poniedziałek, 12 marca 2018

Od Cathy

Poznalam Tu wielu ludzi, niektorzy okropnie niemili, drudzy wrecz przeciwnie. Mialam szczescie, w szkole pojawil sie nowy nauczyciel - Sam Karter - ktory byl niezwykle przystojny a na lekcji zadna nie odrywala od niego wzroku.
-Kazda sie na niego gapi... - szepnal Ed, przeczesujacc swoja blond czupryne.
  Margarro byla zazenowana podobnie Jak chlopaki. Ja natomiast bylam zainteresowana pokazaniu dziewczyna kto tu rzadzi i ze one nie maja szans.
  Tak naprawde sie zmienilam.Lubilam pokazywac siebie od najlepszych stron.
   W Hogwarcie bylam bardzo rozpoznawalna przez obsmarowanie mnie w gazecie. Gdy przechodze po korytarzu mam wrazenie, ze ktos o mnie cos mowi. Kazdy wiedzial ze uzylan zaklecia,tylko nie wiadomo jakiego. Z innego polozenia niz okolice Hogwartu trudno im zlokalizowac rodzaj, jednak ponoc nad tym pracuja. Jesli odkryja ze bylo to zaklecie zmiennoksztaltne osobowosciowe... Grozi mi nawet askaban albo odebranie mocy magicznej.
   Bylam coraz pewna siebie co mnie krecilo. Ale zaczynalam tesknic za nachalnoscia Alexa ktora co prawda teraz wydawala mi sie urocza, usmiechnelam sie mimowolnie.
-A moze Cathy? - uslyszalam glos przystojnego nauczyciela.
-Oczywiscie. - odparlam,wstalam zgrabnym krokiem i zwinnym znalazlam sie obok Sama Kartera.
Zawolal mnie na srodek, podeszlam do niego powoli czujac na sobir zazdrosne spojrzenia kolezanek i zaslinionych chlopakow na swoim tylku i nogach.
  Obok nauczyciela czulan sie Jak obok kolegi z klasy, z tego co sam mowil jest mlody, ma 24 lata, a ja mam 19... Tak malo lat roznicy...
  Parsknelam w duszy. Co za radocha draznic te laski.
   Bez problemu wykonalam zaklecie lewitacji, nauczyciel zadowolony i pod wrazeniem kazal mi siadac. Dostalam A, wiec na nic nie narzekalam. Usiadlam na miejsce, zadowolona. Przez reszte lekcji obserwowal mnie co jakis czas do mnie sie usmiechajac.
   Na przerwie gdy szlam obok lazienki znalazlam w swojej torbie z nikad ksiege ktora nalezala do moich rodzicow. Gdy za mna weszla Lucy zaszokowana wpatrywala sie we mnie.
-To jedna z czarnych ksiag...? Skad Ja masz?
-Wiesz cos o niej?!
-To ksiega Toma Riddle'a. Tak sie zmienilas..?
-Tak, ale nie mialam pojecia co to jest... Nalezalo do moich rodzicow...
   Nagle do srodka weszla dyrektor McGonagall. Serce nam stanelo.
-Co tu sie dzieje? Lucy..?
   Schowalam ksiege do torby, jednak ona to zauwazyla.
-Pokaz co tam masz...
   Wyjelam rozdzke i wymierzylam w nia. Lucy krzyknela, a McGonagall w szoku nie wiedziala co zrobic.
-Nie ma pani prawa mi tego odbierac. - odparlam spokojnie i opanowanie. - Nalezy do mnie.
-Panno Cathy... - zblizyla sie
-Dosc!  - Krzyknelam i uzylam zaklecia tortur....
 
  Ucieklam. Lucy krzyczala za mna a ja zostawilam ksiege, wypadla mi. Przestraszona sama soba wbieglam do lasu, balam sie Sam siebie. Dopiero po czasie trafilam do Hagrida. Zaraz potem przyszedl pan Karter... Zabral mnie na spacer do lasu, zalowalam tego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz