Gdy lekko się upiłam siedziałam przy barze zamawiając to nowe rodzaje drinków, piw... Nie miałam mocnej głowy do picie, w tym byłam słaba. Jednak wróciłam myślami do tego jak bardzo brakuje mi rodziców... gdy zajmuję się pracą, byciem suką dla ludzi i wybijaniu tych wszystkich stworzeń jakoś lepiej mi się żyje, czuję, że jestem silna. Bo jestem. Volturii się mnie obawia, wilkołaki o niczym nie mają pojęcia... byłam genialna.
-Jeszcze jedno poproszę. - zaczepiłam barmana który czyścił szklanki.
-Tobie piękna to chyba wystarczy, co?
-Dawaj mi... - już miałam sięgac po broń gdy ktoś złapał mnie za rękę i wyciągnął z baru.
Zaczęłam się opierać, nie wiedziałam kim jest ten mężczyzna... bo wydawało mi się, że to mężczyzna. Wyrywałam mu się, jednak byłam kompletnie pijana a facet chyba nie miał dobrych zamiarów.
Gdzie moja broń... nie miałam jej przy sobie... wyjął mi ją?!
-Puść... mbie... - mamrotałam niewyraźnie.
Facet zapakował mnie do auta.
Gdy wrzucił mnie na siedzenie z tyłu obok... wydawało mi się, że widziałam... nie, byłam po prostu chyba zbyt pijana...
Gdy otworzyłam oczy leżałam na kanapie, a naprzeciwko siedziała... Jane. Poderwałam się i obserwowałam ją. Bez broni też sobie poradzę, nawet na kacu.
-Co ty... - zaczęłam.
-Tego szukasz? - pokazała mi broń. - Jeśli będziesz się bawić w ciuciubabkę to nie ręczę za siebie.
-Gadasz jak Sam. - zaśmiałam się.
-Tylko, że my dotrzymujemy słowa.
-Chcecie mnie powstrzymać za wszelką cenę, jednak wiecie, że nie jestem sama.
-Dlatego ostrzegamy cię. Naszym obowiązkiem jest bronić praw wampirów, wilkołaków praw wilkołaków a twoim... czyszczenie terenu który nie podlega naszym prawom. A robisz odwrotnie.
Zaśmiałam się.
-Mogę cię od razu zabić, Jane.
Uniosła brwi i wstała z kanapy podchodząc bliżej. Odepchnęła mnie, przez alkohol byłam nieco... zdezorientowana i obolała przez spanie na kanapie.
Wściekła podniosłam się i stanęłam przed nią.
-Pożałujesz tego, jak twoje rodzeństwo.
Gdy ujrzała naturę reptiliana nieco ją zmroziło. Wampiry obawiały się prawdziwej natury łowców, której prawie nigdy nie pokazywaliśmy sobie, co dopiero komuś.
-Chcę się dogadać, chronię Cath i dziecka. Nie masz serca? Krzywdzić niewinne dziecko?
-A wy? To hybryda, prawnie powinniście je dawno spalić. - postanowiłam grać jej bronią. Jane to mocny przeciwnik, jednak byłam pewna, że się dogadamy. - Uważaj, bo jeśli zrobisz coś nie po mojej myśli Starszyzna zareaguje i nie kiwniesz palcem.
Wyszłam i szybko ulotniłam się do rezerwatu do domu... mojego tymczasowego małego domku. Na miejscu czekał na mnie Bronx z nowymi informacjami. Nie byłam zadowolona, że tu jest.
-Co tu robisz? - warknęłam.
-Sprawdzałem, czy nie bratasz się z wilkołakami. Coraz częściej z nimi przebywasz. Nie sądzisz, że zbaczasz z kursu?
Nie wiedziałam co powiedzieć, westchnęłam. Sprzeciwiał się mi, co nie wróżyło dobrze. Zawsze mieliśmy różnice zdań, był moim wspólnikiem jeszcze w Stowarzyszeniu Łowców, jednak odszedł ze względu na mnie.
-Daj mi spokój, muszę się wyszykować.
-Czyli nie zaprzeczasz? A gdzie się szykujesz? Na spotkanie z wilkami?
-Dałam im motocykl do naprawy. Chcę go kontrolować. Poza tym muszę się zbliżyć jak wiesz do tej sfory, zależy mi na tym.
-Na sprawie ci zależy, czy na kimś?
-Słuchaj, na nikim mi nie zależy. Mam cel, jeden, jedyny cel. Więc odpuść i zluzuj z tonu, co?
Spojrzał na mnie i wyszedł.
Przeczesałam włosy i wybrałam się do warsztatu. Na miejscu był Seth, który nie był do mnie przekonany. Myślałam, że to zły dzień... jednak chyba po prostu nie tolerował nowych ludzi. To jak mógł tu pracować...?
-Hej, przyszłam...
-Nie naprawiłem go jeszcze. - odparł szybko.
Zaskoczona spojrzałam na niego. Nie podobał mi się... w sensie... jego zachowanie, bo ogółem był całkiem całkiem... jak każdy wilkołak.
-Chyba mnie nie lubisz, co? - oparłam się o jedno z aut.
On podniósł się szybko i spojrzał na mnie.
-Po prostu przestań węszyć, ok?
-Ja nie węszę... - zaczęłam próbując szczerze i niewinnie wybrnąć z sytuacji.
-Kit wciskać możesz reszcie, mnie nie oszukasz. Mam przeczucie... Po wypadku jednej z naszej sfory wolę uważać na dziwne, choć atrakcyjne kobiety, które są zbyt miłe.
Chodziło o Alyssę...?
-Zależy ci na tej dziewczynie?
-Nie, ona jest przypisana komus innemu, mi też ktoś inny. Wiesz jak jest, ja jestem typem samotnika. Ty zdaje się też, więc spadaj stąd.
-Czekam na naprawę motocykla, więc... nie bardzo mogę spadać. - odparłam wyluzowana.
Zaśmiał się.
-Powinnaś zostać aktorką.
-Naprawdę nie wiem o co ci chodzi, jesteście... spoko. A ja tylko słyszałam o was same dobre rzeczy. To, że ktoś jest nowy oznacza, że jest podejrzany?
-Może się mylę, ale na pewno chciałbym, żebyś uważała co robisz. To moja rodzina, każdy z nas. To moi bracia, uważaj po prostu.
Uśmiechnęłam się do niego niewinnie.
-Daj spokój...
Nie zdążyłam dokończyć bo odszedł.
Dziwne... skąd niby miał takie przeczucie? Reszta była dla mnie naprawdę miła i sympatyczna... przez tego Setha mogę zmienić zdanie o wilkołakach niż mi się wydaje... a wtedy nawet łaski nie okażę...
A więc... którego uwodzić? Jakiegoś przystępnego i chętnego... czy wręcz przeciwnie? Miałam dylemat, jednak najpierw wolałam spędzać z nimi trochę więcej czasu w miarę możliwości... musiałam zacząć trzymać się planu.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz