-Czemu ingerujecie w nasze życie?! Nie jesteśmy dziećmi a wy naszymi opiekunami.-odparłam kiedy Sam(miałam wreszcie przyjemność poznać jego imię) odprowadzał mnie niedaleko domu.
-Sprawa wyższej wagi.
-Nie. Masz mi tu teraz w tej chwili wszystko wyjaśnić. -powiedział ostro.
-Do klubu nie przyszliśmy tylko ja z bratem ale całe nasze rodzeństwo i będzie lepiej dla was jak tam nie będziecie.
-CO? -zamarłam.-I pozwoliłeś na to.. mam pozwolić na to by Ci niewinni ludzie tam teraz ginęli bo miasto odwiedziła zgraja wampirów?!-automatycznie włączył mi się instynkt.
-Nic na to nie poradzicie.
-Nie pozwolę na to by niewinni ginęli.-odparłam i chciałam go wyminąć.
-Albo oni albo wy i oni. Nie ma innego wyboru.
-Jesteś wampirem dla ciebie nigdy nie będzie innego wyboru.-odparłam sucho.
Chyba co dziwne go uraziłam.
-Natury nie oszukamy.
-Właśnie.
-Gdzie się wybierasz?
-Muszę coś zrobić. Uratować tych ludzi.
Złapał mnie za ramiona uniemożliwiając ucieczkę. Spojrzał mi w oczy,
-Wracaj do domu. Nie dasz rady nic zrobić a sama jeszcze zginiesz.
-W ogóle to dlaczego nas stamtąd zabraliście? Poza rezerwatem nie chroni nas prawo a dwie młode wilczyce to łatwy łup dla zgrai wampirów. -zapytałam ciekawa.
Nic nie mogłam wyczytać z jego twarzy. Przez chwilę zastanowiłam się ile ma już lat i co razem z tym idzie doświadczenia..
-Wracaj do domu.-zignorował moje pytanie.
-Nie mogę..
-Idź do domu a ja postaram się zrobić coś aby zabrać z miasta moje rodzeństwo.
Spojrzałam mu się w oczy. Nienawidziłam wampirów przez to że zabijali niewinnych ludzi ale w tym.. było coś innego. W sumie nie miałam styczności z wampirem z tak bliska, nigdy w sumie tak z żadnym nie rozmawiałam ale mimo to miałam wrażenie że ten jest inny?
-Dlaczego miałabym Ci zaufać?-zapytałam.
-A dlaczego nie?-uśmiechnął się.
-Bo jesteś wampirem?-powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Fakt-zaśmiał się-Ale mimo to jak daję słowo do staram się je dotrzymać. Swój honor mam.
Westchnęłam.
-Nie powinnam... powinnam powiadomić watahę i walczylibyśmy przeciwko sobie. Tak powinno być, jesteśmy naturalnymi wrogami.. Nie wiem czemu ale zgadzam się. Jednak jeśli zawiedziesz.. nie ręczę za siebie.
Miał coś w sobie co sprawiało że chciałam mu zaufać. Walczyłam z tym jednak było silniejsze.
Jego brat czekający w samochodzie zatrąbił.
-Idź do domu.
Odstawili mnie nie pod sam dom tylko w okolicę. Jeszcze tego by mi brakowało by Alex zobaczył jak wysiadam z samochodu wampirów. Zamknąłby mnie w piwnicy na dożywocie...
-Cześć, Sam.
Odeszłam jednak obejrzałam się jeszcze za siebie na niego.
Matko.. Alissa co się z tobą dzieje...-powiedziałam do siebie w myślach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz