piątek, 23 marca 2018

Od Cathy

  Obudziłam się rano cała w skowronkach. Cieszyłam się, że jestem w ciązy. Powoli to do mnie docierało. Spojrzałam na Dianę, siedzącą przy oknie dopalając papierosa. Uśmiechnęła się widząc mnie, a ja szybko zebrałam się do wyjścia.
-A Ty co? Już do niego lecisz? - parsknęła.
-Tak... chcę być  w domu przed nim. Zjemy razem obiad...
-Ta, bądź taka dobra dla niego...
-Będę, kocham go.
-I tak trzymać, mała. - zaśmiała się.
  Szybko sie zebrałam, wróciłam do domu i zajęłam się gotowaniem obiadu. Zrobię coś w rodzaju krewetek w curry... osobiście nigdy nie miałam do czynienia z takim daniem jednak kierując się internetem mogłam pojąć to szybko.
  W czasie gdy obiad spokojnie się robił usiadłam na laptopa i włączyłam głośną muzykę. Odprężając się, pijąc herbatę ujrzałam, że dostałam wiadomość na maila. Gdy zobaczyłam kto to poznając po adresie... nie byłam zachwycona. Nie chciałam go czytać, zostawiając otwartą pocztę poszłam do kuchni skontrolować jak się mają moje krewetki i otworzyłam maile stojąc, z przestronnego salonu zerkając do kuchni. Gdy zobaczyłam końcówkę wiadomości wcale nie czytając jej jakoś dokładnie aż opadłam na krzesło.













  No nie... Teraz nawet nie miałam litości. Skasowałam jego wiadomość i westchnęłam ciężko... po czym  postanowiłam mu odpowiedzieć...

             Witaj, Alex
      Nic nie szkodzi, nie odzywałeś się - ok. Ja bardzo zmieniłam swoje życie i aktualnie zmieniłam swoje życie o znacznie wysoką skalę, mam partnera, to co było w nocy nie powinno się wydarzyć i było naszym wspólnym błędem. Gdybyś wtedy nie odmówił, może było by inaczej. Nie chcę próbować i porzucać życia dla jednego miłosnego epizodu, który tak naprawdę był sprzecznością. Jestem tylko człowiekiem, my jesteśmy... na błędach trzeba się uczyć. Mam kogoś, a wraz z nim niedługo staniemy się rodzicami. Tak, jestem w ciąży. Jednak nie wahaj się, odzywaj się i w ogóle, nie chciałabym tak tego kończyć. Zachowajmy się jak ludzie. Dla mnie nic już nie ma, ważne jest dla mnie dziecko i niedługo rodzina, moja własna rodzina. 

                    Cathy. 




   Wysłane. Chyba najbardziej cieszyłam się z obrotu sytuacji. Gdyby nie dziecko nawet nie wiem, czy też nie zachowałabym się identycznie. Miałam dość wszystkiego, wolałam się uwolnić od Alexa, chciałam normalne życie i Christian mi je zapewnia. 
   Wyłączyłam laptopa i wróciłam do kuchni. Gdy usłyszałam zamykające się drzwi ogarniałam gary, a Christian zdejmował kurtkę. 
-Cześć! - krzyknęłam wychylając się zza ściany do salonu.










  Podszedł do mnie i przeprosił za zachowanie. Ucieszyłam się, szeroko uśmiechając. 
-Kogo zamordowałaś? 
-Krewetki... robiłeś kiedyś? 
-Daj mi to i usiądź... kaleko. 
  Zaśmiałam się i przepychałam w kuchni. Mimo jego dziwnie lodowatej temperatury jak i serca kochałam go. I cieszyłam się, że to on będzie ojcem dziecka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz