-To nie jest śmieszne, Christian. - wstałam i patrzyłam w okno.
-Nie żartuję - usłyszałam kroki za sobą. Stanęłam. - W wyniku wypadku miałaś zanik pamięci, dlatego masz luki. Potem... lekarz zalecił mi bym nie mówił ci o prawdzie do momentu poprawy twojego zdrowia.
Zaszkliły mi się oczy, jednak nie zareagowałam tragicznie. Widziałam tylko dobre strony.
-Wiesz, gdzie mieszkają? - spytałam podekscytowana.
-Tak, dzisiaj tam pojedziemy, będziesz miała okazje z nimi porozmawiać.
Przytuliłam go radosna. Boże, kochałam go i uwielbiałam w każdy możliwy sposób.
-Dobrze. Wspaniale, idę się ogarnąć i czekaj na mnie... - pobiegłam się wyszykować.
Chciałam zaprosić wszystkich! Alexa, bo czemu nie? Sytuacja między nami jest czysta i przejrzysta... jego siostrę, która raczej za mną chyba nie przepada, ale zawsze jest miło dostać zaproszenie na ślub... w ogólę, wszystkich których znam zaproszę... bez wyjątków.
Gdy ogarnęłam się do wyjścia wsiadłam do samochodu Christiana. Gdy stanęliśmy na postój on zapalił a ja poszłam załatwić potrzebę fizjologiczną. Byłam taka szczęśliwa i podekscytowana... Szłam w stronę audi r8 i Christiana. Podobały mi się samochody które produkował i wypuszczał mój narzeczony, były naprawdę genialne. Podeszłam do niego, opierającego się o auto kończąc papierosa, wyrzucił go by nie dmuchać na mnie. Spojrzeliśmy sobie w oczy, uśmiechałam się do niego podekscytowana a on bez wyrazu mnie obserwował.
-Czego chcesz, gadzino?
Parsknełam śmiechem.
-Chcę poprowadzić...
Roześmiał się głośno i nagle spoważniał.
-Wsiadaj na miejsce pasażera, i tak masz szczęście, że nie przysporzyłem Cie o zawał swoją jazdą.
Naburmuszona wsiadłam do auta.
Gdy byliśmy na miejscu Christian pierwszy zapukał do drzwi domu Alexa. Staneła w drzwiach Alyssa, którą kojarzyłam gdy jeszcze tu mieszkałam.
-Hej... - spojrzała na Christiana jakby go znała.
-Do kogo wy? Do mnie czy Alexa...
-Do was wszystkich...
-To znaczy...? - spytała niezupełnie rozumiejąc.
-Kto to, Al... - wychylił się zza drzwi Alex.
Zamurowało go przez moment.
-Chcielibyśmy na szybko zaprosić ciebie, twoją siostrę i twoich kumpli na nasz ślub. - odparł Christian pierwszy, a ja spojrzałam na niebo odrywając wzrok od Alyssy i Alexa.
-Co takiego...?
-No, wczoraj Christian mi się oświadczył, wiesz, jestem w ciąży, nie chciałabym wychowywać dziecka w dziwnej atmosferze... będę czuła się bezpieczniej i stabilniej. Poza tym... czekałam na ten moment od kiedy miałam dwanaście lat. - zaśmiałam się. - Proszę. - podałam im zaproszenia które sama zaprojektowałam.
Delikatny pastelowy różowy komponujący się z białym wspaniale wypadł, nie bez powodu projektuje nagłówki w redakcji...
Alex spojrzał na Christiana podejrzanie, a mój narzeczony kompletnie nic sobie z tego nie robił. Alyssa, jakby podejrzewała co sie stanie wyprzedziła brata i złapała mnie za rękę. W momencie zjawiła się Mia, która również nie wiedziała co sie dzieje.
-Co tu się wyprawia? - spytała zaskoczona, i to niemile.
-Chodźcie. - pociągneła nas do środka.
-Pogadamy sobie tylko. - dodał Christian i drzwi się zamknęły.
Usiadłyśmy w salonie, gdzie Mia nie przestała się trząść z nerwów. Wiedziałam, że mnie nie lubi... ale aż tak?
-Chcesz coś do picia? Kawy?
-Nie,nie - uśmiechnęłam się - nie mogę kofeiny... jestem w ciąży... herbatę.
-Dobrze... - poszła zakłopotana do kuchni.
Mia nawet na mnie nie patrzyła. Spojrzałam na nią i podeszłam do niej.
-Mia... chciałabym Ci powiedzieć, że nic mnie nie łączy z Alexem. Głupio mi, że wyszło jak wyszło wcześniej, nie byłam stabilna... miałam problemy... to nie tłumaczy nawet mojego wrednego stosunku do sytuacji... Obie walczyłyśmy o jednego faceta, nienawidząc się przez to... Ja wychodzę za mąż z Christianem, jestem z nim w ciąży... chciałabym załagodzić... chociaż w części... nasze stosunki... Mimo wszystko chciałabym cię zaprosić na ślub... Proszę, przyjmiesz czy nie przyjmiesz... zadecydujesz sama. Miło będzie jak wpadniesz... - podałam jej zaproszenie, wzieła je patrząc na mnie z mieszanymi uczuciami i nie odezwała się słowem.
Alyssa przyniosła herbatę, wzięłam łyka i zaczęłam się niecierpliwić.
-Co się tam do cholery dzieje... - powiedziałam w tym samym czasie z Mią.
-Chodź, sprawdzimy. - zaproponowałam niepewnie.
Bez wahania poszła ze mną. Wyszłam a ona za mną, a nasza dwójka rozmawiała, wyglądało to jakby się o coś kłócili, oczywiście... jak to mój narzeczony, był niewzruszony.
-Ej, chłopaki, skończyliście?! - krzyknełam podirytowana chcąc przerwać ich dyskusję.
Obydwoje spojrzeli na mnie. W oczach Alexa widziałam ból i cierpienie, jednak nie uległam. Wiedziałam co chcę, kogo kocham i nie rzucę planów związanych z Christianem. Wolałam to życie od niezdecydowanego wiecznie faceta. Poza tym... zatracałam się w Christianie zapominając o uczuciu do Alexa w zupełności. Stawałam się... obojętna, ale miła jednocześnie.
-Zaraz kończymy, Cath. Wróćcie do środka.
Spojrzałam na nich niezadowolona i po chwili odeszłam niepewnie.
-Niech to się skończy... mam dużo do zrobienia... - szepnęłam do siebie.
W końcu wściekłam się, wstałam i podziękowałam serdecznie za mimo wszystko miłe przyjęcie mnie do ich domu, za herbatę i gościnę, po czym wyszłam. Podeszłam do Christiana i pociągnełam go za ramie tuląc się do niego. A on dalej rozmawiał z Alexem.
-Pogadacie sobie na ślubie, teraz chciałabym odwiedzić rodziców...
Alex spojrzał na mnie i na Christiana, jakby był zirytowany.
-Grasz sobie na niej. - skomentował.
Christian parsknął śmiechem, rozbawiony.
-Zajmij się swoją Mią, dobrze? Widzim się na ślubie. - mrugnął do niego.
Otworzył mi drzwi do samochodu pasażera, wsiadłam a on je zamknął, potem wsiadł na miejsce kierowcy i odjechał z piskiem opon, lekko driftując, zaśmiałam się.
-Naucz mnie! - powiedziałam z ekscytacją.
-Jak urodzisz. - odparł rozbawiony.
Nie interesowało o czym gadał z Alexem. Ani trochę nie chciałam wiedzieć.
Chciałam już zobaczyć rodziców...
Gdy otworzyli mi drzwi... zamarli. Przytulili mnie ciesząc się, że ich w końcu odwiedziłam. Oni tez myśleli, że nie żyję... potem ojciec starał się mnie odnaleźć... pokochali Christiana, a raczej mama. Gdy dowiedzieli sie o ciąży... byli w szoku ale prze szczęśliwi... zaczynałam być naprawdę szczęśliwa i kochać życie, które udało mi sie wywalczyć decyzjami, dobrymi i złymi...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz