czwartek, 22 marca 2018

Od Cathy

   Tego wieczoru pracowalam nad jedna z ksiazek ktore mialam przeczytac i zrecenzowac na zebraniu wydawnictwa. Tak, przyjelam prace. Chcialam zaczac tak bym czula sie najlepiej. I mimo wszystko, Christian zapewnial mi dobro i milosc, opieke... nie oklamywal mnie... bylam tego pewna.
  Pracowalam i pracowalam, nie odrywajac sie od papierowej wersji ksiazki jednego z nowych, swiezych pisarzy. Przerwal mi telefon, nie znalam tego numeru...











-Slucham? - odebralam bez wahania.
-Tu Ewa, masz ochote sie spotkac?
-Przepraszam, ale mam kupe zajec na glowie. - odparlam szybko i zdecydowanie. Christian zabranial mi sie z nimi kontaktowac, wiec nie chcialam byc nie fair co do niego...
-Prosze, to tylko na doslownie krotka rozmowe. Gdzie ci pasuje, podjade... Jestem w Seattle.
-Skad wiesz, ze mieszkam w Seattle?
-Wiem o tobie duzo, wiec chcialabym sie spotkac. To wazne.
  Zawahalam sie. Christiana jeszcze nie ma... moglabym... mialam metlik w glowie.
-Kawiarnia przy kinie, niedaleko portu. Creamson Break.
  Rozlaczylam sie i szybko dojechalam na miejsce. Weszla, od razu jakby wiedzac, gdzie siedze. Usiadla naprzeciwko mnie.
-Czego chcesz? - spytalam.
-Zmienilas sie.
-Od smierci rodzicow. Nie chce nikogo pamietac stamtad, wracaja zle wspomnienia.
-Smierci rodzicow?
-Tak. Nie udawaj, ze i ty nie wiesz. Alex zareagowal tak samo...!
-Jestes na niego o cos zla?
-To jakis wywiad? Tak, jestem. Nie pojechal ze mna do Seattle kiedy go o to prosilam... potem... wrocilam... ale nie skonczylo sie najlepiej. Teraz nie chce go znac.
-To znaczy...?
-No przespalam sie z nim! - prawie ze krzyknelam na kawiarnie.
-Ale... co?
-Tak. Co? Nie powiedzial ci? - usmiechnelam sie zlosliwie. - Nie chce znac jego ani tamtego miejsca. Nigdy tam nie wroce, mam swoje zycie, swojego partnera... On tez. A Ty jeszcze mi powiesz, ze o niczym nie wiedzialas.










-Teraz przepraszam, musze isc. - wstala  patrzac na godzine na zegarku.
  Zaraz wroci Christian...
  Zlapala mnie jeszcze za reke.
-Nie widzisz tego?
-Czego? - parsknelam smiechem.
-On Cie oklamuje, Cathy.
  Spowaznialam. Wyrwalam swoja reke i sciagnelam zla brwi.
-To Alex mnie oklamywal. Nie-chce-go-znac. - odparlam wsciekla i wyszlam.
  Nie do pomyslenia... nie znaja go, skad moze wiedziec, ze mnie oklamuje?! Znam go lepiej... wiem, ze mnie kocha i mnie nie oklamie. Nie to, co Alex.


  W domu zastalam pijanego mezczyzne i Christiana ktory siedzial przy kominku i pil whisky. Stanelam i wpatrywalam sie w zjawisko.
-Kto to?
  Christian wstal i podszedl do mnie calujac w czolo.
-Moj brat. Poznaj Sama... oczywiscie, chcialem, by to bylo w innych okolicznosciach ale... wyszlo jak wyszlo, kochana.
-Jest pijany?
-No, jak widac. Ma slaba glowe jako... - zacial sie. - jako ze jest jednym z mojego rodzenstwa... najslabszy.
  Sens jego zdania nie mial w ogole zadnego znaczenia ani sensu... ale mimo to rozesmialam sie.
-Ide spac, jestem padnieta...
-Dobrze, skarbie. - usmiechnal sie i poglaskal mnie po policzku.
  Kochalam go, to oczywiste. O Alexie chcialam zapomniec... starajac sie kochac coraz bardziej Christiana...

  Rano pobieglam do lazienki. Od razu zwymiotowalam i zaraz umylam zeby. Moze zjadlam cos nie teges...? Tylko, ze jadlam przed spotkaniem z Ewa... Wzruszylam ramionami. Uslyszalam dzwonek do drzwi, ubralam sie i zeszlam na dol. Ewa...
-Czego chcesz?
-Czemu taka jestes? Probuje cie zrozumiec, nie bylas taka...
-Nie wiem co sie ze mna stalo. Szczerze? Nie pamietam za wiele, mialam wypadek pare miesiecy temu, Christian mi pomogl dojsc do siebie... Czuje ze czegos brakuje w moim zyciu ale nie wiem czego i dlaczego... - spojrzalam na nia.














  Nagle obok zjawil sie Christian. Ewa miala mine, jakby go juz wczesniej widziala i znala... Zdziwilam sie jej reakcja.
-Czego tu szukasz?
-Dobrze wiesz, czego. - spojrzala na niego znaczaca.
-Cathy, idz do srodka.
-Ale...
-Idz, prosze.
  Pocalowal mnie w policzek i poszlam na gore. Znow zanioslo mnie na wymioty... choroba...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz