rozmawialiśmy i wygłupialiśmy. Przy mnie był zupełnie innym czlowiekiem, jakby chciał być idealny przy mnie.
-Kocham Cię, Cathy. - uśmiechnął się do mnie. - Sprawiasz, że szaleję. - powiedział poetycko, żartobliwie, tym samym naśmiewając się z mojego wykształcenia humanistycznego.
-A ty sprawiasz, że jestem mniej cyniczna. - czułam, jak sie denerwuje, jednak nie pokazywałam tego.












   Dopijaliśmy lampkę wina, gdy nagle poczułam, że to ten moment odpowiedni na zwierzenia i poważne tematy. Spojrzałam mu w oczy, ciężko przełykając słodkie czerwone wino.
-Christian... - zaczęłam.
-Hm?
-Jestem w ciąży. - wypaliłam i obserwowałam jego reakcję.
  Zamarł. Praktycznie i fizycznie... chyba umarł. Na zawał.
-To niemożliwe, Cathy.
-Co? - zamarłam, bojąc się, że on wie...
-To po prostu nie jest fizycznie możliwe. - wstał od stołu i wyszedł z restauracji zostawiając pieniądze na stole jako zapłata dla kelnera.
  Wybiegłam za nim, ledwo go dogoniłam.
-Co ci?!
-Bo to jest niemożliwe, Cath. FIZYCZNIE NIEMOŻLIWE! - krzyknął nagle a ja podskoczyłam w miejscu.
-Powaliło cię?! Tylko z tobą sypiam, jesteś moim partnerem, kocham cię, a ty odwalasz krzywe akcje na ulicy bo coś ci sie uroiło?! Wiesz co...? A wal się! Nie, ja po prostu nie mam słow na to jaki ty jesteś tępy, mój Boże! Oczywiście, to ja dałam dupy jakiemuś fagasowi i teraz chcę cię wpieprzyc w dzieciaka, pewnie, super!











-Ja jestem tępy?! Kto pił wino będąc w ciąży?!
-Ty jesteś chory na głowę, człowieku! Zalecenie od lekarza mam że trzeci tydzień mogę pić, potem... a zresztą, w dupie cię mam, adios! - krzyknęłam i odeszłam. - PALANT!
-Pieprzona wariatka!
  Odwróciłam się do niego.
-Pieprzony kretyn bez uczuć! WAL SIĘ!
 -No i super. - usłyszałam jeszcze za plecami.
-UGH! - westchnęłam pod nosem idąc jak mała obrażona dziewczynka do Diany.
  Sytuacja musiała wyglądać komicznie, bo wszyscy gapili się na naszą głótnię i musieli mieć ubaw. Jednak... matko chrystusowa, zamordowałabym go gołymi rękami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz