Zajęliśmy się pakowaniem. Jak wyruszymy chciałam najpierw pojechać do rodziców i uprzedzić ich o tym, że wyjeżdżamy... No i posiedzieć i pokazać im wnuka. Był cudowny... przecudowny... i tak podobny do Alexa... jednak również coś w nim było z Christiana... Dziwne.
-Bierz torby i jedziemy. - powiedział w pośpiechu Chris.
Spojrzałam na niego unosząc brwi obserwując jak chłopaki noszą bagaże.
-Jedziemy tylko na miesiąc, nie wyprowadzamy się. - skomentowałam.
-Tego nie wiemy. Może dobrze zrobi nam przeprowadzka zupełnie do innego miasta.
Spiorunowałam męża wściekła.
-Nie, nie zgadzam się na to.
Zignorował to co powiedziałam i zaniósł ostatnią torbę zagadując jeszcze się z Samem. O czymś dyskutowali zawzięcie. Słyszałam imię Alyssa,Alyssa,Alyssa... Christian wściekł się gdy o tym mówili, wsiadł do samochodu. Sam miał mnie zawołać, przyszedł chwilę po ich kłótni wściekły.
-Wiem, słyszałam. - uprzedziłam zanim zdążył otworzyć usta. - O co chodzi?
-Nic...
-Alyssę ktoś porwał?
-Tak. Niedługo wilkołaki zaczną węszyć. A ja muszę ją znaleźć...
-Dobrze. - wstałam powoli z Ethanem na rękach. - Pomogę Ci tylko odstawię małego do rodziców.
-Nie, ty nie ryzykuj... - pokręcił głową.
-Sam - położyłam dłoń na jego ramieniu z lekkim uśmiechem. - Pomogę Ci, Christian też. On po prostu... denerwuje się sytuacją...
-Nie możesz zostać, Aro i wujkowie jesli poznają twojego syna...
-Nic nie zrobią. Zaufaj mi. Moi rodzice wiedzą więcej niż mi się wydaje... moja mama... chyba wie jak na to zaradzić. Jedziesz z nami.
Pojechaliśmy do rodziców. Była piękna pogoda, mama zachwycała się Ethanem wraz z ojcem, który chyba był zły na Chrisa... myślał, że to on mnie przemienił...
Usiadłam z Christianem i Samem w lesie. Ja siedziałam na przewalonym konarze a Christian i Sam główkowali co zrobić.
-Nie wiemy nawet gdzie ona jest i co z nią. A jeśli po prostu sobie gdzieś wyjechała? Miała dość wszystkiego? - zakpił Christian.
Wkurzał mnie.
-Zamknij się lepiej... - westchnęłam i spojrzałam na Sama. - Nie chcesz, nie pomagaj, sama w to wejdę.
-Nie,nie, jak już to ze mną. Oszalałaś.
Nagle wyczułam okropny smród zmokłego psa.
-Czujecie? - spytałam zniesmaczona.
-Wilkołak. - chłopaki odwrócili się do mnie plecami, a przed nimi stanął Alex z Jacobem.
-Czego? - spytał Christian.
Alex od razu ruszył na Sama. Ja w obronie szybko stanęłam między nimi i popchnęłam Alexa na drzewo.
-Od mojej rodziny trzymaj z dala łapy. - warknęłam.
-Cath...? Jesteś... pijawką?
-Tak... - odsunęłam się o kilka kroków. - Inaczej by mnie tu nie było a n... moje dziecko również. Czego chcesz?
-To jego wina, przez niego moja siostra zniknęła! - krzyknął.
-Zanim zaczniesz kogoś oskarżać zdobądź dowody. - odparł Christian.
-Chcecie dowodów? - parsknął.
-Widziałem ich na weselu, znikali razem co jakiś czas, ich dziwne spojrzenia...
-Alex, możemy pogadać sam na sam? - spytałam prosto z mostu.
Wszyscy zamilkli. Alex spojrzał na mnie dziwnie, jakby przypomniał sobie tę noc, naszą wspólną, którą właśnie spędziliśmy razem.
-N...- zaczął mój mąż.
-Daj spokój. - przerwał mu Sam.
Poszliśmy tak, by nas nie słyszeli.
-Co chcesz? - spytał ostro.
Zaśmiałam się kpiąc z jego zachowania.
-Co?
-Bawisz mnie. Od początku mnie bawiłeś. Gdy nadchodziła zmiana zmieniałeś nastawienie na inne, jak chorągiewka. - wzruszyłam ramionami. - Nigdy nie mogłeś się nastawić na jedno, potrzebowałeś prostej relacji...
-Do czego dążysz?- warknął zirytowany.
-Do tego, że twoja siostra nie musi być jak Ty. Sam chciałeś rzucić wszystko dla mnie, jednak było za późno. A skąd wiesz, że przez zabranianie jej tego i truciu tyłka przez watahę, ustawianie życia z góry uciekła? Albo coś się jej stało przez to, że wasze chore zasady każdemu z was szkodzą.
-Co ty gadasz w ogóle? Dobrze, że ty zachowałaś się w porządku i masz swoje zasady, nie?
-O co ci chodzi? - spytałam poważna.
-O to, że przespałaś się z nim, potem ze mną, chciałaś ze mną być a potem...
-Dość. Znajdę twoją siostrę tylko dlatego, że ją lubię. Nic dla ciebie nie zrobie. - warknęłam i spojrzałam na niego ze łzami w oczach po czym odeszłam.
Podeszłam do Christiana i przytuliłam go.
-Już dobrze. - pogłaskał mnie po plecach i włosach.
Odsunęłam się od Sama i Christiana, mrożąc wzrokiem Jacoba i Alexa który wrócił. Już chyba wiedziałam, dlaczego wampiry i wilkołaki siebie nienawidzili... Po prostu było to we krwi, niezależnie od ras... nienawidziliśmy się... jednak w relacji Sama i Alyssy było coś... ja uważałam, że ona różniła się od reszty. Miałam przeczucie, a raczej byłam pewna, że ta dziewczyna w sobie miała siłę, o której nie miała pojęcia...
-Idziemy - przerwałam ciszę patrząc na wilkołaki. - Chcecie to się przyłączcie.
-Nie znamy wroga - wtrącił Christian.
-Będzie nam raźniej i będziemy czuć się silniejsi mając u boku parę wilkołaków. - dodał Sam.
-Tylko nie parę, pijawko. - mruknął Jacob.
-Nie traćmy czasu... - westchnęłam.
-A Ty... nie czujesz pragnienia? - spytał Jacob patrząc na mnie.
-Czuję i to cholernie, ale na razie mam moralniaka... - wzruszyłam ramionami. - Staram się powstrzymać.
-Macie pewność, że dziecko jest bezpieczne? - spytał Sam odwracając się do mnie i Christiana.
-Mamy nadzieję. Mama jest czarownicą, jest Lucy i Nathan, ojciec, emerytowany łowca-sprzymierzeńca... wierzę, że Ethan jest bezpieczny... - zmartwiłam się.
Musieliśmy znaleźć Alyssę, choć nie było to łatwe. Jednak w takim zgraniu pójdzie nam to szybciej. Chociaż czułam, że ta przygoda będzie pełna kłótni, nieporozumień i dogryzaniu sobie nawzajem... Najważniejsze było życie dziewczyny. Czułam się w obowiązku ją znaleźć... widziałam, że Sam odchodził od zmysłów. Wiedziałam, że mam jakąś ukrytą umiejętność poprzez to, że zostałam ugryziona przez Jane... jednak... miałam nadzieję, żeby ukazała się w odpowiednim momencie...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz