sobota, 24 marca 2018

Od Cathy

   Z rodzicami gadałam jak wcześniej, tak jak kiedyś. Ucieszyłam się, że ich odnalazłam. Nawet nie byłam zła na Christiana, rozumiałam, że takie było zalecenie lekarza... Wszyscy razem siedzieliśmy przy kominku, mama nie ukrywała radości a tata... podekscytowania i zaintrygowania. Jakby... coś mu nie pasowało.
-Tato, wszystko w porządku? - spytałam podejrzliwie.
-Tak, kochanie, jak najbardziej. - nagle uśmiechnął się.
   Spojrzałam na mamę siedzącą obok. Nic nie skomentowała...













-A gdzie Nathan? - zmieniłam temat i atmosferę.
-Od dawna go nie widziałam... ale czasem nas odwiedza. Kupiliśmy dwa psy, żebyśmy mieli towarzystwo. - zaśmiała się mama.
-Nathan? - spytał Christian zaskoczony.
-To mój brat. - położyłam dłoń na jego kolanie ciągle się uśmiechając.
   Byłam tak bardzo szczęśliwa...
-I kolejna wiadomość dla was... jestem w ciąży. - uśmiechnęłam się szeroko.
   Mama spojrzała na ojca i nagle wybuchnęła radością.
-O mój boże! W końcu któreś z was się ustatkuje! A kiedy ślub?!
-Właściwie... to między innymi przyjechałam wręczyć wam zaproszenia. - podałam im z mojej torebki karty.
   Mama uściskała mnie mocno jak i Christiana. Ojciec uścisnął mu dłoń zadowolony, jednak i tak gdy go dotknął dziwnie zareagował.
-Ależ ty masz lodowate ręce! - zaśmiała się mama. - Chcesz coś ciepłego do picia?
-Nie, dziękuję, miło z pani strony. - odparł ciepło.
-Cudowny jesteś, Chris... cudownie... przecudownie...
-Cath, mogę cię prosić na ojcowską rozmowę? - wypalił nagle tata, a ja zerknęłam na narzeczonego.
   Mrugnął do mnie z uśmiechem, że nie ma obaw zostawiać go z mamą. W to nie wątpiłam, a raczej przestałam wątpić, bo akurat kto jak nie on ma świetne gadane.
-Dobrze, to chodźmy. - wstałam i poszłam z ojcem na werandę.
  Mama wzięła Christiana do swojego królestwa, czyli kuchni i od razu zaczęła pewnie wywiad. Mama przeżywała bo znała go z okładek gazet gdzie często dziennikarze go wyłapywali jak i paparazzi. Na pewno jego imię i nazwisko też kojarzy, więc w stu procentach w środku aż kipi z niej ekscytacja.
-O co chodzi, tato? - spytałam gdy usiedliśmy na wiklinowych, ogrodowych krzesłach.
   Podbiegły do nas dwa psy, o których mówiła mama. Dwa goldeny, słodkie psiaki, pewnie wzięte ze schroniska. Mama była wolontariuszką, więc na pewno je wzięła. Kochała to miejsce... ja jako dziecko chodziłam tam  wraz z nią... stare, dobre czasy...
-Cathy, musisz mi powiedzieć... jesteś z nim szczęśliwa? - zaczął niepewnie jednak stanowczo.
-Tak - odparłam jakby było to oczywiste.
-Przecież pamiętam, jak prowadzałaś się z tym chłopakiem, Alexem.
-Tak, ale to przeszłość. Jesteśmy przyjaciółmi. - przytaknęłam spokojnie.
   Zamyślił się na chwile.
-A co do ciebie... jest w porządku?
-Tato, nie martw się - wzięłam jego dłoń w moją. - Jest cudownym facetem, szczerym i czułym. Nic mi przy nim nie grozi.
-Tak sądzisz... - przerwał. - Mam taką nadzieję.
-Tato, zachowujesz się dziwnie... - zaczęłam podejrzliwie. - Co się dzieje? Coś z mamą?
-Nathan... gdy tu przychodzi tylko nocuje, czasem nam pomaga, udaje, że wszystko dobrze... ale od miesiąca go nie widziałem.
-Jak to? - spytałam zaskoczona.
-Nie wiesz, gdzie może być?
-Nie... Zero kontaktu. Nic o nim nie wiem. - odparłam zaniepokojona.














-Postaram się go odszukać...
-Gdy usłyszał o twojej śmierci coraz bardziej mu odbijało. Uciekał z domu gdy tu był, przez okno...
-Okno...? - wycedziłam w szoku.
   Nagle tata jakby coś zrozumiał czy zauważył przestał mówić.
-Córeczko, nie chciałbym, byś pakowała się w kłopoty przez niego. Zawsze był kłopotliwy... Ty teraz nie możesz się przemęczać.
-Nie bój się o mnie. Jestem silna, po kimś to mam. - uśmiechnęłam się pewnie.
   Przytulił mnie i wróciliśmy do środka.

   Gdy wróciliśmy do Seattle wybrałam się na wybór sukienki i sesję, bym widziała jak będę wychodzić na zdjęciach i w ogóle... jak to się ma do wesela. Wszystko chciałam zaplanować idealnie, by było to jedyne takie ukochane wydarzenie z życia... moje i mojego narzeczonego. Diana wraz z Chrissy i Ivy, które ze mną pracowały... z którymi nie mogłam się rozstać w takich momentach pomagały wybrać mi suknię, po czym na miejscu próbny fotograf zaczął mi robić zdjęcia. Laski upięły mi coś w rodzaju plecionego koka i ustanęły z boku rozśmieszając mnie. Choć i tak byłam wystarczająco szczęśliwa.












-Pięknie wyglądasz...
-Tak? Ale na pewno? - dopytałam oglądając zdjęcia.
-Wyjątkowo atrakcyjnie, pan młody padnie z wrażenia. - skomentował fotograf a ja zaśmiałam się z dziewczynami.
-Ja jestem wolna. - dodała Ivy teatralnie. - Może...
-Może chodźmy, a panu dziękuję. - roześmiałam się. - Biorę, idziemy do kasy.


   Gdy było po wszystkim dziewczyny posiedziały u mnie a ja oglądałam zdjęcia które wywołał mi fotograf. Będę chciała mieć rozpuszczone włosy... to na pewno...
   Zakupiłam książki o tym jak powinno się zachować w ciąży i w ogóle, jak sobie radzić w ciąży i po, podczas nieobecności Christiana zdażyłam przeczytać trzy czwarte, zmęczona westchnełam odwracając kartkę na drugą stronę, i kolejny rozdział.
-Witaj moja luba. - wszedł do mieszkania mój ''luby'' roześmiany i rozlatany jak skowronek.
-Głupek. - westchnęłam z uśmiechem, jednak byłam trochę zmęczona.
-Co to? - spytał stając przede mną.
-Czytam książki, to i owo o dzieciach... jakaś masakra ile tego jest...
-Ale nie jest źle? - spytał rozbawiony.
-Nie - odparłam krótko - Ogarnęłam prawie całą. - zamknęłam ją.











-Chciałbym ci to dać... żebyś pokazywała to natarczywym dupkom na ulicy. - wręczył mi pierścionek, który od razu mnie oczarował.
   Zaczęłam płakać ze szczęścia, był cudowny. Fioletowy klejnot, nie znałam się na nich ale gdy go zobaczyłam... srebro, cienki obwód, średniej wielkości kamień, od razu poprosiłam, by mi go założył na palec. Zrobił to z uśmiechem, i spojrzał mi w oczy.
-Jest jedna bardzo ważna jeszcze sprawa... - zaczął.
-Ja też mam jedną, ale chciałabym żebyś ty zaczął pierwszy.
-Dobrze - uśmiechnął się - Jak wchodzisz do mojej cudownej, jedynej w swoim rodzaju rodziny musisz poznać moje rodzeństwo...
-A Sam...? To nie twój brat?
-Nie. Mam starszego brata Klausa, potem jestem ja, Sama poznałaś, następnie Enzo i Jane... No i mój ojciec, Aro, wujkowie, Marek i Kajus.
-A twoja mama? - spytałam, zauważając, że tylko Jane tam jest kobietą, a gdzie kobieta, która pełni rolę matki?
-Dawno temu odeszła. - odparł prosto i na temat. - Wchodźcie!- zawołał.
   Pierwsza weszła Jane, nie mogąc doczekać się spotkania. Za nią Sam, potem... dwóch pozostałych.Stanęła przede mną i obserwowała mnie.
-Jane - podała mi rękę z uśmiechem.
-Nosisz soczewki? - spytałam, zwracając uwagę na jej czerwone jak diabli oczy.
-Tak. - odparła.
-Zawsze miała zajawki na emo styl. - mruknął brunet, stojący obok niej. Zerknęła na niego i uśmiechnęła się znów zwracając wzrok na mnie.











-A ja jestem Enzo. - ucałował moją dłoń a ja tylko się uśmiechnęłam do niego serdecznie.
-A to, Klaus. - odparła niewzruszona Jane. - Nigdy nie lubi spotkań rodzinnych.
  Klaus kiwnął do mnie głową, obserwując mnie dokładnie.
-Jesteś w ciąży? - zauważył.
-Tak... czwarty tydzień. Niepokoi mnie, że brzuch wygląda jakbym była w czwartym miesiącu... - zaczęłam.
-Tak to jest, moja droga. - skomentował Enzo.
  Christian przerwał tą rozmowę i spojrzał na Sama.
-Gdzie Aro?
-Zjawi się w najmniej odpowiednim momencie.
-Pogadamy potem o tym. - przerwała Jane. - Chciałabym zobaczyć twój brzuch, mogę dotknąć? - spytała.
   Była przemiła i słodka, zarazem tajemnicza.
-Pewnie...
   Nastała cisza, a gdy Christian zdenerwowany nagle chciał się wyrwać Sam go zatrzymał. Nic z tego nie rozumiałam, jednak mina Jane nie świadczyła o czymś dobrym.
-O co chodzi?
-Nic. - odparła nagle z zaniepokojeniem. - Musimy iść. Wszyscy. Do zobaczenia, Cath. - mrugnęła do mnie i wszyscy, łącznie z moim narzeczonym wyszli.
   O co tu chodzi...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz